Niedziela, 7 sierpnia 2022. imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana

Oczekiwania są wrogiem szczęścia

2022-07-03 18:00:00 (ost. akt: 2022-07-01 12:57:44)
Trzeba doceniać drobne sukcesy i szukać radości w tym, co mamy – mówi Ilona Nowacka

Trzeba doceniać drobne sukcesy i szukać radości w tym, co mamy – mówi Ilona Nowacka

Autor zdjęcia: fot. Damian Nowacki

Te słowa często powtarza mój mąż. Coś w tym jest. Trzeba doceniać drobne sukcesy i szukać radości w tym, co mamy – cieszyć się z przespanej nocy, porannej kawy, wspólnego śniadania, tego, że możemy razem gdzieś pojechać – mówi Ilona Nowacka.

W książce Agnieszki Kopczyńskiej „Elblążanki”, możemy o niej przeczytać, że: „to osoba, która nie czeka, aż świat naprawi się sam. Zmienia go słowem i czynem”. I faktycznie tak jest – Ilona Nowacka już od siedmiu lat angażuje się w działalność Rotary Club Elbląg Centrum, opisuje też w felietonach rodzinne życie z Julcią – dzieckiem z niepełnosprawnościami. Nam opowiada o klubie i swoich doświadczeniach.

– Jest pani jedną z bohaterek książki Agnieszki Kopczyńskiej „Elblążanki”, napisanej w 2018 roku. Ile się u pani zmieniło od tamtej pory?


– Niewiele. Mam poczucie, że pandemia, która nastała niedługo potem, była okresem stagnacji. Intensywny czas miałam przed powstaniem książki – m.in. wstąpiłam do Rotary Club Elbląg Centrum, zrobiłam prawo jazdy i studia podyplomowe na kierunku kynoterapia. Od tamtego czasu po prostu kontynuuję wszystko, co się wtedy rozpoczęło. Działam charytatywnie w Klubie, nie pracuję zawodowo, ponieważ skupiłam się na opiece nad prawie dorosłą już córką Julią (która ma dziecięce porażenie mózgowe – przyp. red.). Mąż jest fotografem reklamowym. Też angażuje się w naszą działalność rotariańską i przy różnych akcjach możemy liczyć na jego obsługę medialną. Sporo też podróżujemy. Zakochaliśmy w Hiszpanii.


Cała rodzina zakochała się w Hiszpanii. Pani Ilona planuje napisać zbiór felietonów o tym, jak podróżować z osobą poruszającą się na wózku
Fot. fot. Damian Nowacki
Cała rodzina zakochała się w Hiszpanii. Pani Ilona planuje napisać zbiór felietonów o tym, jak podróżować z osobą poruszającą się na wózku


– Jak to się stało, że po pierwsze – dołączyła pani do Klubu, a po drugie – została jego przewodniczącą?


– Zaprosiła mnie do niego Dorota Wcisła, która 7 lat temu postanowiła założyć Klub w Elblągu. Zobaczyła we mnie kogoś, kto w jej ocenie się sprawdzi. Powiem szczerze, że w tamtym okresie nie bardzo wiedziałam, co to jest Rotary, więc zawierzyłam jej instynktowi. Okazało się, że miała rację.

Jeśli chodzi o bycie przewodniczącą klubu, jest to funkcja rotacyjna i kadencja trwa rok. To jest moja druga prezydentura na przestrzeni tych siedmiu lat. Jest mi miło, że dziewczyny uznały, że się sprawdzam na tym stanowisku, natomiast niewiele to zmienia, jeśli chodzi o moją działalność w samym klubie – może poza formalnymi i reprezentacyjnymi obowiązkami. Działamy wspólnie – każda z nas angażuje w akcje przez cały czas, wspólnie je wymyślamy i organizujemy.

– Centrum w Elblągu jest częścią najstarszej światowej organizacji służebnej. Jakie są najważniejsze działania, w które się angażujecie?


– Nasze działania skupiają się głównie wokół dzieci, staramy się przy tym jak najwięcej działać lokalnie. Mamy dużo akcji cyklicznych. Jedna z nich to „Zdrowe ząbki”, w ramach której we współpracy z dentystami chodzimy do przedszkoli z prezentacją na temat higieny jamy ustnej i pakietami dla każdego dziecka (szczoteczka, pasta, kubek i specjalne kalendarze do zaznaczania mycia zębów). To jest bardzo fajna akcja – łącznie do tej pory byłyśmy z nią w ponad 30 placówkach w Elblągu i okolicach. Rozdałyśmy ok. 2,5 tys. tych pakietów. Pandemia przerwała tę akcję, ale mamy nadzieję do niej wrócić.

„Słodycze na Mikołajki” to nasza coroczna akcja zbierania słodyczy. Od października dzieci z elbląskich szkół, przedszkoli oraz zaprzyjaźnione firmy zbierają słodkości, które potem pakujemy i rozdajemy w Mikołajki, m.in. podopiecznym PSONI „Koło”, SOSW nr 1 i 2, ale też seniorom z DPS „Niezapominajka”. Do tej pory rozdałyśmy ok. 2000 paczek…

Z cyklicznych działań bardzo lubię Dzień Babci i Dziadka w Domu Pomocy Społecznej „Niezapominajka” – dzieci z przedszkoli i szkół robią laurki, które potem zanosimy razem ze słodyczami. Byłyśmy też dwa lata z rzędu w DPS-ie w Rangórach, z upominkami z okazji Dnia Kobiet – drobnymi paczuszkami z kosmetykami i materiałami plastycznymi. Niestety ta placówka jest już zamknięta.

Mamy stałych beneficjentów. Są to pojedyncze osoby lub stowarzyszenia, organizacje czy placówki. W SOSW nr 1 dla grupy dzieci z autyzmem ufundowaliśmy specjalną pochylnię do sali integracji sensorycznej, basen z kulkami i pufy do siedzenia oraz roczne karnety na basen. Wspieramy też Dom Dziecka „Słoneczne Wzgórze” we Fromborku – m.in. dofinansowałyśmy kwotą 15 tys. zł zakup auta, którym dzieci dojeżdżają na zajęcia do Elbląga. Jeździmy tam też z paczkami na Mikołaja, przygotowywanymi według listów do Mikołaja pisanych przez dzieci. Za każdym razem wspiera nas w tej akcji placówka Straży Granicznej w Elblągu.

Nie zapominamy też o elbląskich dzieciach z pogotowia opiekuńczego. Ufundowałyśmy ostatnio każdemu dziecku pościel, poszewki koce oraz specjalne tapczaniki ze skrzyniami. Zawozimy im też co roku słodycze na Mikołajki i na Dzień Dziecka.

Również podczas pandemii udało nam się przeprowadzić niektóre nasze cykliczne akcje, tylko trochę inaczej. Byłyśmy z Mikołajem i paczkami pod oknami placówek, a dzieci machały nam ze środka. Dzień Babci i Dziadka też nie przepadł, do ”Niezapominajki” zawiozłyśmy zrobione przez dzieci na nauce zdalnej laurki. A na Dzień Kobiet byłyśmy w Rangórach.

Starałyśmy się nie zaprzepaścić tej współpracy, bo beneficjanci zawsze na nas czekają. To nas mobilizuje.


Pani Ilona z mężem podczas akcji sadzenia drzewek w Kadynach
Fot. z archiwum Rotary Club
Pani Ilona z mężem podczas akcji sadzenia drzewek w Kadynach


– Wasze akcje są naprawdę różnorodne. Na pewno w ich organizacji przydaje się pomoc.


– Dzięki temu, że jesteśmy już rozpoznawalne lokalnie, dużo łatwiej pozyskuje się nam sponsorów i nawiązuje współpracę z lokalnymi stowarzyszeniami, co dodaje nam skrzydeł przy planowaniu kolejnych wydarzeń.

W 2017 roku zorganizowałyśmy na przykład warsztaty muzyczne dla ponad 200 dzieci z Elbląga. Muzyk, który je prowadził, miał ze sobą tylko część sprzętu, pozostałą musiałyśmy zorganizować na miejscu. Z pomocą przyszła nam Elbląska Orkiestra Kameralna, udostępniając swój, mogłyśmy też, dzięki prezydentowi Elbląga, bezpłatnie skorzystać z sali w Ratuszu Staromiejskim. Przy organizacji koncertów wspiera nas też zawsze Zespół Państwowych Szkół Muzycznych oraz Teatr im. Aleksandra Sewruka.

To bardzo cenne móc oprzeć się w swoich działaniach na przyjaciołach i lokalnych organizacjach. Często bez tego nie mogłybyśmy przeprowadzić akcji. Zawsze spotykamy się z pozytywnym nastawieniem. Kiedy zorganizowałyśmy sprzątanie Bażantarni, ogromną pomocą wykazał się Urząd Miejski, Nadleśnictwo Elbląg oraz Elbląskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej – mogłyśmy liczyć na darmowe worki na śmieci, rękawiczki, udostępnienie wiaty w Bażantarni oraz tablice informacyjne o segregacji odpadów.

W ramach innych działań ekologicznych, w kwietniu tego roku, w Kadynach na zaproszenie Elbląskiego Klubu Rotariańskiego i Nadleśnictwa Elbląg, sadziliśmy drzewka. Posadziliśmy 1200 sadzonek! Zobaczymy, ile się przyjmie.

We współpracy z władzami miasta został też postawiony nasz pojemnik na plastikowe nakrętki – niebieskie serce. Pojemnik stoi koło Centrum Rekreacji Wodnej Dolinka, a nakrętki trafiają do jednego z naszych beneficjentów.
Współpracujemy też z Akademią Przyszłości czy z Fundacją DKMS. Kasia Kozioł, która założyła w międzyczasie znaną już dobrze elblążanom Fabrykę Dobra, też zwraca się do nas o wsparcie i zawsze też możemy liczyć na współpracę z nią, jeśli chodzi o dotarcie do osób potrzebujących.

Dzięki współpracy z jedną z firm obuwniczych mogliśmy już dwa razy zorganizować akcję, w której za naprawdę nieduże pieniążki udało nam się kupić buty, łącznie ponad 300 par. Część trafiła do dzieci wskazanych przez pedagogów w szkołach, część do uchodźców z Ukrainy, do których skierowana jest większość naszych akcji w ostatnich kilku miesiącach.

Pomagamy uchodźcom, którzy są na miejscu, ale też nasza pomoc idzie do Ukrainy – współfinansowaliśmy transport, który był organizowany do Tarnopola, we współpracy z drugim klubem elbląskim. Skończyliśmy niedawno wyposażać salę do nauki dla dzieci z Ukrainy, które uczą się w SP nr 12. Był to większy grant w ramach funduszy ogólnopolskich, które zostały stworzone przez nasz Dystrykt na potrzeby pomocy Ukrainie.

– Ilu jest członków – a właściwie członkiń – waszego Klubu?


– Początkowo było nas 22, w tej chwili jest 16 – same dziewczyny – co wynika raczej z przypadku. Mamy już wypracowane swoje ścieżki porozumienia – z boku może się wydawać, że nasze zebrania są chaotycznie – kilkanaście kobiet próbuje powiedzieć o tym, jaki ma pomysł. W tym chaosie jest metoda, zawsze kończymy opracowaniem konkretów i tak działamy już od kilku lat – każda z nas w czymś się specjalizuje. Przyjaźnimy się też poza klubem.

Mimo że w naszym klubie są same dziewczyny, dwoma honorowymi członkami są panowie – to dyrektor Teatru im. Aleksandra Sewruka Mirosław Siedler oraz senator RP Jerzy Wcisła, na których pomoc i wsparcie zawsze możemy liczyć.

– Jak pani łączy udzielanie się w klubie z opieką nad córką?


– Mamy z mężem siebie, bardzo się wspieramy i uzupełniamy w codziennej opiece. Do tego Julka kilka godzin w ciągu dnia jest w szkole, dzięki działalności Stowarzyszeni PSONI „Koło” w Elblągu (Polskie Stowarzyszenie Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną), do którego uczęszcza już 15 lat. Są to głównie zajęcia z rehabilitacji, integracji sensorycznej, logopedyczne, manualne, dostosowane do uczniów ze specjalnymi potrzebami. Jula uwielbia tam jeździć. Takie stowarzyszenia to dla nas – rodziców dzieci ze specjalnymi potrzebami – ogromna pomoc.

Można wtedy zadbać o siebie. Przestać się definiować wyłącznie jako „rodzice dziecka z niepełnosprawnościami”. Przez dłuższy czas mnie to społecznie i towarzysko szufladkowało i stwarzało obraz osoby całkowicie temu podporządkowanej, bo przecież nasza codzienność jest bardzo wymagająca i absorbująca psychicznie i fizycznie. Owszem jest, ale z odpowiednim wsparciem męża, rodziny i przyjaciół, można się skupić też na swoich sprawach. Ja działam w Rotary, skończyłam dodatkowe studia, prowadzę bloga „Julka i my”. Zadzwoniła do mnie pani z TVN-u, która na niego trafiła i zaprosiła nas do udziału w programie Dzień Dobry TVN. Pojechaliśmy zaaferowani, zaraz na drugi dzień i rozmawialiśmy w studio na żywo. To było niesamowite doświadczenie. Podczas rozmowy skupiłam się właśnie na tym, żeby udowodnić, że opieka nie jest wszystkim, co nas definiuje.

– Co daje pani siłę i pomaga mierzyć się z wyzwaniami codzienności?


– Mój mąż często powtarza, że oczekiwania są wrogiem szczęścia. Coś w tym jest. Trzeba doceniać drobne sukcesy i szukać radości w tym, co mamy. Do tego w naszej codzienności wypracowaliśmy schematy. To tworzy spokój. Są też gorsze momenty, ale każdy je ma. Nie możemy się dać zwariować, bo jesteśmy bardzo potrzebni – Julka jest całkowicie zależna od nas i otoczenia, więc też dla niej staramy się być w dobrej formie psychicznej i fizycznej jak najdłużej. Staramy się nie skupiać na tym, czego nie możemy robić, tylko korzystać z tego, co możemy – cieszyć się z przespanej nocy, porannej kawy, wspólnego śniadania, tego, że możemy razem gdzieś pojechać.

Wszystko, co robimy, odbywa się na zasadzie instynktu – Julka nie mówi, więc nie mamy jasnej weryfikacji, ale nam się wydaje, że jest wszystko w porządku (śmiech). Mam nadzieję, że Julia też tak myśli – jest szczęśliwa, zawsze uśmiechnięta, przez otoczenie uważana za fajną, otwartą społecznie dziewczynkę, więc lubię myśleć, że to też jest nasza zasługa.

Oprócz tego razem podróżujemy – zaczęliśmy latać samolotem z Julką dosyć szybko. Moi rodzice mieszkali w Anglii, więc Julka miała 4 latka, jak po raz pierwszy do nich polecieliśmy. Obecnie latanie jest nieco bardziej skomplikowane, bo Jula jest większa, ale jak najbardziej możliwe. Wiele rodziców pyta, jak to robimy. Kilka lat temu zostaliśmy nawet zaproszeni do radia na rozmowę na ten temat. Pomoc przy lataniu ze strony linii lotniczych jest bardzo duża, są windy prosto do samolotu, więc to kwestia odwagi.


Członkinie Klubu z sercem na plastikowe nakrętki
Fot. z archiwum Rotary Club
Członkinie Klubu z sercem na plastikowe nakrętki


– Na koniec jeszcze wrócę do klubu Rotary – jaką najbliższą akcję planujecie?


– Okres wakacyjny jest troszkę mniej intensywny, ale zaraz po wakacjach wracamy do akcji zbierania słodyczy i mam nadzieję do „Zdrowych ząbków”.

Myślałyśmy też o szkoleniu dla rodziców w radzeniu sobie w sytuacjach, kiedy dziecko się zakrztusi. Myślę, że rodzice będą tym zainteresowani. Ja jestem. Pierwsza pomoc trochę u nas leży, a jest to ważny temat. Planuję też napisać zbiór felietonów o tym, jak podróżować z osobą na wózku. Dostawałam wiele pytań na ten temat, więc chcę odpowiedzi zebrać w jednym miejscu.

Rozmawiała Agata Tupaj