Reklama

Przez 20 lat pomagała chorym. Teraz sama potrzebuje pomocy

23/06/2018 13:22

Przepracowała 20 lat jako pielęgniarka w elbląskim szpitalu. Teraz sama potrzebuje pomocy, zmaga się z rakiem trzuski. Rodzina znalazła możliwość leczenia za granicą za pomocą proteinoterapii. Niestety, koszty terapii są za wysokie, dlatego najbliżsi pani Małgorzaty zorganizowali zbiórkę. I apelują o wsparcie.

Oto historia pani Małgorzaty
Nikt nie spodziewał się raka. Właśnie wróciliśmy z rodzinnych wakacji. Nigdy byśmy nie pomyśleli, że to mogą być nasze ostatnie szczęśliwe chwile… Mama już wtedy źle się czuła, nie mogła jeść. Po powrocie wyczuła powiększone węzły chłonne. Martwiliśmy się, że może jakiś wirus, osłabienie. Przecież w takich chwilach nikt nie myśli o najgorszym! Nawet jeśli taka myśl wdziera się do głowy, przegania się ją, by nie zakiełkowała. Przecież nie my, nie nasza rodzina! Los jednak chciał inaczej…

Już pierwsze badanie wykazało guzy na węzłach chłonnych. Kolejne przyniosło diagnozę, której nie życzy się najgorszemu wrogowi - rak trzustki, IV ostatnie stadium. Nasza mamusia ma dopiero 46 lat i walczy z ostatnim stadium jednego z najgorszych nowotworów. Niestety, ten rodzaj raka jest prawie nie do wykrycia we wczesnej diagnostyce. Nie daje objawów, nie widać go. Gdy zaczyna się coś dziać, zwykle jest już za późno. I tak było w przypadku mamy - rak zdążył się rozrosnąć do IV, ostatniego stadium w trakcie rozpoznania, a na tym nie poprzestaje. Okazało się, że dał przerzuty, wiele przerzutów na węzły chłonne...

Nic już nie było tak, jak dawniej. W pewnym momencie zabrakło nawet łez… Nie istnieją słowa, które są w stanie wyrazić rozpacz, gdy lekarze mówią: nie ma szans, góra 6 miesięcy życia. Podamy chemię paliatywną, więcej nie da się zrobić. Mieliśmy szczęśliwą rodzinę, mamę, która była przy nas w każdej sytuacji. Teraz mieliśmy ją stracić… Nie mieliśmy już nad niczym kontroli, świat po prostu pędził ku zagładzie.

Gdy mama trafiła do szpitala, na biopsję było za późno… Konieczne było szybkie wdrożenie chemioterapii, mamusia ginęła w oczach. Jest jeszcze jedna rzecz, której lekarze nie potrafią dokładnie wytłumaczyć. To prawdopodobnie drugi nowotwór…

Szukaliśmy ratunku wszędzie, szansa przyszła z Niemiec. To właśnie tam można przyjąć spersonalizowaną szczepionkę dendryczną! Może ona cofnąć chorobę, a co za tym idzie - zredukować guzy. A gdy będą mniejsze, będzie można leczyć i mieć nadzieję na pokonanie raka! Jednak taka szczepionka jest bardzo droga - blisko 9 tysięcy euro za jedną dawkę. Mama przyjęła pierwsze szczepienie, teraz konieczne jest drugie - tylko ta terapia dale nam jakiekolwiek szanse..

Mam powinna przyjąć kolejną dawkę jak najszybciej! Czas ucieka, a my nie mamy już pieniędzy. Nasze oszczędności i pieniądze z kredytów zainwestowaliśmy w zahamowanie rozwoju raka. Próbujemy uratować mamę, rozpaczliwie walczymy o każdy cień nadziei… Ale na drodze stoją pieniądze, a raczej ich brak. Mama zdaje sobie sprawę, że umiera. Cierpimy, ale nie poddajemy się. Błagamy, pomóż nam w tej walce…

Tomasz i Martyna,
dzieci najlepszej mamy na świecie


Zbiórka na rzecz leczenia pani Małgorzaty trwa - więcej tutaj


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama