Reklama

Elbląska dywizja w ataku na Polskę

09/09/2016 17:15

Sformowana w elbląskim garnizonie 21. Dywizja Piechoty Wehrmachtu wzięła aktywny udział w agresji hitlerowskiej na Polskę we wrześniu 1939 r. Pododdziały dywizji walczyły najpierw na kierunku „Twierdza Grudziądz”, później w rejonie Wizny.

W pełnym brzmieniu była to „21. Wschodniopruska/Zachodniopruska Dywizja Piechoty”, zwana popularnie „elbląską”. Pełną gotowość bojową osiągnęła już 30 sierpnia 1939 r. Dowodził nią gen. piechoty Kuno Hans von Both. Jej zadaniem, w ramach wydanego rozkazu - hasła „Straż Graniczna” (Grenzwacht), było unieszkodliwienie polskiej artylerii. Z uwagi na to iż ze strony polskiej nie było jakichkolwiek oznak przygotowań do ataku, 31 sierpnia o godz. 18 dywizja otrzymała z dowództwa XXI. Korpusu hasło „Mottenkiste 445”, co oznaczało, że atak na Polskę nastąpi rankiem następnego dnia.

[piano]1 września, o trzeciej nad ranem, artyleria dywizyjna zajmująca stanowiska w rejonie wsi Czarne Dolne-Rusinowo zameldowała gotowość do akcji. Pięć minut po piątej otworzyła ogień na stanowiska polskie w okolicy Gardei, na koszary w południowej części Grudziądza i na węzeł kolejowy Jabłonowo Pomorskie. Wczesnym rankiem 1. września panowała gęsta mgła, ale gdy ustąpiła, to rozpoczął się słoneczny, ciepły dzień. I w takich warunkach „elbląska” dywizja piechoty ruszyła do ataku na pozycje polskie znajdujące się na kierunku „Festung” Grudziądz. W następnych godzinach toczyła zacięte boje z polską 16. Dywizją Piechoty i GO „Wschód” nad rzeką Osa oraz w rejonie wsi Owczarki i Grabowiec.

3 września, wspierana przez artylerię i lotnictwo, nacierała już bezpośrednio na Grudziądz. Siedziba sztabu 21. dywizji mieściła się w podgrudziądzkim Okoninie. Walki o miasto osiągnęły duże natężenie, a atakujące oddziały Wehrmachtu wspierali miejscowi dywersanci niemieccy, ostrzeliwując z domów polskich żołnierzy. Sytuacja wojsk polskich stawała się beznadziejna i wieczorem wycofały się one całkowicie z miasta. Przed południem 4 września 1939 r. do Grudziądza wszedł Wehrmacht witany owacyjnie przez miejscowych Niemców, a komisaryczny prezydent miasta D. Raszkowski zdał w ratuszu administrację na ręce płk Heinricha von Behr, dowódcy 45. Pułku Piechoty, stacjonującego uprzednio w Malborku.

Po zakończeniu walk o Grudziądz „elbląska dywizja” została przerzucona koleją w rejon Wiartel-Pisz-Szczytno. Tu weszła w skład XIX. (zmotoryzowanego) Korpusu Armijnego pod dowództwem gen. Heinza Guderiana, który przygotowywał się do uderzenia na orzyskim poligonie. Korpus ten, oprócz elbląskiej dywizji, uzupełniały 10. Dywizja Pancerna i brygada Landwery z Giżycka.

Brak aktywności Niemców 1 i 2 września w tym rejonie sprawił, że stacjonująca wzdłuż granicy z Prusami Wschodnimi SGO "Narew" podjęła się działań, które miały wskazać, jakie siły znajdują się w Prusach. Zdecydowano o tzw. rozpoznaniu bojem. Dowódca Podlaskiej Brygady Kawalerii rozpoczął działania zaczepne w kierunku Białej, potem przyłączył się do tego zwiad 10 Pułk Ułanów Litewskich, a Suwalska Brygada Kawalerii podjęła działania w okolicach Mieruniszek koło Olecka. Te walki trwały do 4 września. Opór niemiecki był jednak silny i to sprawiło, że zwiad bojem zakończył się polskim odwrotem.

