Wtorek, 13 kwietnia 2021. Imieniny Artemona, Justyny, Przemysławy

Bezpańskie psy atakują ludzi. Czy musi dojść do tragedii?

2015-07-25 12:00:00 (ost. akt: 2015-07-25 12:05:23)

Autor zdjęcia: Grzegorz Wadowski

Pod Rubnem Wielkim pięć bezpańskich psów zaatakowało rodzeństwo, które jechało rowerami. Jak opowiadają, udało im się uciec, ale historia mogła zakończyć się o wiele gorzej. Okazuje się, że to nie pierwsze takie zdarzenie w tym rejonie.

Aleksandra Garbecka wybrała się do Kadyn razem z bratem na rowerach. Jechali niedawno wyremontowaną drogą nr 503, gdy spotkała ich niemiła historia.
— Na wysokości Rubna, na poboczu drogi, zauważyliśmy dużego psa. Za chwilę pojawiły się kolejne cztery. Rzuciły się w naszą stronę, potem rozpoczęły pościg. Przeżyliśmy naprawdę chwilę grozy. Dzięki temu, że od drogi dzielił psy duży rów i musiały one go przeskoczyć, mogliśmy uciec. Serce waliło mi jak oszalałe, dawno nie widziałam tak przestraszonego brata. Uspokoiliśmy się dopiero w Kadynach. Co by się stało, gdyby nas dopadły? Strach myśleć — mówi .


Bezpańskie psy, których stado może liczyć nawet kilkanaście sztuk, to od dłuższego czasu problem nie tylko mieszkańców Rubna i okolic. Zwierzęta żyją w pobliskim lesie, ale być może w poszukiwaniu jedzenia przemieszczają się do dalszych okolic.

— Wczesną wiosną spotkałem kilka dużych psów na ścieżce Krasny Las - Jelenia Dolina, gdzie biegam. Schroniłem się w samochodzie — opowiada nam z kolei Tomek z Elbląga. 

Psy widywane są też w Nowakowie. Tu weszły nawet na jedną z posesji i mocno pogryzły psa właścicielki. Zaobserwowano je także w lasach pod Rangórami, na wałach w pobliżu Jagodna.


— Stały grupą na wale, gdy zauważyły mnie na drodze. Ruszyły w moją stronę. Uciekłam do robotników, którzy byli na drodze 503 — opowiada rowerzystka Ania o wydarzeniach z marca tego roku.


Bezpańskie psy to również problem pobliskiego Zakładu Utylizacji Odpadów, który znajduje się w Rubnie. Jego dyrekcja wielokrotnie zwracała się do Urzędu Miejskiego, jeszcze gdy prezydentem był Jerzy Wilk, o interwencję w tej sprawie. Psy podkopują się pod ogrodzenie przedsiębiorstwa, upodobały sobie kwaterę balastu. Ostatnio pracownicy widują tu trzy sztuki: dwa psy i sukę. A zdarzało się, że nawet osiem, dziesięć.


— Nie jest prawdą, jak napisano na ten temat w jednej z lokalnych gazet, że przyciągają je do nas odpadki żywności. Nawet prostowaliśmy tę informację. Na kwaterę balastu nie trafia żaden odpad organiczny — mówi Edyta Salonek, specjalista ds. ochrony środowiska w Zakładzie Utylizacji Odpadów.


Pani Edyta sprawę bardzo dobrze zna, bo zajmuje się nią od dawna. Dyrekcja ZOU martwi się bezpieczeństwem własnych pracowników i gości odwiedzających zakład.

— Często są u nas wycieczki ze szkół, ale już nie chodzi o nawet o to, bo dzieci na terenie zakładu nie pozostawiamy bez opieki. Boimy się o bezpieczeństwo naszych pracowników. Psy są wygłodzone, w grupie stają się agresywne. Zwierząt jest nam bardzo żal, bo ktoś je kiedyś skrzywdził wyrzucając z domu, ale czy musi dojść do nieszczęścia, by znalazło się rozwiązanie tej sytuacji — mówi Salonek.


Urzędnicy interweniowali, ale....

— Powiedzmy, że mało intensywnie. Mieliśmy spotkanie robocze z udziałem sztabu kryzysowego i animalsów. Na nasze wezwanie zawsze przyjeżdżał weterynarz, który próbował je odłowić. Ale czy jeden człowiek da temu radę? Może trzeba robić to w większej grupie? Dali nam klatki-łapki - nie podziałały. Psy są dalej — mówi pracownica ZOU.

Sprawę zna Agnieszka Wierzbicka, kierowniczka Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Elblągu. 

— Uważam, że w tej sprawie zrobiliśmy wszystko, co było w zasięgu naszych możliwości — mówi. — Klatki łapki nie zadziałały. Broń Palmera (stosowana przy wielu odłowieniach, z nabojami usypiającymi-red.) nie zdaje egzaminu. Psy są płochliwe, są ciągle w ruchu, na otwartej przestrzeni, w lesie - ta broń jest nieskuteczna, to stary rodzaj broni. Potrzebna jest nam nowocześniejsza, o długim zasięgu. Miasto mogłoby ją zakupić, bądź wypożyczyć.
Przez ostatnie trzy lata, bo tak długo ciągnie się ta sprawa, elbląscy animalsi odebrali osiem miotów szczeniaków od bezpańskich psów spod Rubna.


— Żyją w lesie, a szczenięta rodzą w ziemnych norach. Odbierając małe też ryzykujemy zdrowiem naszych pracowników. Bo skąd mogę wiedzieć, czy na końcu nory ze szczeniakami nie śpi ich matka? — mówi kierowniczka.

Wierzbicka przyznaje, że sytuacja jest bardzo groźna.
— Co będzie jeśli pogryzą grzybiarza, czy rowerzystę? Wielokrotnie apelowaliśmy do miasta, że nasze możliwości rozwiązania tej sytuacji się wyczerpały, a przecież bezpańskie psy, to obowiązek gminy — mówi Wierzbicka.

Natomiast policja apeluje, by ataki bezpańskich psów im zgłaszać.

— Policjanci nadadzą wówczas sprawie oficjalny bieg, bo z każdej interwencji sporządzana jest notatka służbowa, którą przesyła się do odpowiedniego urzędu — mówi podkom. Krzysztof Nowacki z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Elblągu.


Jak zapewnia Łukasz Mierzejewski z zespołu prasowego ratusza, urzędnicy sprawę znają i rozumieją powagę sytuacji.
— Od kilku tygodni Referat Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, widząc realne zagrożenie i chcąc pomóc społeczności lokalnej, zlecił lekarzowi weterynarii pracującemu na zlecenie miasta podjęcie działań w zakresie wyłapania bezpańskich psów, stwarzających zagrożenie.
 Pracownicy referatu kilkakrotnie spotykali się i rozmawiali z mieszkańcami Rubna, aby ustalić, gdzie można psy spotkać. Mieszkańcy wskazywali powalone drzewa w lesie, przy których znajdują się nory psów. Ustalono, że stado składa się z 5-7 psów, jednego czarnego dużego, wygląda na rasę husky lub inną z długa sierścią. Psy co dwa–trzy dni pojawiają się na wysypisku, przychodzą od strony ul. Mazurskiej, czasami odpoczywają przy drodze wjazdowej do ZUO, na górce w lesie z prawej strony — informuje Łukasz Mierzejewski.

Monitorując sytuację w lipcu tego roku pracownicy referatu przemierzali (samochodem i piechotą) w wybranych dniach ul. Okrężną, przy Rodzinnych Ogrodach Działkowych, gdzie zauważono psy.

— Niestety obecności psów nie stwierdzono. Działkowcy, z którymi rozmawiali pracownicy powiedzieli, że psy pojawiają się nieregularnie. Czasem wchodzą do ROD i idą w kierunku ul. Królewieckiej. Niestety zdarzało się, że zdziczałe psy były dokarmiane przez działkowców, którzy tłumaczyli, że im ich po prostu szkoda. Urzędnicy powiadamiali także schronisko dla bezdomnych zwierząt
 
— informuje Mierzejewski.

Jakie urząd stara się rozwiązać sytuację?
— 20 lipca pracownik referatu bezpieczeństwa wydał zlecenie dla lekarza weterynarii na wyłapanie zdziczałych psów. Lekarz podjął interwencję polegającą na rozłożeniu środków farmakologicznych w żywności na terenie jednego z gospodarstw (w porozumieniu z właścicielem). Wyłożonych zostało dziewięć specjalnych kulek ze środkiem usypiającym w mięsie. Sześć kulek zostało zjedzonych. 21 lipca lekarz weterynarii pobrał broń Palmera, aby z jej wykorzystaniem podjąć próbę uśpienia psów. Ze względów bezpieczeństwa, towarzyszył mu będzie pracownik referatu. Duży obszar, po jakim poruszają się psy, powoduje, że ich szybka lokalizacja stanowi za każdym razem trudność. 22 lipca odbyło się spotkanie z komendantem Straży Miejskiej, m.in. w sprawie psów. Weterynarz poprosił o pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa, podejmie próbę - wejścia do lasu i tam odstrzelenia psów, ewentualnie ponownego wyłożenia środków farmakologicznych w żywności, przy norach — mówi informuje Mierzejewski.
daw

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. gubkyg #1784701 | 164.126.*.* 28 lip 2015 19:06

    Zrozumiałabym komentarze o ochronie tych psów, gdyby nie zagrażały ludziom, przecież na przykład po Nowakowie jeżdżą na rowerach dzieci, chodzą piechotą, bo w końcu wioska, to co może się stać? Ano może dużo. Czy wy obrońcy zwierząt weźmiecie odpowiedzialność za pogryzienie (w najlepszym przypadku) dziecka? Gdyby te psy nie zagrażały, to ok, nie mam nic przeciwko, ale w momencie, gdy zaczynają gonić człowieka całą watahą robi się naprawdę niebezpiecznie. Sama biegam w tej okolicy i szczerze mówiąc obawiam się, czy nic mi się nie stanie, może na próżno, ale obawa jest. W końcu ja jestem sama a psów, tak, jak tu piszą jest cała chmara. Ręce mi się załamują, gdy czytam, o braku sprzętu i BEZRADNOŚCI SPECJALISTÓW. Tak dbać o obywatela? czy naprawdę musi stać się tragedia, żeby znalazły się środki na zakończenie całej tej sprawy? Chyba tak, bo jak na razie innego wyjścia nie usłyszałam..

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Pies jest u siebie #1782926 | 5.172.*.* 25 lip 2015 16:46

    Tak jak wilk ,sarna, i zając.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. abc #1782902 | 213.158.*.* 25 lip 2015 15:37

    Tych co zostawiają swoje psy przy drodze i porzucają w lasach też należy odstrzelić bez skrupułów

    Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. hen #1782886 | 89.228.*.* 25 lip 2015 15:02

    Pieski muszą sobie biegać, najlepiej w stadzie /wataha/, atakować. A jeżeli się nie podoba to trzeba porozmawiać z towarzystwem opieki nad zwierzętami. One mają prawa. TY człowieku siedź cicho i daj pieskom sie pogryźć. Towarzystwa Opieki nad Ludźmi jeszcze nie powołano

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. nick #1782864 | 81.15.*.* 25 lip 2015 14:21

      Gdzie komentarze obrońców zwierząt, ostatnio jak myśliwy postrzelił psa to był lament? Życzę miłośnikom piesków żeby taka zgraja agresywnych kundli(nawet jeden) stanęła na ich drodze. Może zrozumieją, że pies tylko na smyczy i w kagańcu wśród ludzi!

      ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      Pokaż wszystkie komentarze (13)