52-letni Mariusz był bezdomny. Na początku tego roku poszedł na jeden z mostów w Elblągu. Chciał skoczyć, zginąć. Uzależniony od alkoholu, bez rodziny, która odwróciła się od niego, mając dość jego ekscesów. Teraz przygotowuje się do świąt Bożego Narodzenia. Będą pierwszymi od ponad 25 lat, które przeżyje na trzeźwo.
Mariusz sam proponuje mi, byśmy przeszli na "ty". Ma 52 lata. Spotkałem go w piątek (21.12) na Placu Dworcowym w Elblągu. Schludnie ubrany, siwe włosy, wzrost około 182 cm. Pomagał przy organizacji spotkania wigilijnego, jakie dla ubogich, bezdomnych i uzależnionych przygotowała Chrześcijańska Misja Społeczna Teen Challenge w Elblągu.— Wegetowałem — wspomina. — Pewnej zimowej nocy, którą spędzałem w pustym budynku niedaleko stacji paliw, przykryłem się pięcioma kołdrami. Bałem się, że zamarznę. I modliłem się: panie Boże nie chcę tak żyć. Mijają trzy lata, jak nie piję. Mam dach nad głową. Ale nie można lekceważyć diabła. On wie, jak podejść człowieka. Miałem propozycje od ludzi, by zrobić coś za alkohol... Diabeł wie, jak zaatakować...
Co czują osoby bezdomne przed świętami Bożego Narodzenia?
— Mówią, że w sercu jest ból i pustka. Z wielu różnych powodów są samotni, potracili relacje z rodzinami. Dlatego zwłaszcza w tym okresie świątecznym ich serca są bardziej poruszone. Gdzieś ich to boli, ale ten ból jest zabijany alkoholem lub innymi używkami — mówi Beata Grzeszczuk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!