Niedziela, 19 września 2021. Imieniny Januarego, Konstancji, Leopolda

Dlaczego kobiety zabijają?

2021-07-11 17:06:00 (ost. akt: 2021-07-09 11:31:58)
Kobiety zabijają rzadziej niż mężczyźni, ale kilka morderczyń na dobre wpisało się w zbrodniczą historię świata i Polski

Kobiety zabijają rzadziej niż mężczyźni, ale kilka morderczyń na dobre wpisało się w zbrodniczą historię świata i Polski

Autor zdjęcia: pexels

Zdobycie pieniędzy na wymarzoną studniówkę, zapewnienie sobie wiecznej młodości, odbieranie życia dla „dobra” swojej ofiary... Kobiety zabijają rzadziej niż mężczyźni, ale kilka morderczyń na dobre wpisało się w zbrodniczą historię świata i Polski.

KRWAWA HRABINA

Cofnijmy się w czasie do XVII wieku, bo to właśnie wtedy, na terenie obecnej Słowacji, w zamku w Čachticach miało dochodzić do morderczych procederów, które do dziś budzą sporo emocji. Ich sprawczynią był nie kto inny, jak słynna już na całym świecie siostrzenica polskiego króla Stefana Batorego.

Elżbieta Batory przyszła na świat w 1560 jako członkini jednego z najbogatszych i najpotężniejszych rodów Siedmiogrodu. Uchodziła nie tylko za kobietę niezwykle piękną, ale i wyjątkowo inteligentną. Mimo wszystko dała się też poznać z nieco bardziej negatywnej strony — zdarzały jej się bowiem niekontrolowane napady gniewu.

Elżbieta Batory uchodziła za niezwykle piękną kobietę o nieskazitelnej cerze, dużych oczach i kruczoczarnych włosach
Fot. Wikipedia / Domena publiczna / https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Elizabeth_Bathory_Portrait.jpg
Elżbieta Batory uchodziła za niezwykle piękną kobietę o nieskazitelnej cerze, dużych oczach i kruczoczarnych włosach


15-letnia Elżbieta poślubiła węgierskiego możnowładcę Franciszka Nádasdy, który jako dowódca wojskowy większość czasu spędzał na walkach z Turkami. Elżbieta, pozostawiona w zamku sama sobie, nie tylko samodzielnie zarządzała majątkiem — wdawała się też w liczne romanse i zasłynęła ze swego okrucieństwa wobec służby. Legendy głoszą, że służące Elżbiety polewano zimą lodowatą wodą i kazano im stać na dworze, aż zamarzną. Latem smarowano je miodem i wystawiano na pastwę owadów. Kiedy za to nowa suknia nie przypadła hrabinie do gustu, szwaczkom zaszywano usta.

Kulminacja sadystycznych skłonności Elżbiety miała się jednak w pełni objawić po śmierci Franciszka, który zmarł nagle w 1604 roku. 44-letnia wdowa poznała wówczas Annę Darvulię, która miała stać się wkrótce główną inspiratorką zbrodniczych działań hrabiny.

Kiedy pewnego dnia wyprowadzona po raz kolejny z równowagi Elżbieta, uderzyła jedną ze swoich służek, na jej własną twarz spadły krople krwi dziewczyny. Wtedy spojrzała w lustro i zobaczyła, że właśnie w tym miejscu jej zmarszczki zniknęły. To właśnie ten moment wykorzystała Anna, by przekazać hrabinie starożytną mądrość — odbierając komuś krew, przejmujesz fizyczne i duchowe cechy tej osoby.

Zobacz także: Tych osób poszukuje policja. Rozpoznajesz kogoś? [ZDJĘCIA] Tych osób poszukuje policja. Rozpoznajesz kogoś? [ZDJĘCIA] Od kradzieży z włamaniem i znęcanie, przez niepłacenie alimentów, po oszustwa, nielegalne posiadanie broni i groźby karalne — lista przestępstw, w związku...

Elżbietę oskarża się o zamordowanie nawet 650 młodych dziewcząt, których krew miała przywracać dawny blask starzejącej się hrabinie. Według przekazywanych od wieków opowieści, Elżbieta Batory miała zażywać krwawych kąpieli, nowo odkryty eliksir młodości spijała też z pucharów, aby później przerzucić się na picie krwi prosto z ran swoich ofiar. Nieobcy był jej też smak ludzkiego mięsa. Jedna z historii głosi, że którejś ze służących odgryzła nawet kawałek policzka.

Na znikające młode wiejskie dziewczyny można było przymknąć oko, ale gdy ofiarami hrabiny zaczęły padać szlachcianki, o dziwnych wydarzeniach zaczęło robić się coraz głośniej. Niepokojące wieści dotarły wreszcie do samego króla Węgier Macieja II Korwina, a ich sprawdzeniem zająć się miał kuzyn Elżbiety hrabia Gyorgy Thurzo.

Kiedy odwiedził zamek w Čachticach 30 grudnia 1610 roku, jego oczom ukazał się przerażający widok — umierające dziewczyny, liczne zwłoki i kobiety uwięzione w klatkach. W sumie w posiadłości hrabiny odkryto 50 ciał.

Proces rozpoczął się w 1611 i budził mnóstwo emocji, które podsycały wieści o odnalezionym dzienniku hrabiny — według zawartych w nim informacji, Elżbieta miała odpowiadać za kilkaset okrutnych zbrodni.

Ruiny zamku w Čachticach, gdzie dochodzić miało do makabrycznych zbrodni
Fot. Civertan, CC BY-SA 2.5 / https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5 / Wikimedia Commons
Ruiny zamku w Čachticach, gdzie dochodzić miało do makabrycznych zbrodni


Wszyscy pomagający hrabinie — Iloona Joo, Anna Dravula i Johannes Ujavary Fritzko — zostali skazani na śmierć. Natomiast samą Elżbietę Batory, która do samego końca zaprzeczała postawionym zarzutom, zamurowano żywcem w jednej z komnat jej zamku, gdzie zmarła trzy lata później.

Czy cała ta historia jest w ogóle prawdziwa? Częściowo, a teorii próbujących ją wytłumaczyć, jest wiele. Czy hrabina faktycznie mordowała? A może czarna legenda została uknuta przez Habsburgów? Prawdopodobnie nigdy nie poznamy jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Jedno jest pewne — krwawa opowieść o okrutnej hrabinie na dobre zapisała się w historii, stanowiąc inspirację dla kolejnych muzyków, scenarzystów, pisarzy, a nawet twórców gier komputerowych.

ANIOŁ MIŁOSIERDZIA

Z angielskiego „angel of mercy” — tak nazywa się osoby odpowiedzialne za nietypowe przypadki często seryjnych morderstw, popełnianych zwykle na podopiecznych danego oprawcy lub oprawczyni.

Anioły miłosierdzia zwykle na własną rękę decydują, co będzie najlepsze dla ich ofiar, a za najkorzystniejszy dla nich scenariusz, wybierają odebranie im życia i wyzwolenie ich od cierpień, które przyszło im na tym świecie znosić. Co gorsza, z czasem mordercze zachowania nasilają się, a ofiarami zaczynają padać ludzie zdrowi, albo ci, którzy cierpią na choroby wcale niezagrażające życiu.

Jedną z pierwszych tego typu morderczyń była amerykanka Jane Toppan, zwana również Jolly Jane. Sama przyznała się do 31 morderstw, ale udowodniono jej 12. Jane miała jednak powiedzieć, że zamierzała zabić jeszcze więcej bezradnych ludzi, którzy jej zdaniem lepiej mieli się po śmierci niż za życia.

Kiedy to wszystko się zaczęło? W 1885 w szpitalu Cambridge, gdzie Toppan odbywała szkolenie pielęgniarskie. 31-letnia wówczas kobieta cieszyła się dużą sympatią, stąd nadany jej przydomek — Jolly Jane — co z angielskiego tłumaczyć można jako „wesoła Jane”.

Jane Toppan przyznała się do zabicia 31 osób, ale potwierdzono jej udział w 12 morderstwach
Fot. Wikipedia / Domena publiczna / https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Jane_Toppan.jpg
Jane Toppan przyznała się do zabicia 31 osób, ale potwierdzono jej udział w 12 morderstwach


Pozytywna opinia, którą cieszyła się wśród personelu szpitala, daleka była jednak od rzeczywistości. Toppan miała swoich ulubionych pacjentów — starsze schorowane osoby — na których eksperymentowała z morfiną i atropiną.

Wkrótce Jane rozpoczęła karierę jako prywatna pielęgniarka, a w morderczy szał wpadła w 1895 roku, otruwając jedną osobę po drugiej. Najpierw zabiła gospodarza domu, w którym mieszkała, później jego żonę. W 1899 strychniną otruła swoją przybraną siostrę. Dwa lata później zamieszkała z Aldenem Davisem i jego rodziną, miała zaopiekować się nimi po stracie żony i matki, którą sama zamordowała. Zabicie męża i dwóch córek pani Davis, zajęło Jane zaledwie kilka tygodni.

Na szczęście czujni członkowie rodziny odkryli, że ich bliscy zostali otruci, dzięki czemu policja zaczęła obserwować Jane Toppan, a 29 października 1901 roku kobieta została aresztowana.

Wesoła Jane przyznała się do 31 morderstw i uparcie twierdziła, że nie ma żadnych problemów psychicznych — wiedziała przecież, co robi. Mimo że udowodniono jej 12 zabójstw, została uniewinniona z powodu niepoczytalności i skazana na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym.

Po aresztowaniu Toppan w jednej z lokalnych gazet opublikowany został artykuł, według którego morderczyni miała przyznać, że chętnie towarzyszyła swoim ofiarom w chwili śmierci, a nawet leżała z nimi w jednym łóżku. Warto jednak dodać, że nie wszystkie zbrodnie popełnione przez Jane były „aktami miłosierdzia”. Po truciznę sięgała nie tylko po to, by ulżyć w cierpieniach swoim podopiecznym, ale i z osobistych względów.

SPŁUKANA LICEALISTKA

Wracamy do Polski czasów współczesnych, gdzie w 1998 po raz pierwszy w historii naszego kraju na dożywocie skazana została kobieta. Monika Osińska, pseudonim Osa, przyszła na świat w 1977 w Warszawie. W chwili popełnienia zbrodni, którą sędzia opisze później jako niewyobrażalnie okrutną, miała zaledwie 19 lat.

Monika, uczennica ostatniej klasy warszawskiego liceum ekonomicznego, miała dwóch dobrych kolegów ze szkoły — Marcina Murawskiego (pseudonim Jogi) i Roberta Gołębiewskiego (pseudonim Gołąb), a cała trójka miała stać się wkrótce morderczym trio, o którym usłyszy cała Polska.

Osa, Jogi i Gołąb za kilka miesięcy mieli zdawać maturę, ale najpierw czekała ich zabawa na długo wyczekiwanej studniówce. Brakowało im jednak gotówki, potrzebnej na zakup odpowiedniej ilości alkoholu i narkotyków, które miały sprawić, że impreza będzie o niebo lepsza.

Był piątek, 19 stycznia 1996 roku, kiedy trójka znajomych spotkała się w szkolnej stołówce. Monika wypiła trochę alkoholu w domu i nie miała zamiaru iść na lekcje, namówiła więc swoich dwóch kolegów na wagary, wspominając, że przydałoby się załatwić środki, będące wspomnianymi poprawiaczami humoru.

Zobacz także: Tych kobiet poszukuje policja Tych kobiet poszukuje policja Rejestr poszukiwanych listem gończym mieszkanek województwa warmińsko-mazurskiego liczy 49 kobiet. Mogą wyglądać niewinnie, ale wiele z nich od lat gra...

Kto pierwszy wpadł na pomysł, by pieniądze po prostu ukraść? Nie wiadomo. Miejsce rabunku wskazać miał jednak Marcin — padło na biuro Abigel na warszawskich Tarchominie, gdzie sam dorabiał. Najpierw jednak cała trójka postanowiła jeszcze trochę wypić w mieszkaniu Jogiego, gdzie zaplanowali swoją zbrodnię. Monika miała umówić się na rozmowę o pracę. Pracownica biura i przyszła ofiara grupki licealistów ustaliła termin spotkania między godzinami 16 i 17.

Niedoszli maturzyści zabrali ze sobą rękawiczki, kij bejsbolowy, nogę od stołu i nóż, a hasłem, które miało rozpocząć akcję rabunkową, było słowo „już”, wypowiedziane przez Monikę.

Na miejsce dojechali taksówką. Pracownica biura — 22-letnia Jolanta Brzozowska — nie spodziewała się, że Monika przybędzie na rozmowę kwalifikacyjną w towarzystwie dwóch kolegów, ale jednego z chłopaków znała przecież z pracy, więc nie sądziła, że wkrótce stanie się ofiarą okrutnej zbrodni.

Rozmowa odbywała się zgodnie z planem, ale zniecierpliwiony Robert nie chciał dłużej czekać na znak od Moniki. Wszedł do części biurowej i zadał Jolancie cios kijem bejsbolowym. Kiedy kobieta błagała o pomoc, licealistka wydała komendę „już” i przystąpiła do kradzieży. W tym czasie jej koledzy pastwili się nad 22-latką — bili ją i dusili, zadawali też kolejne ciosy nożem. Kiedy nie mogli już patrzeć na to, do jakiego stanu doprowadzili kobietę, Monika kazała ją czymś przykryć, a zaraz po tym zgłodniała, zajrzała do biurowej lodówki i coś przekąsiła.

Chwilę później cała trójka opuściła miejsce zbrodni. Młodzież poszła sprzedać skradzione łupy i wspólnie wybrała się jeszcze na pizzę. Ile warte było życie Jolanty Brzozowskiej? Jakieś 400 złotych, dwa telefony i pagery.

Kolejne dni nie różniły się od tych poprzedzających zbrodnię. Osa, Gołąb i Jogi chodzili do szkoły, przygotowywali się do matury i udało im się pobawić na długo wyczekiwanej studniówce — nie dawali po sobie poznać, co mają na sumieniu.

Wpadli w końcu przez swoją nieostrożność, udało się bowiem namierzyć wiadomości wysyłane przez nich przy użyciu skradzionych pagerów. Marcin przyznał się do winy zaraz po aresztowaniu, ale Robert i Monika twierdzili, że nie zadali ofierze żadnych ciosów. Te słowa w przypadku dziewczyny mogą być prawdą, co nie zmienia faktu, że uczestniczyła w okrutnym procederze i poniekąd była jego organizatorką.

20 marca 1998 cała trójka skazana została na dożywocie. A sędzia, uzasadniając wyrok, powiedział: — Jako żywo nie pamiętamy takiej sprawy, bo nawet jeśli zamierzali zabić, to przecież nie musieli zadawać tak strasznych obrażeń, pastwić się w niewyobrażalny sposób.

Monika Osińska o przedterminowe zwolnienie będzie mogła ubiegać się w tym roku.

Kamila Kornacka
k.kornacka@dziennikelblaski.pl


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB