Wtorek, 16 sierpnia 2022. imieniny: Joachima, Nory, Stefana

Ubuntu. Miejsce dobrych emocji w Elblągu

2022-08-04 21:08:00 (ost. akt: 2022-08-04 21:09:22)
Chcę pokazywać, że marzenia są bardzo ważne w życiu — mówi Patrycja  Maja Książek

Chcę pokazywać, że marzenia są bardzo ważne w życiu — mówi Patrycja Maja Książek

Autor zdjęcia: Ubuntu

Każdy jest po coś, nie ma tak, że jakiś człowiek jest niepotrzebny w naszym życiu. Po prostu — jestem, bo ty jesteś. Ubuntu to moja filozofia życia, która kieruje mną od środka — tłumaczy Patrycja Maja Książek, właścicielka miejsca dobrych emocji.

Patrycja Maja Książek to prawdziwy wulkan energii, silna kobieta o wspaniałym sercu. Jest ambitna, mierzy wysoko i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Od kwietnia prowadzi własny biznes Ubuntu Miejsce Dobrych Emocji, w którym realizuje się jako przedsiębiorczyni i pasjonatka rozwoju osobistego. Patrycja to także liderka Klubu 555 Elbląg. Prywatnie jest mamą 2 nastolatków i miłośniczką sportu — biega, morsuje i regularnie ćwiczy. Pomimo wielu doświadczeń życiowych pozostaje pozytywnie nastawiona do życia i uśmiechnięta. Wsłuchana w głos własnego serca i wierna własnym wartościom pomaga innym w ich życiowej drodze.

Mieszkała 9 lat w Londynie, gdzie pracowała jako tłumaczka. Po powrocie do Polski w 2012 roku pracowała jako managerka restauracji, a później w firmie meblarskiej.

— Wróciłaś, bo?


— Kocham Elbląg, ja naprawdę kocham Elbląg. Mieszkałam w Londynie i był dla mnie za dużym miastem, wolę mniejsze. Elbląg to też rodzina i wychowanie dzieci przy boku dziadków. Przebywanie z całą rodziną dookoła jest bardzo ważne.

— Skąd pomysł na własną działalność?


— Bardzo lubię pracować z dziećmi i moim największym marzeniem zawsze było i jeszcze długo będzie otworzenie kawiarni dla mam z dziećmi. Stwierdziłam, że na początek ze względów finansowych utworzę miejsce, gdzie mamy będą mogły przychodzić i spotykać się, a dzieci świetnie bawić.


— Czym jest sensoplastyka?


— Najprościej mówiąc, jest to plastyka z wykorzystaniem wszystkich zmysłów. Zajęcia przeznaczone są zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Nie ma tu ograniczeń wiekowych. Wszystkie materiały wykorzystywane podczas zajęć są bezpiecznymi produktami spożywczymi. Podczas zajęć można dzieci puścić wolno, a to — moim zdaniem — najcudowniejsza rzecz, którą rodzic może zrobić dla dziecka. Puścić dziecko wolno i dać mu przestrzeń do tego, aby mogło ono poznawać bez żadnych zakazów, oczywiście z pewnymi normami. Mam też ofertę warsztatową na urodziny — sensoplastyka dla dzieci połączoną z rozwalaniem prawdziwego tortu.


— Takie rozwalanie tortu musi być bardzo wesołe?


— Jest! Zainspirowałam się fotografkami, które robią zdjęcia podczas rozwalania tortu przez dziecko i stwierdziłam: czemu nie?

— Początki rozpoczynania działalności nie są proste?


— Niestety nie są, człowiek nie wie do końca, z czym to się wiąże. Dostałam wsparcie finansowe z PUP w wysokości 24 tys. na rozpoczęcie działalności. Środki przeznaczyłam na wyposażenie — zakup zabawek, mebli, materiałów do zajęć. Dotacji nie mogłam przeznaczyć na wynajem lokalu. Jest ciężko znaleźć niedrogi lokal w dobrej lokalizacji — szukałam bardzo długo, ale się udało. Najemca sam przyszedł do mnie z ofertą. Czekałam, czekałam i się doczekałam. Zawsze mówię, że jak myślimy o czymś bardzo dobrze, mamy to marzenie w głowie i bardzo, bardzo chcemy je spełnić, to świat i ludzie to wszystko do nas przyciągają. 10 procent można było przeznaczyć na marketing. Zrobiłam ulotki i plakaty i rozniosłam je po żłobkach, przedszkolach i szkołach.

— Czyli nie wiesz jeszcze, jak to się rozwinie?


— Wiem! To się świetnie rozwinie. Jak człowiek ciężko pracuje, to może pójść to tylko w jednym kierunku. Trzeba mieć zaplanowane wszystko to, co się chce robić, i do tego dążyć. Ja mam zaplanowaną za 2 lata kawiarnię dla dzieci i ich rodziców. To ma być bardzo kameralne miejsce. Moje plany zawodowe są jeszcze większe, związane także z dorosłymi. Chcę im pokazywać, że marzenia są bardzo ważne w życiu.

— W wieku 42 lat zaczęłaś spełniać swoje marzenia. Czy wcześniej nie marzyłaś?


— Wcześniej zapomniałam, jak się marzy. Dołączyłam do ogólnoświatowej grupy motywacyjnej, dzięki której przypomniałam sobie, jak to się robi.


— A jeśli ktoś powie, że jest już za późno?


— Na spełnianie marzeń? Na to nigdy nie jest za późno. Jeśli ktoś uważa inaczej, to zapraszam go do siebie. Marzenia są przepiękne i dają cel w życiu.

— Dlaczego Ubuntu?


— Nazwa nie jest przypadkowa. Ubuntu to afrykańska filozofia życia, w wolnym tłumaczeniu znaczy „jestem, bo ty jesteś”. Każdy jest po coś, nie ma tak, że jakiś człowiek jest niepotrzebny w naszym życiu. Każdy z nas pojawia się po coś — po prostu — jestem, bo ty jesteś. Tak naprawdę ja też czerpię z każdego dziecka i rodzica, którzy tu przychodzą. Każdy jest dla innych. Ubuntu to także moja filozofia życia, która kieruje mną od środka.

— Tę filozofię dobrze odzwierciedla twoje codzienne życie.


— Oprócz prowadzenia działalności gospodarczej pracuję też jako wolontariuszka w świetlicy socjalnej „Przyjazny krąg” i Fabryce Dobra oraz współpracuję ze Stowarzyszeniem Socjalnym IDEA. Jednym z ostatnich efektów tej współpracy jest pomoc w organizacji technicznej przedstawień „Zbójnicy na ulicy”. Biorę też udział w prowadzaniu warsztatów rozwojowych w projekcie Laboratorium rodziny.

— To ciekawy aspekt, że oprócz prowadzenia działalności udzielasz się też dużo jako wolontariuszka.


— Trzeba się dzielić tym, co się ma. Życie nie polega tylko na kasie. Jak człowiek robi coś z pasją, to pieniądze same do niego przyjdą.

— Jak zachęcisz innych, aby przyszli na twoje zajęcia?


— Pozwól dziecku być dzieckiem i odkryj w nim kreatywność. Pozwól mu się legalnie ubrudzić. Wystarczającą reklamą będzie dla mnie szczęśliwe, brudne dziecko, które znów będzie chciało mnie odwiedzić. Aby się przekonać, trzeba raz przyjść i zobaczyć zajęcia. To będzie najlepsza zachęta. Rodzic też musi sobie odpuścić. Dziecko może się bawić, brudzić i nie trzeba martwić się o sprzątanie. Kto to posprząta? Ciocia Patrycja.

Po zajęciach z sensoplastyki jedno z dzieci, które uczestniczyło w nich po raz pierwszy (dziecko autorki tekstu), w czasie powrotu do domu stwierdziło, że jeden dzień w tygodniu powinien być dniem brudnym. To chyba najlepsza recenzja tych zajęć.