Wtorek, 16 lipca 2019. Imieniny Eustachego, Mariki, Mirelli

Gogol w czasach Google'a. Rosja oczami Wacława Radziwinowicza

2013-05-12 08:00:00 (ost. akt: 2013-05-11 14:31:13)
Wacław Radziwinowicz: Nie umiemy na przykład wytłumaczyć Moskwie, która jest potwornie bogata, że Polska jest bardzo blisko

Wacław Radziwinowicz: Nie umiemy na przykład wytłumaczyć Moskwie, która jest potwornie bogata, że Polska jest bardzo blisko

Autor zdjęcia: Michał Skroboszewski

Rosja to kraj - jak mówią sami Rosjanie - o historii nieprzewidywalnej, kraj przeklętych poetów i złodziei w limuzynach, bojowników o prawa człowieka i morderców bez twarzy, samotnych bohaterów i brutalnych sołdatów. Z Wacławem Radziwinowiczem, autorem książki "Gogol w czasach Google'a", który od 1997 roku jest korespondentem Gazety Wyborczej w Rosji, rozmawia Anna Dawid.

— Powiedział Pan kiedyś, że dla polskiego dziennikarza najwyższa wygrana zawodowa, to zostać korespondentem w Rosji...

— Dokładnie tak. W ogóle Rosja dla korespondentów z całego świata jest miejscem niezwykle ciekawym. Barwnym, tajemniczym, momentami strasznym, kiedy indziej wesołym, przyjaznym. Dla polskiego dziennikarza jest to miejsce szczególne. Z Rosją wiąże nas wiele emocji, tych dobrych, jak i złych.

— Czyli Rosję można kochać i nienawidzić?

— I to jednocześnie. Można kochać ten naród za pasję, za inteligencję, za poczucie humoru. Zresztą, mamy podobne poczucie humoru. Gdy spotykamy się my, korespondenci z różnych krajów i Rosjanin bądź Polak opowiadają anegdotę, to razem się śmiejemy, jako pierwsi łapiemy to.

— A nienawidzić za co?

— Za bardzo złą historię, tę najnowszą. I nie mam tu na myśli krzywd wyrządzonych Polakom. One były, to oczywiste. Myślę o zbrodniach, które Rosjanie dokonali na własnym narodzie. Jestem po części Rosjaninem. Babcia była Rosjanką. Mieszkała tam do rewolucji i już jako dorosła osoba przyjechała do Polski. Dziadek był Polakiem z Syberii. Cała rodzina babci i duża część ze strony dziadka pozostała w Rosji. Ale oni są dla mnie nie do odnalezienia, tak jakby nie istnieli. Zostali przemieleni, zginęli i zaginęli bez śladu. Zginęło, jak obliczył Sołżenicyn (rosyjski pisarz — red.) 60 milionów ludzi. I jeśli mieć pretensję do Rosji jako narodu, to o to, że nie chcą tego pamiętać, nie chcą do przeszłości wracać. Jakby ona się nie wydarzyła.

— Tyle łączy nas emocji. A w rozdziale "Urządzimy wam tu Polskę" pisze Pan, że ta dzisiejsza, suwerenna Rosja Polską się nie interesuje. Ona teraz interesuje się Ameryką.

— Kiedyś byliśmy dla Rosjan takim lufcikiem na Zachód. Okna i drzwi mieli zamknięte, ale był taki maleńki lufcik - Polska. W Rosji można było kupić polski Przekrój, Politykę, Dookoła świata. Oni specjalnie uczyli się języka polskiego, by czytać. Osobiście znam wiele kobiet, dzisiaj to już starsze panie, które czekały na nowy numer Przekroju. W nim była rubryka z modą, zupełnie inną niż mogły znaleźć w swoich univermagach (rosyjski dom towarowy — red.).

— A teraz?

— A teraz po co im Przekrój, jak mogą kupować u Diora w Paryżu. Polska stała się dla nich międzyprzestrzenią w podróży do prawdziwego świata. Zaledwie 3 procent Rosjan miało coś wspólnego z Polską, było w Polsce. Ale ci, co byli, wywożą bardzo dobre wspomnienia. Czasem zarzucają nam, że jest w nas zbyt wiele zadzierania nosa, wywyższania się.

— Nie umiemy przekonać Rosjan do Polski?

— Nie umiemy na przykład wytłumaczyć Moskwie, która jest potwornie bogata, że Polska jest bardzo blisko. Nie potrafimy powiedzieć - możecie przyjechać do Polski za taką cenę, jaką płacicie za bilet kolejowy na przykład do Smoleńska. I wtedy mielibyśmy znakomitego klienta. To wielki rynek, ludzie mają tam ogromne pieniądze i dla nich towar z naszych sklepów jest niezwykle atrakcyjny. Średnie zarobki w Moskwie, w przeliczeniu na złotówki to 4,5-5 tys. Ci ludzie byliby bardzo zainteresowani Polską, gdyby wiedzieli, że mogą tu przyjechać za niewielkie pieniądze na fajne zakupy.

— Jako kobieta muszę zapytać o rosyjskie kobiety. Rozdział "Kobieca twarz" bardzo mnie zaskoczył.

— Tak. Kobieta w Rosji nie ma lekko. Jest takie rosyjskie powiedzenie: ja jestem i koniem, i bykiem, i babą, i chłopem. Klasyczna biografia Rosjanki wygląda tak - bardzo młodo wychodzi za mąż, rodzi dzieci, a potem natychmiast staje się rozwódką, bo mąż wraca do mamy. Żyje samotnie, odpowiada za dzieci, ciężko pracuje. W Rosji od zawsze był deficyt mężczyzn, bo ginęli na wojnach. Mężczyzna czuł się pewnie. Mówił: a co tam moja baba, znajdę drugą bez problemu. Rosyjscy mężczyźni są rozpieszczeni. Od dziecka hoduje się tu królewiczów. Gdy jestem na Zachodzie, od razu rozpoznaję Rosjan. Idzie rodzina i odpicowany chłopczyk z miną obrażonego księcia.

— "Pracownicy rostowskiego laboratorium nie wytrzymują makabry zapełnionych trupami wagonów. Jeden z ekspertów się powiesił. Poborowi, którym przyszło tu służyć, jak sami mówią, piją na umór". To "Eszelon nieznanego żołnierza" - jeden z najmocniejszych, przynajmniej dla mnie, reportaży w Pana książce.

— Rostow nad Donem - wiedziałem, że to makabryczne miejsce. Zwłoki rosyjskich żołnierzy, nierozpoznanych, którzy zginęli w pierwszej wojnie czeczeńskiej są przechowywane w wagonach chłodniach. Czasami w wagonach wyłączano prąd. Ci ludzie gnili, potem ich znów mrożono. Zamieniali się w taki kisiel. Potem przez długi czas budziłem się po nocach, bo widziałem, jak ci ludzie wywalają drzwi i wchodzą do mojego pokoju.

O autorze
Urodził się w 1953 r. w Olsztynie. Babcia Rosjanka z Uralu, dziadek Polak z Syberii. Edukację kończył w Olsztynie, a douczał się na dziennikarce w Warszawie. Na Warmii pracował w szkole, potem w redakcjach lokalnych, potem znowu w szkole, kiedy się nie dało w redakcjach, i znowu w redakcjach lokalnych. Od 1992 r. prowadził oddział Gazety Wyborczej. Od 1997 r. jest w dziale zagranicznym gazety jako korespondent w Rosji i na Ukrainie. Ma żonę i dwie córki.

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB