Reklama

Nie pamięta, czy zabił. Ruszył proces ws. zabójstwa na Władysława IV

07/03/2017 13:55

W Sądzie Okręgowym w Elblągu rozpoczął się proces 31-letniego Kamila M. oskarżonego o zabójstwo swojego kolegi. Do zdarzenia doszło 27 kwietnia ubiegłego roku w jednym z mieszkań przy ul. Władysława IV. Mężczyzna nie przyznaje się do winy i zasłania niepamięcią.

Oficer dyżurny elbląskiej policji o rannym mężczyźnie w mieszkaniu przy ul. Władysława IV został powiadomiony 27 kwietnia ub. roku tuż po godz. 22. Na miejsce wysłano patrol policji oraz pogotowie. Okazało się, że w mieszkaniu znajduje się mężczyzna z raną kłutą klatki piersiowej. Ratownicy medyczni na miejscu rozpoczęli jego reanimację. Niestety, nie udało się uratować mu życia.

Funkcjonariusze zatrzymali do sprawy trzy osoby, które przebywały w mieszkaniu. Wszystkie były mocno pijane. 34-letnia kobieta miała ponad 4 promile alkoholu w organizmie, a dwaj mężczyźni, 52 i 31-latek, ponad 3 promile. Po wytrzeźwieniu zatrzymanych i przeprowadzeniu śledztwa zarzut zabójstwa postawiono 31-letniemu Kamilowi M.

We wtorek (7 marca) w Sądzie Okręgowym w Elblągu ruszył proces mężczyzny. Kamil M. nie przyznaje się do winy i nie chciał zeznawać przed sądem. Wyjaśnienia złożył tylko raz, podczas przesłuchania 6 maja 2016 r.
— Nic nie pamiętam z tych wydarzeń, bo byłem pijany i pod wpływem dopalaczy. W mieszkaniu na Władysława IV przebywałem kilka dni u znajomego razem z Arkiem (ofiarą - red.) i jego dziewczyną Marzeną. Tego dnia wypiłem dużo alkoholu, wypaliłem też ze cztery lufki dopalaczy. Poczułem się po nich dziwnie. Wcześniej pokłóciłem się z Arkiem o Marzenę, bo on ją uderzył — opowiadał — A tego dnia to nie wiem, co się wydarzyło. Pamiętam tylko Arka we krwi i to, że zadzwoniłem na straż pożarną, bo nie pamiętałem numeru na pogotowie. Nóż dostałem od jakiegoś gościa. Potem na klatce schodowej zatrzymała mnie policja.

Na pierwszej rozprawie sąd wysłuchał biegłego z zakresu medycyny sądowej, który wskazał, że Arkadiusz L. zmarł po otrzymaniu głębokiego na 8 centymetrów ciosu nożem, który został zadany z niezwykłą siłą.
— Ostrze przecięło skórę i grube warstwy mięśni i sięgnęło płuca, przebijając je, skutkiem czego nastąpił krwotok do dróg oddechowych. Mężczyzna udusił się własną krwią. Śmierć w takiej sytuacji następuje w krótkim czasie – tłumaczył lekarz.

W procesie zeznawała także matka zmarłego Arkadiusza L. Kobieta przyznała, że z synem w ciągu ostatnich kilku miesięcy życia miała sporadyczny kontakt, ale wiedziała, że pomieszkuje na ul. Władysława IV u kolegi, Jarosława M.
— To właśnie on opowiadał mi potem, że wszedł do domu i zobaczył Kamila M. z nożem w ręku. Kamil miał mu powiedzieć "wbiłem Arkowi kosę" — mówiła przed sądem kobieta.

Za zabójstwo Kamilowi M. grozi nawet dożywocie. Prokuratura nie chce na razie mówić, o jaką karę będzie wnosiła.
— Jest na to za wcześnie. Proces jest na wstępnym etapie. Poczekajmy na rozwój sprawy — powiedziała Marzena Furman z Prokuratury Okręgowej w Elblągu.

Kamil M. był wcześniej karany m. in. za kradzież, próbę wyłudzenia oraz za przestępstwa narkotykowe. Bezdzietny kawaler do tej pory utrzymywał się z dorywczych prac.
Kolejna rozprawa odbędzie się 9 marca.
as

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama