Piątek, 30 września 2022. imieniny: Geraldy, Honoriusza, Wery

Ostatni dzwonek na zmiany [ROZMOWA]

2020-06-07 09:00:00 (ost. akt: 2020-06-05 10:01:17)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Na początku był chaos, czyli browar domowy. Jednak Jola i Tomasz Kucejowie na tym nie poprzestali i pasja przerodziła się w sposób na życie. Powstał Last Bell, czyli Pasłęcki Browar Rzemieślniczy, który świętuje pierwsze urodziny.

— Jak zaczęła się wasza przygody z warzeniem piwa.
Jolanta Kucej: — Początek był taki, że grzeczny chłopiec napisał list do świętego Mikołaja, w którym poprosił o zestaw do warzenia piwa. A że był w miarę grzeczny, to prezent dostał. Mikołaj myślał, że nowe hobby skończy się na jednej próbie. Okazało się jednak, że trzeba było dokupować kolejne zestawy, oddzielne surowce i nowy, coraz większy i bardziej rozbudowany sprzęt do warzenia i fermentowania piwa.
Zaczęło się powolne przejmowanie całego domu pod browar domowy. Najpierw służyła do tego piwnica, później jeszcze pralnia, kolejna była kuchnia. I — chcąc nie chcąc — zaczęłam warzyć razem z mężem, bo trzeba było do tego jeszcze tej kobiecej ręki. Na początku aromat, który unosi się podczas warzenia piwa mnie trochę drażnił, ale teraz bardzo go lubię. To jest naprawdę miły zapach.

— I stało się — rzuciliście dotychczasową pracę i postawiliście wszystko na jedną kartę.
Tomasz Kucej: — Pewnego dnia oboje po prostu złożyliśmy wypowiedzenia w pracy, a drugiego dnia zaczęliśmy przygotowania do założenia browaru. Obecnie nie mamy własnej instalacji, korzystamy z instalacji w innych browarach.

J. K.: — Nazwaliśmy naszą firmę „Last bell” (tłum. ostatni dzwonek). Ta nazwa jest nawiązaniem do naszego wieku. To taki ostatni dzwonek na takie szaleństwo, żeby rzucić wszystko i poświęcić cały czas i oszczędności budowaniu czegoś od początku, bez zewnętrznych inwestorów i bez dochodów z etatów. Człowiek z wiekiem staje się ostrożniejszy i coraz trudniej podejmuje ryzyko. Chcieliśmy stworzyć coś fajnego, lokalnego, naszego i połączyliśmy hobby z promocją lokalnego produktu.

Obrazek w tresci

— Otworzyliście browar i po kilku miesiącach pojawiła się epidemia. Jak to wpłynęło na kondycję firmy?
J. K.: — My jesteśmy jeszcze na pasie startowym. Pierwsze piwa na rynek wyszły 22 czerwca 2019 roku i od tej pory pracujemy nad rozpoznawalnością naszej marki. Bez dużych inwestycji w marketing jest to żmudny proces, ale na szczęście dobra jakość broni się sama. Nasz teren, jak i nasz produkt, jest w dużej mierze turystyczny, więc liczyliśmy na rozpoczęcie sezonu w kwietniu tego roku. Niestety nie udało się. Epidemia pokrzyżowała nasze plany. Pozamykała restauracje, które były naszymi klientami, więc znów od nowa budujemy relację z klientem, teraz także tym indywidualnym. Z tego powodu powstał przybrowarny sklepik, w którym mamy sprzedaż detaliczną. Powoli gastronomia i turystyka wracają do życia, ale myślę, że my, tak jak większość firm w tej branży, jeszcze trochę będziemy lizać rany.

— Jak się warzy piwo?
J. K.: — Uwarzenie piwa to kawał ciężkiej roboty. Do tego trzeba naprawdę dużej siły. Niewiele jest kobiet w tym zawodzie.

T. K.: — Najważniejsza jest receptura. Robi się ją z uwzględnieniem instalacji, na której warzymy. Zrobienie piwa na jednej recepturze w dwóch browarach daje inny efekt. Jest wiele warunków, takich jak choćby odpowiedni skład wody czy rodzaj drożdży i chmielu, żeby piwo wyszło takie, jak chcemy. Cała produkcja od chwili zmielenia słodu do zabutelkowania piwa trwa około miesiąca.

— Z czego robi się piwo?
T. K.: — Woda to podstawowy składnik. Od jej składu zależy efekt. Później słód — każdy słód, z każdej słodowni ma inne parametry. Podstawową zasadą jest to, że słód musi być dobrej jakości. Kolejny składnik to chmiel. Chmielu jest w naszym piwie bardzo dużo, ale mimo wszystko nie tak dużo jak słodu. Chmiel to w zasadzie „przyprawa zupy piwnej”. Daje on w piwie goryczkę oraz różne smaki i aromaty. Ostatnim składnikiem piwa są drożdże, które zamieniają cukry na alkohol i mają wpływ na smak i aromat piwa. Te cztery składniki to podstawy praktycznie każdego piwa. No i najważniejszy składnik — odrobina miłości.
My w naszych piwach stawiamy na jakość, dlatego są one niefiltrowane i niepasteryzowane. Pasteryzację stosujemy tylko, gdy jest niezbędna. Nie stosujemy też sztucznych ekstraktów. Używanie ekstraktów jest wygodne i zmniejsza straty, jednak produkt traci na jakości i naturalności. Chmiel natomiast chłonie piwo i podczas rozlewu usuwa się dużą ilość piwa wraz z chmielem. Jest to cena, jaką warto zapłacić za uzyskanie produktu wysokiej jakości.
Warto wspomnieć o tym, że Polska jest potęgą w produkcji chmielu. Teren województwa lubelskiego, można powiedzieć, stoi chmielem.

J. K.: — Do piw można dać także różne dodatki, jak owoce, zioła, sól. W USA uwarzono nawet piwo z brodą piwowara, w której zagnieździło się wiele szczepów drożdży. My aż tak awangardowo nie warzymy, ale też mamy w ofercie ciekawe piwa, np. piwo z owocem mango czy piwo z ziarnem kakaowca macerowanym w czarnym rumie.

T. K.: — Jeśli chodzi o dodatki do piwa, to ogranicza nas jedynie wyobraźnia, no i oczywiście trochę technologia.

— Chcieliście wrócić do korzeni i stworzyć takie piwo, jakie było kiedyś na tych terenach.
J. K.: — Próbowaliśmy odgrzebać jakieś stare, lokalne receptury i je odtworzyć. Niestety nic na razie nie znaleźliśmy, chociaż wspieramy się historykami. Wiemy, że w Pasłęku ostatni browar zamknięto w 1945 roku. Wcześniej był browar na zamku oraz browar oberlandzki. Ten ostatni znajdował się bardzo blisko naszego.

T. K.: — Jedyne, co znaleźliśmy, to była wzmianka, że piwa z Pasłęka były równie dobre jak piwa z Elbląga.

— Chcecie być dyplomowanymi piwowarami…
T. K.: — W październiku 2019 roku rozpoczęliśmy studia podyplomowe w Krakowskiej Szkole Browarniczej, jednej z dwóch w Polsce, która kształci piwowarów podyplomowo. Teraz dyplomowanego piwowara nie ma w ogóle w naszym województwie, w Polsce piwowarów z tym dyplomem jest około sześćdziesięciu. Jeśli wszystko się uda, to w naszym województwie będą trzy osoby z dyplomem tej szkoły: nasz kolega z Olsztyna i my. Uważam, że te studia to jest świetna inwestycja. Najświeższa wiedza od wykładowców i poznanie kolegów po fachu z innych browarów pozwala na wymianę doświadczeń.

— Opowiedzcie o swojej marce.
T. K.: — Branża piw rzemieślniczych co roku wypuszcza bardzo dużą ilość premier piwnych. W krafcie w ubiegłym roku wyszło 2457 nowych piw, z czego ta końcówka, te siedem sztuk, jest nasza. W świecie piwnym piwa się ocenia. Udało nam się dostać do trzydziestki najlepszych nowych polskich browarów 2019 roku. To był dla nas taki kop motywacyjny.

— Plany na przyszłość?
T. K.: — Oczywiście chcemy poszerzać grono klientów oraz chcemy szerzyć wiedzę o piwach rzemieślniczych u nas w regionie, bo nasza duma płynie z Pasłęka i tu chcemy budować dobrą markę i przyczyniać się do rozwoju regionu. Sądzimy, że każdy znajdzie coś ciekawego w naszych piwach dla siebie i chętnie sięgnie po nie drugi raz. Takim odległym marzeniem jest własna instalacja, która da nam więcej swobody i obniży koszty produkcji.

na


Czytaj e-wydanie
Dziennik Elbląski zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl