Piątek, 7 października 2022. imieniny: Krystyna, Marii, Marka

Ile będzie kosztował chleb? Nie da się go kupić na zapas

2022-08-07 05:00:00 (ost. akt: 2022-08-05 16:15:06)

Autor zdjęcia: Pixabay

Czy chleb będzie kosztował 10 złotych? Spokojnie, bo choć trzeba się liczyć z pewnymi podwyżkami pieczywa, to nie aż tak drastycznymi jak choćby paliwa i energii. Zresztą, czy mamy inne wyjście, chleba nie da się kupić jak cukru na zapas.

Czy chleb podrożeje, bo już słychać głosy, że niedługo będzie kosztował 10 złotych. Takie sygnały są niepokojące, bo patrząc na cukrowa panikę, która ogarnęła Polaków wszystkiego już można się spodziewać po rodakach. Tyle że robiąc zapasy, sami podbijają ceny cukru na rynku, tworząc sztuczny popyt, co zwykle oznacza wzrost cen towaru. Co, gdy po zbiorach cukier potanieje?

Jednak chleba nie da się kupić na zapas.


Wszyscy wolimy świeże pieczywo, można mrozić chleb, ale mądrzej dla naszej kieszeni będzie zachować miejsce w zamrażarce np. na owoce czy na mięso. Swoją drogą po co Polakom tyle cukru, skoro z rok na rok coraz mniej go zużywamy, bo wiemy, że im więcej cukru, tym gorzej dla naszego zdrowia. W 2020 r. średnia konsumpcja cukru pod różnymi postaciami wyniosła 42,7 kilograma. W 2018 r. było to 47 kilogramów na głowę.
Z chlebem jest inaczej, nawet bez tego gorszej jakości, raczej trudno się obyć. Choć jego spożycie od lat również spada. W 2019 roku przeciętny Polak zjadł w ciągu roku 35,8 kg pieczywa. Co ciekawe więcej chleba je się na wsi, bo średnie spożycie w gospodarstwach domowych na wsi wyniosło 44,2 kg na osobę. To jednak i tak mało w porównaniu z czasami PRL. Dla przykładu w 1981 roku przeciętny Kowalski zjadł ponad 101 kg pieczywa.

Wśród powodów tego spadku spożycia pieczywa wymienia się modę na zdrowe żywienie, która każe eliminować z naszej diety węglowodany pochodzące zwłaszcza z pieczywa białego. Teraz może dojść jeszcze jeden powód, czysto ekonomiczny, bo wysokie ceny mąki, a już szczególnie energii przekładają się na coraz wyższe ceny chleba.

Ile podrożeje chleb?


Tu jest wiele znaków zapytania, ale wojna na Ukrainie podbiła ceny zbóż, a do tego doszła susza w Teksasie, który jest dużym producentem pszenicy.

— Nie będzie chleba po 10 zł na jesieni. Mogą być ruchy cenowe rzędu 20– 30 proc., to nie jest mało, ale jednak to nie jest ponad dwa razy drożej —zapewnił w rozmowie z "DGP" wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk zapytany o ceny chleba w sezonie jesienno-zimowym.

W Polsce pogoda też nie rozpieszczała rolników. Susza, potem upały sprawiły, że tegoroczne zbiory będą sporo niższe.


— Około 20 proc. — ocenia Romuald Tański, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej. —Dlatego radzę wszystkim, którzy mają, gdzie przechować zboże, by je na razie trzymali. Tym bardziej że ukraińskie zboże nie trafia tam, gdzie powinno trafić. Firmy paszowe, inni gracze zatrzymali tę pszenicę, skupili.
To niejedyne zmartwienie rolników. Drugi problem to oczywiście ceny zbóż. Jednak jak mówi prezes Tański nie ma uzasadnienia dla dwukrotnego wzrostu cen chleba, a już na pewno nie z powodu rolników, którzy chcą więcej za zboże.
W ubiegłym roku rolnicy dostawali za pszenicę w granicach 850 -900 zł za tonę. Tymczasem jak podał GUS cena pszenicy konsumpcyjnej w pierwszym półroczu tego roku wyniosła 1500 złotych. Teraz jak mów prezes Tański rolnikom proponuje się w granicach 1400 zł za tonę pszenicy . Takie są oferty, a więc trudno obronić tezę, że trzeba podnieść cenę pieczywa, bo trzeba więcej zapłacić producentom.

Jednak nie będzie jakiegoś skokowego wzrostu cen chleba, choć ten na pewno będzie drożeć, bo coraz droższa jest mąka.


— Obecnie mąka piekarnicza jest w granicach 2,30 zł za kilogram, w lipcu ubiegłego roku kosztowała ok. 1,30 zł za kilogram — mówi Joanna Myszkowska, współwłaścicielka firmy Młynomag koło Reszla. — Głównym powodem jest wzrost cen pszenicy. Teraz płacimy za pszenicę 1500-1600 zł za tonę, podczas gdy w ubiegłym roku kupowaliśmy zboże po 850 zł za tonę.

Jak dodaje cena mąki po żniwach powinna utrzymywać się na obecnym poziomie, nie powinna wzrosnąć. Jednak choć bez mąki nie ma chleba, to jednak nie sama mąka stanowi o cenie chleba.

— Mąka podrożała, ale na cenę chleba ogromny wpływ mają ceny gazu, a ten już podrożał trzykrotnie. Zresztą wszystko poszło w górę, drożdże podrożały ponad 30 proc., a teraz nawet sól poszła o sto procent w górę. Nie ma czym usprawiedliwić tych podwyżek — mówi Małgorzata Czyrak, kierownik piekarni Spółdzielni Handlowo - Produkcyjnej w Olsztynku. — Płacimy, płaczemy i pieczemy.

Jednak w tej sytuacji piekarnia też jest zmuszona podnieść cenę chleba. Niewiele.


— Od 1 sierpnia o 20 groszy — mówi kierowniczka olsztyneckiej piekarni. Teraz zwykły chleb z ich piekarni będzie kosztować 3,50 zł, na półce w sklepie pewnie będzie to o ok. złotówkę więcej.

W dyskontach najtańszy półkilogramowy, (często 400-gramowy) bochenek chleba można kupić już za ok. trzy złote. Pytanie tylko, czy to jeszcze chleb, a dwa, że dostawcy związani są z sieciami długoterminowymi umowami i nikt nie chce płacić potężnych kar za zmianę warunków umowy, podwyższając cenę pieczywa. Często też chleb jest wypiekany na miejscu z ciasta głęboko mrożonego i jest zdecydowanie tańszy. A z chlebem jest jak ze wszystkim, dobry towar musi kosztować.

A do tego jeszcze inflacja szaleje, podbijając ceny.


W maju wyniosła 13,9 proc., w czerwcu 15,5 proc. i był to najwyższy wskaźnik od od 24 lat. Ale według pierwszych danych GUS w lipcu inflacja utrzymała się na tym samym poziomie, co miesiąc wcześniej, czyli 15,5 proc. To byłaby bardzo dobra wiadomość, bo po raz pierwszy od marca nie byłoby skoku cen.

Ile, co zdrożało w lipcu, tego jeszcze nie wiemy. Na razie GUS podał tylko wzrost cen w trzech głównych kategoriach. Jak wynika z raportu paliwa poszły w górę o o 36,8 proc., ceny energii, czyli prądu, gazu i węgla o 36,6 proc., a żywności o 15,3 proc. rok do roku.

Jednak dalszy wzrost cen, w tym głównie żywności i energii (spółki energetyczne już złożyły wnioski o podwyżkę taryf jeszcze w tym roku) przed nami. Z raportu przygotowanego przez Narodowy Bank Polski wynika, że szczyt drożyzny przypadnie na I kwartał 2023 roku. Wynieść ma ona wtedy 18,8 proc. Według prognoz inflacja przyspieszy w ostatnim kwartale tego roku, gdy przestanie obowiązywać tarcza antyinflacyjna. Ta jest do końca października, ale prawdopodobnie będzie przedłużona do końca roku.

Andrzej Mielnicki