Czwartek, 23 maja 2019. Imieniny Leoncjusza, Michała, Renaty

Niósł pomoc w Borach Tucholskich. "Pierwszy raz widziałem taki ogrom zniszczeń"

2017-08-27 08:00:00 (ost. akt: 2017-08-25 12:57:39)

Autor zdjęcia: Aleksandra Szymańska/KM PSP w Elblągu

Michał Rakoczy był wśród elbląskich strażaków, którzy zostali wysłani do Borów Tucholskich, by walczyć ze skutkami nawałnicy. W straży służy od 10 lat, ale po raz pierwszy zetknął się z takim ogromem zniszczeń.

Strażacy z Elbląga uczestniczyli w akcji usuwania skutków nawałnicy w Borach Tucholskich. O tym, co zastali na miejscu i jak pomagali rozmawiamy z młodszym ogniomistrzem Michałem Rakoczy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Elblągu.

— Ilu strażaków z Elbląga brało udział w akcji w Borach Tucholskich i jakie czynności wykonywaliście na miejscu?
— Do akcji usuwania skutków nawałnicy, która przeszła przez Polskę w nocy z 11 na 12 sierpnia, zostaliśmy zadysponowani trzy dni później, 15 sierpnia. Pojechaliśmy w okolice Chojnic i samego miasta kompanią na cztery samochody ratowniczo-gaśnicze średnie oraz na jeden samochód operacyjny. Łącznie było nas 18 strażaków.
Po dotarciu na miejsce zostaliśmy przydzieleni do kompanii Chojnice i od razu zadysponowano nas do usuwania powalonych drzew z drogi dojazdowej prowadzącej do jednej z miejscowości pod Chojnicami. Praca wyglądała w ten sposób, że podzieliliśmy się na dwie grupy: 10 strażaków szło przodem i piłami cięło powalone konary drzew, a druga grupa sortowała i odrzucała pocięte bale na bok. W ten sposób poruszając się do przodu trafiliśmy na kolejną miejscowość, która była wtedy całkowicie odcięta od świata i tak naprawdę pierwszy raz od kilku dni po przejściu nawałnicy dotarł tam samochód.
W najgorszym stanie były drogi leśne, szutrowe. Tam przejazd po przejściu huraganu był niemożliwy. Trochę lepiej sytuacja wyglądała na drogach asfaltowych, bo gdy my pojawiliśmy się na miejscu, te trakty po wcześniejszych działaniach służb ratowniczych były już praktycznie przejezdne. 16 i 17 sierpnia nasze działania przeniosły się do Chojnic, gdzie usuwaliśmy drzewa pochylone na domy i zabezpieczaliśmy budynki i gospodarstwa przed deszczem tam, gdzie huragan zerwał dachy. Łącznie byliśmy tam trzy dni. 17 sierpnia do pomocy zostali także zadysponowani strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Elblągu.

— Jakie wrażenie zrobił na panu krajobraz, który zastaliście po przejściu huraganu w Borach Tucholskich?
— Zanim wyjechaliśmy do Chojnic w telewizji oczywiście śledziliśmy serwisy i nagrania, które z ziemi, ale także z lotu ptaka pokazywały tereny, przez które przeszła trąbą powietrzna. Te obrazy jednak nie miały żadnego przełożenia na to, co zobaczyłem, gdy już dotarliśmy do Chojnic. Tego nie da się opisać słowami. Służę w straży 10 lat i brałem już udział w akcjach usuwających skutki nawałnic na różnych terenach, ale to co zastaliśmy w Borach Tucholskich po przekroczeniu miejscowości Rytel, taki ogrom zniszczeń widziałem pierwszy raz w życiu. Drzewa połamane ja zapałki na wysokości 5 metrów, zerwane dachy, powalone domy i budynki gospodarcze, ruiny zabudowań, utracone dobytki całego życia, drogi całkowicie nieprzejezdne, pozrywane linie wysokiego napięcia. Ta tragedia jest niewyobrażalna.

— Na terenach dotkniętych nawałnicą akcja usuwania szkód nadal trwa. Zostało jeszcze dużo zrobienia?
— Na pewno. Myślę, że w tej chwili jeszcze nie wszystkie domy na tym obszarze mają pąd. Priorytetem wszystkim służb jest nadal zapewnienie dojazdu i dostarczenie prądu, a także pomoc energetykom w naprawieniu przejść na liniach wysokiego napięcia. Gdy będzie prąd, zaczną też działać hydrofornie i życie będzie już trochę łatwiejsze. Potem pozostaje odbudowa zrujnowanych gospodarstw i domów oraz uprzątnięcie połamanych lasów. To już rola leśników we współpracy ze strażakami i innymi służbami ratowniczymi.

— Elbląg i okolice nawałnica również nie ominęła.
— To prawda, ale u nas ona przeszła trochę bokiem. Obfite opady deszczu i burza rozpoczęły się w Elblągu w nocy z 11 na 12 sierpnia, krótko po godzinie 23:30. Towarzyszyły im bardzo silny wiatr, a ulewa spowodowała zalania domów i piwnic budynków. Łamały się także drzewa i mieliśmy przypadek, gdy wiatr zerwał dach w jednym z domów. Jednak ze skutkami "elbląskiej" nawałnicy uporaliśmy się w trzy dni. W porównaniu do Pomorza i Borów Tucholskim mieliśmy bardzo dużo szczęścia. Te rejony dotknęła ogromna tragedia, której skutki będzie jeszcze długo widać.

— Co pana zaskoczyło podczas akcji prowadzonej w Borach Tucholskich?
— Życzliwość ludzi, także tych, których dotknęła ta ogromna tragedia. Nocleg mieliśmy w miejscowości Rytel, gdzie był główny rejon koncentracji. Tam, m.in. w sali gimnastycznej jednej ze szkół były przygotowane miejsca noclegowe i prysznic, gdzie mogliśmy odpocząć po całym dniu pracy. Wtedy przychodzili do nas ludzie, którzy mimo swoich kłopotów nie zapomnieli o służbach ratowniczych, dostarczali nam środki higieniczne, pościel, koce, materace czy nawet dodatkowe łóżka polowe. Przynosili nam jedzenie i picie, także wtedy gdy pracowaliśmy, byśmy w przerwie mogli zjeść coś ciepłego. To w dużej mierze dzięki nim tę ciężką fizycznie pracę wykonywaliśmy z uśmiechem na ustach. Z tego miejsca chcę im podziękować za okazane serce.

— Tragedie zbliżają?
— Cieszę się, że w trudnych chwilach umiemy się jednoczyć. Pamiętam, jak w trakcie naszej pracy, ktoś z Chojnic spontanicznie stworzył akcję na Facebooku i poprosił o przekazanie darów i żywności poszkodowanym w nawałnicy, ale także wsparcie strażaków i służb ratowniczych. Strażak z Chojnic opowiadał mi wtedy, że bardzo szybko mieszkańcy zaczęli przywozić m.in. do tamtejszej komendy straży pożarnej całe wózki darów, które zostały rozdzielone i trafiły na tereny poszkodowane w nawałnicy.

— W tym roku lato nas nie rozpieszcza, burze, ulewy i silny wiatr to prawie nasza codzienność.
— Miejmy nadzieję, że takich gwałtownych nawałnic już nie doświadczymy. Lato w tym roku jest także chłodne. Spójrzmy za okno. Mamy sierpień, a w powietrzu czuć powiew lodowatego wiatru. Dla nas strażaków oznacza to jedno - nadchodzi jesień i już wkrótce zacznie się sezon grzewczy, a wraz z nim palenie w piecach. W tym czasie nasilają się przypadki zatrucia osób tlenkiem węgla, czyli czadem. Dlatego podobnie jak w latach ubiegłych będziemy skupiać nasze działania także na akcji uświadamiania mieszkańców jakie tragiczne skutki mogą przynieść niesprawne przewody kominowe czy wentylacyjne. A burzom i nawałnicom chcemy już powiedzieć "dość" (uśmiech).
as]

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. mało widział #2315062 | 74.82.*.* 27 sie 2017 12:17

    żeby zobaczył nawałnice rządu PO jak okradali polaków z milionów...

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. 10 cio letni Jedrek walczy o życie. #2315043 | 5.172.*.* 27 sie 2017 12:03

    http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/jed rek-od-lat-walczy-z-rakiem-rodzice-tocza -batalie-o-jego-zycie/gz5srvn

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. olsztyn #2314959 | 83.6.*.* 27 sie 2017 09:32

    acha, jest sensacja strażak z Elbląga pomagał przy nawałnicy. Żenada w tej gazecie

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-7) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)