Reklama

Stara siódemka pułapką dla kierowców? Sprawdzamy

08/09/2021 12:06

Droga ekspresowa z Gdańska do Elbląga to wybawienie dla wielu kierowców. Ale co ze starą siódemką? Ta kończy się w polu wałem usypanym z ziemi i — mimo oznaczeń — wciąż dochodzi w tym miejscu do niebezpiecznych incydentów. Dlaczego?

Droga ekspresowa S7 łącząca Elbląg z Gdańskiem została otwarta — przypomnijmy — 31 października 2018 roku. Dzięki niej podróż z miasta Piekarczyka do grodu Neptuna jest o wiele bardziej komfortowa — trwa około 30 minut. 

[h3]A co ze starą siódemką? [/h3]

Ta kończy się w polu wałem usypanym z ziemi i mimo że informują o tym odpowiednie oznaczenia, nadal blisko miejscowości Dworek dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. O jednej z nich informował ostatnio TVN24:

Kierowca auta osobowego, poruszając się starą drogą krajową nr 7, nie zauważył nasypu i ze sporą prędkością w niego uderzył. Samochód przeleciał kilka metrów i wylądował na dachu. Dwie osoby zostały ranne, a pojazd nadaje się do kasacji.

Pytanie w sprawie starej siódemki skierowaliśmy do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Gdańsku, ale w odpowiedzi usłyszeliśmy, że nasze pytanie zostało przekazane dalej do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

[h3]Co odpowiedziała GDDKiA? [/h3]

— Przedmiotowy odcinek drogi 31 października 2018 r. z mocy ustawy o drogach publicznych utracił status drogi krajowej i stał się drogą wojewódzką. Zmiana kategorii drogi nastąpiła, ponieważ oddaliśmy do użytkowania drogę ekspresową S7 (na odcinku Koszwały — Kazimierzowo) i w związku z tym „stara” DK7 (na odcinku Koszwały — Nowy Dwór Gdański) została przekazana do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Gdańsku. W momencie przekazywania drogi do ZDW w Gdańsku zgodnie z zatwierdzonym Projektem Stałej Organizacji Ruchu na ostatnim skrzyżowaniu ustawiony został znak D-4a „Droga bez przejazdu”.

W związku z tym ponownie zapytaliśmy ZDW w Gdańsku i tym razem udało nam się otrzymać bardziej szczegółową odpowiedź:

— Potwierdzam, że tak zwana stara DK 7 31 października 2018 r. na mocy ustawy o drogach publicznych utraciła status drogi krajowej i stała się drogą wojewódzką. Droga oznakowana jest zgodnie z zatwierdzonym Projektem Stałej Organizacji Ruchu. Do ZDW w Gdańsku nie wpłynęły żadne informacje z policji oraz ze straży pożarnej odnośnie wypadków w Dworku. Ostatni wypadek jest pierwszym, o którym zostaliśmy poinformowani i to z mediów — tłumaczy Anna Brzezińska-Michałejko z gdańskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich. 

I dodaje: – Jednocześnie informuję, że ZDW w Gdańsku jest zarządcą drogi, natomiast zarządcą ruchu na drogach wojewódzkich jest Departament Infrastruktury Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. O wszelkich zmianach dotyczących organizacji ruchu decyduje departament natomiast ZDW jest jednostką wprowadzającą zatwierdzone przez DIF organizacje ruchu na drogę.

O to, do ilu wypadków doszło w tym roku w miejscu kończącej się nasypem starej siódemki, zapytaliśmy nowodworską policję. 
— Oficjalnie mieliśmy dwa zgłoszenia — mówi rzeczniczka KPP w Nowym Dworze Gdańskim.

Za to rzecznik tamtejszej straży pożarnej przyznaje: — W ostatnim czasie faktycznie doszło w tym miejscu do niebezpiecznego zdarzenia z udziałem samochodu osobowego, a w perspektywie kilku ostatnich lat możemy mówić o około 5 takich sytuacjach. Na pewno nie jest to pojedyncze zdarzenie — było ich kilka.

[h3]Dlaczego do nich dochodzi? Z winy nieodpowiednich oznaczeń czy przez nieuwagę kierowców?[/h3]

– Najczęściej te sytuacje mają miejsce w godzinach nocnych. Wydaje nam się, że nawigacja wprowadza kierujących w błąd: myślą, że jadą nową siódemką, a — jadąc równolegle do niej — poruszają się drogą, która niespodziewanie się kończy — mówi rzecznik KP PSP w Nowym Dworze Gdańskim.

Jak zapobiec niebezpiecznym zdarzeniom?
— Najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie było możliwości wjazdu na starą siódemkę. Trasa powinna być zamknięta, a informować o tym powinny odblaskowe znaki, mówiące o zakazie przejazdu. Teraz oznakowanie jest tylko na rondzie i na tablicy — jak ktoś ich nie zauważy, jedzie dalej, myśląc, że to normalna droga, a ten nasyp ziemi może być niebezpieczny nawet, gdy ktoś jedzie 50 km na godzinę — zauważa rzecznik.


Kamila Kornacka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama