Poniedziałek, 20 sierpnia 2018. Imieniny Bernarda, Sabiny, Samuela

Podziel się:

Podziel się:

Skąd się bierze fenomen WOŚP ?

Jak co roku w prawie każdym zakamarku Polski można zauważyć charakterystyczne czerwone puszki i czerwone serca przyczepione do kurtek czy plecaków. Mówimy o sobie jako o narodzie marud. W okresie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy większość z nas z chęcią przekazuje datki na szczytny cel. Co sprawia, że chce nam się pomagać?

Jak co roku w prawie każdym zakamarku Polski można zauważyć charakterystyczne czerwone puszki i czerwone serca przyczepione do kurtek czy plecaków. Mówimy o sobie jako o narodzie marud. W okresie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy większość z nas z chęcią przekazuje datki na szczytny cel. Co sprawia, że chce nam się pomagać?

Cała Polska pomaga

Okres około - oraz poświąteczny naznaczony jest dużą intensyfikacją różnego rodzaju akcji charytatywnych. Pieniądze zbierają szeroko reklamowane przez gwiazdy polskiego show biznesu fundacje przy największych telewizjach, ale też inne, zarówno te świeckie, jak i kościelne. Styczeń to czas, kiedy charytatywna fala osiąga swój najbardziej widowiskowy punkt. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gromadzi na rynkach największych miast setki tysięcy ludzi, chętnych nie tylko do wspólnej zabawy, ale przede wszystkim do zapełniania charakterystycznych czerwonych puszek. Do akcji włączają się nie tylko rzesze wolontariuszy, ale też ludzie sławni, ofiarujący swoje rzeczy osobiste do licytacji

Owsiak jest całkowitym przeciwieństwem polityków.. Ludzie go lubią, bo jest apolityczny, pozytywny i pomaga nie oglądając się na ideologie czy partyjne odznaki. WOŚP stawia przed nimi lustro, które pokazuje, że są małymi, zawistnymi ludźmi, którzy zredukowali samych siebie do szczucia jednych na drugich w bezsensownej partyjnej wojence. I to właśnie tak ich wkurza.

Powstała dzięki Jurkowi Owsiakowi wspaniała inicjatywa, on ja stworzył, coś co naprawdę jest fenomenem naszego społeczeństwa… raz w roku setki tysięcy młodych ludzi robi coś dobrego włącza się w akcje aby pomoc innym. Udział bierze praktycznie całe społeczeństwo i to dobrowolnie. Ludzie młodzi i starsi dobrowolnie zbierają pieniądze aby pomoc chorym dzieciom i starszym osobom. Ale jak zawsze, muszą się znaleźć tacy którzy obrzygają, oplują ot choćby ze zwykłej zawiści i zazdrości. Ci opluwacze, jak twierdzą młodzi wolontariusze ..”sami nic nie robią, bo nic zrobić nie potrafią (no może z wyjątkiem przygotowywania rewolucji). To głównie zbieranina po PRLu, która niczego się nie nauczyła, nadal czeka aby wszystko “państwo” im dało, państwo wszystko za nich załatwiło…”

Wystarczy włączyć telewizor i już mamy pewność, że sukces to kasa. - Rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, że jednostki, które nie dotrzymują kroku, są przegrane. Pogoń za dobrami materialnymi nie jest receptą na wyjście z kryzysu, z jakim się obecnie zmagamy. Same pieniądze szczęścia nie dają. Bardzo łatwo to zmierzyć.

Socjolodzy przeprowadzili kiedyś badania zależności szczęścia indywidualnego od ilości posiadanych pieniędzy. W USA jest to suma mniejsza niż milion dolarów. Miliarderzy już nie są szczęśliwi, bo boją się, że stracą cały majątek, że ktoś ich wyprzedzi. A swoje dzieci wysyłają do szkoły jedynie w towarzystwie dwóch ochroniarzy. - Ale nadal nie wiem, gdzie tu miejsce na dobro. - Zaraz do tego dojdziemy. Wybitny polski filozof Henryk Elzenberg mówił, że są ludzie, którzy mają wyższe cele, i nazwał ich arystokracją ducha. Nie myślą o korzyściach własnych, bo im to nie wystarcza.

A swoją pomyślność wiążą z pomyślnością innych. Dzięki nim nasza cywilizacja i kultura idą do przodu. Ludzie ci zapewnili już sobie bezpieczeństwo i nie zadowolą się wyłącznie konsumowaniem dóbr. - Dla wielu osób człowiek dobry to frajer. - To powszechne odczucie społeczne. Człowiek dobry i bezinteresowny to frajer, naiwniak i - jak to mówiła młodzież za moich czasów - jeleń, którego do woli można kantować. Bo się nie poskarży, nie zaprotestuje, a jeszcze nadstawi drugi policzek. I tym samym można go wykorzystać do własnych celów. Człowiek dobry ma jedną wadę: myśli, że wszyscy wokół niego są też dobrzy i wrażliwi. Święty Franciszek, gdyby przyszło mu żyć w naszych czasach, byłby wytykany palcami, jako niegroźny dziwak i ekscentryk.

To skąd się bierze fenomen Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? - W chwilach zagrożenia porzucamy egoistyczne cele i działamy w imię wyższych racji, w interesie społecznym. A mówiąc mniej górnolotnie dostrzegamy, że wokół nas są ludzie potrzebujący wsparcia. Klasycznym przykładem jest zachowanie żołnierza podczas wojny, który własnym ciałem przykrywa bunkier, aby uratować kolegów. Na podobnej zasadzie tysiące wolontariuszy skrzykniętych przez charyzmatycznego Jurka Owsiaka pod szczytnym hasłem pomaga chorym dzieciom. Dla konsolidacji społeczeństwa ważne są właśnie takie zachowania solidarnościowe.

Na Przystanku Woodstock młodzi potrafią funkcjonować razem. I takie doświadczenia przygotowują ich do walki z przeciwnościami, do życia we wspólnocie. I to najprostsza droga do czynienia dobra. - To optymistyczny obraz młodzieży. - Współcześni 20-latkowie są o wiele bardziej konserwatywni niż ich rodzice. Wierzą w takie wartości, jak dom, praca i rodzina. Nie buntują się. Nie chcą przewracać świata do góry nogami. Choć mają przecież ku temu niemałe powody.

Sytuacja na rynku pracy jest stabilna. Oni jednak wolą zakasać rękawy i wyjechać za granicę niż dołączyć do garstki oburzonych. Chcą znaleźć swoją enklawę bezpieczeństwa, kupić mieszkanie... - Ale to nie tłumaczy, dlaczego wychodzą z puszkami na ulice. - Są młodzi. Rozpiera ich energia i muszą ją jakość spożytkować. Część z nich robi to z nudów. Ich rodzice całymi dniami pracują i nie mają dla nich czasu. Chcą też być przydatni, pokazać, że potrafią coś zrobić. - A nie robią tego, aby potem lepiej zaprezentować się w CV? Ludzie, którzy działają społecznie, są dobrymi organizatorami. Dla pracodawców to zaleta. - Dla niektórych osób pewnie jest to dobra motywacja. Ale generalnie młodzi nie są jeszcze częścią tego schematu myślenia. Są nastawieni bardziej idealistycznie, nie kalkulują. Instynktownie czują, że mnożenie zer na koncie nie jest gwarancją dobrego, czyli szczęśliwego życia. I dlatego zdobywają po dwa fakultety, działają w organizacjach charytatywnych. Choć jak dorosną, będą funkcjonować na podobieństwo rodziców.

Może jest w tym jakaś zbiorowa mądrość zapisana w genach, w końcu musimy przetrwać. Ale powiem coś na pocieszenie. Gdyby tylko działania egoistyczne zapewniały sukces, to ludzie jako gatunek już dawno by wymarli. Trwanie cywilizacji i rozwój społeczny zapewnia tylko altruizm, bezinteresowne pomaganie innym. Pomniki przecież stawia się altruistom, a nie egoistom. Warto jednak dodać, że jedynie ludzi silnych stać na pomoc innym. Skrajni egoiści z punktu widzenia ludzkości to ludzie słabi, bo nie mają innym nic do zaoferowania. - Czyli mimo wszystko warto być dobrym? - Z pragmatycznego punktu widzenia nie zawsze, niestety, opłaca się być dobrym, pracowitym i mówić prawdę. W indywidualnym życiu nie zaszkodzi odrobina zdrowego egoizmu, ale w społecznym warto i trzeba być altruistą.

Fenomen orkiestry i Jurka Owsiaka. WOŚP to nasz produkt narodowy. Nigdzie indziej nie ma choćby podobnej corocznej akcji, w której udział bierze niemal cały naród. Polacy słyną ze swojej kultury narzekania. Dlaczego więc tak wiele w nas optymizmu i chęci do pomagania. I całe szczęście !
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Andrzej Przybylski
Oceń artykuł:

(0)