Wkrótce potem z południowego odcinka granicy ruszył niemiecki atak w kierunku Brześcia. Został jednak powstrzymywany przez bohaterskich obrońców pod dowództwem kpt. Władysława Raginisa, który już 27 sierpnia 1939 r. obsadził ze swoją kompanią schrony bojowe Twierdzy Osowiec i objął dowództwo nad całością obrony odcinka „Wizna”, zamykającego ważną arterię komunikacyjną, szosę Łomża-Białystok i drogę Zambrów-Osowiec. Przełamanie polskiej obrony na tym odcinku nastąpiło dopiero 13 września 1939 r. i kosztowało „elbląską” dywizję 90 zabitych i dziesiątki rannych. Poległych chowano w obecności dywizyjnego duszpasterza, elblążanina dr Hansa-Wernera Surkau.

Na temat niezwykle ciężkich bojów z „bunkrami kpt. Raginisa” w dywizyjnej kronice „elbląskiej dywizji” Wehrmachtu napisano m.in.: (…) O godz. 5 zalegają pod ogniem dalsze części 2. kompanii. W międzyczasie ściągnięto haubice polowe 21. pułku artylerii. Otwierają bezpośredni ogień na bunkry. Ponownie bez widocznego skutku. O godz. 6 rusza do ataku I. pułk obrony przeciwlotniczej. Wprowadzone do walki pododdziały powoli zdobywają teren. Atakują wspomagani przede wszystkim ogniem baterii moździerzy. Podobnie jak w poprzednich dniach, bunkry wytrzymują ten ogień, jak również bombardowanie Stukasów. Ostatecznie w konsekwencji tych nieustannych ataków bunkry wyłączono z walki, ale nie zostały zajęte. Gdy żołnierze z 3. pułku piechoty założyli ładunki i wysadzili je, otwierając w ten sposób tylne wejście do jednego z bunkrów leżących poza frontem walki, by urządzić w nim punkt opatrunkowy, raptem wyszło z niego zataczając się i krzycząc 11 polskich żołnierzy. Inne bunkry oddziały uderzeniowe zdobywały z wykorzystaniem miotaczy ognia (…).

Jeszcze podczas obrony Wizny, zwanej również „Polskimi Termopilami”, kpt. W. Raginis i jego zastępca por. Stanisław Brykalski złożyli przysięgę iż żywi nie oddadzą bronionych pozycji. Obaj zginęli. Już po wojnie w Wiźnie umieszczono tablicę z napisem: Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, żeśmy walczyli do końca, spełniając swój obowiązek. Kilkadziesiąt lat później odnaleziono ich szczątki. 8 września 2012 r. odbył się uroczysty pogrzeb – obaj spoczęli w bunkrze dowodzenia na Górze Strękowej (rejon Wizny). Bohaterski kpt. W. Reginis został pośmiertnie awansowany do stopnia majora przez ministra obrony narodowej T. Siemoniaka.

W międzyczasie pojednali się symbolicznie żołnierze z Westerplatte i marynarze Kriegsmarine z pancernika „Schleswig-Holstein”, pojednali się uratowani marynarze z brytyjskiego krążownika „Hood” i niemieckiego pancernika „Bismarck”. A Niemcy, dawni elblążanie z 21. dywizji piechoty i Polacy? Też się pojednali. Otóż od 21 do 23 września 2001 r., na zaproszenie dowódcy 7. Pułku Artylerii Bundeswehry w Dülmen (Nadrenia Północna/Westfalia) płk H. Hitscherich’a i prezesa kombatantów 21. „elbląskiej” dywizji piechoty elblążanina Franza Vogel’a, przebywał tam dowódca 13. Elbląskiego Pułku Obrony Przeciwlotniczej ppłk Jan J. Kantypowicz. W koszarach w Dülmen żołnierze „elbląskiej dywizji” mieli swoją izbę tradycji, a wspomniany 7. Pułk Artylerii sprawował nad nimi opiekę. Były to niezapomniane chwile, w których niżej podpisany wziął udział jako tłumacz i historyk. Szczególne wrażenie na elbląskiej delegacji zrobiła biało-czerwona flaga trzepocząca na koszarowym maszcie wraz z flagą niemiecką. Była tam do końca naszego pobytu …
Lech Słodownik

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama