Sobota, 18 listopada 2017. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Przez całe życie towarzyszył mi sport. Zaczęło się od lekkoatletyki

2013-10-21 19:50:59 (ost. akt: 2013-10-21 17:40:53)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Przez prawie całe jego życie towarzyszył mu sport. Mieszkający w Elblągu 80-letni Ryszard Paciejewski na pewno był wszechstronnym sportowcem. Trenował lekką atletykę, podnoszenie ciężarów, kulturystykę. Także na emeryturze nie pozostał bezczynny. Uczy dzieci i młodzież grać w szachy.

— Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze sportem?

— Jeszcze jako młody chłopiec, gdy mieszkałem na Śląsku, podobnie jak moi rówieśnicy, uprawiałem amatorsko kilka dyscyplin sportowych jednocześnie. Któregoś dnia trafiłem na obiekt Górnika w Czeladzi, gdzie trenowali miejscowi lekkoatleci.


— Lekka atletyka spodobała się Panu?

— W 1953 r., mając 18 lat, byłem już czynnym zawodnikiem tego klubu. Uprawiałem skok w dal, rzut dyskiem oraz trójskok. Dzięki dobrym rezultatom w tych konkurencjach byłem w kadrze narodowej juniorów, jeździłem na zgrupowania w Zakopanem i Spale. To były niesłychane przeżycia sportowe dla "brzdąca" mającego zaledwie 18 lat. Interesowało się mną wiele klubów śląskich. Kiedy skończyłem wiek juniora, kolejno reprezentowałem barwy KS 09 Mysłowice oraz Włókniarza Sosnowiec. Mogę się pochwalić, że byłem wówczas mistrzem Śląska w pchnięciu kulą, trójskoku oraz 10-boju.


— Podobno w Sosnowcu wygrał Pan konkurs pchnięcie kulą z samym Władysławem Komarem?

— To miało miejsce 23 maja 1959 r. na mityngu w Sosnowcu. Komar był początkującym miotaczem, dla niego był to dopiero drugi start. Wygrałem z nim ze znaczną przewagą. Ja pchnąłem kulę na odległość 14,60 m, a mój rywal na odległość 12,80 m.


— Miał Pan to szczęście, że mógł występować obok znanych polskich lekkoatletów ze słynnego wówczas Wunderteamu.

— Był to dla mnie ogromny zaszczyt. Pod koniec lat pięćdziesiątych startowałem między innymi z: Józefem Szmidtem, Władysławem Komarem, Januszem Sidłą, Edmundem Piątkowskim, Alfredem Sosgórnikiem. Ten ostatni na stadionie Olimpii w Elblągu pchnął kulę na odległość 19,25 m i ustanowił nowy rekord Polski.


— W wieku 27 lat opuścił Pan Śląsk i przybył do Elbląga?

— W 1960 r. podjąłem pracę w Zamechu, ale nie skończyłem uprawiania sportu. Trenowałem dalej lekkoatletykę u trenera Antoniego Pileckiego, a moim kolegą klubowym i rywalem był znany polityk Tadeusz Fiszbach.


— Dziesięć lat później zakończył Pan uprawianie lekkiej atletyki?

— Przychodzą lata i trzeba było sobie powiedzieć - dość. Mam satysfakcję, że to co robiłem w tej dyscyplinie sportu na pewno zostanie do końca życia w pamięci. Przykład, w 1962 r. pchnąłem kulę na odległość 15,31 m i ten wynik jest od ponad 50 lat rekordem Elbląga.


Ale trenował Pan nie tylko lekką atletykę?

— Kolejną moją dyscypliną było podnoszenie ciężarów. Debiutowałem w HKS Szopienice, a czynną karierę zakończyłem w I-ligowej Olimpii Elbląg w wadze lekko-ciężkiej. W latach 1961-64 czterokrotnie byłem mistrzem Wybrzeża i pierwszym elblążaninem, który w trójboju przekroczył 400 kg (402,5). Byłem też czołowym kulturystą w kraju.


— Dzisiaj pewnie też Pan nie jest bezczynny?

— Po zakończeniu startów i działalności w lekkiej atletyce i podnoszeniu ciężarów, zacząłem działać w szachach. I to robię do dzisiaj. Obecnie prowadzę zajęcia szachowe w Muzeum Ziemi Żuławskiej w Nowym Dworze Gdańskim.

 Jerzy Kuczyński

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB