środa, 12 sierpnia 2020. Imieniny Hilarii, Juliana, Lecha

Zamek w Modrzewiu, Schichau i jego następcy [z kart historii Elbląga]

2016-09-24 08:00:00 (ost. akt: 2016-09-23 18:26:37)
Elisabeth Ziese, córka Ferdynanda Schichau, przy fortepianie w willi w Parku Modrzewie

Elisabeth Ziese, córka Ferdynanda Schichau, przy fortepianie w willi w Parku Modrzewie

Autor zdjęcia: z archiwum Lecha Słodownika

Gdy inżynier Carl Ziese zmarł nagle w grudniu 1917 roku w Elblągu, w mieście ogłoszono żałobę, a flagi na masztach opuszczono do połowy. Mówiono, że w uroczystościach żałobnych wzięło udział 16 tysięcy robotników.

Cztery lata temu ukazała się książka dr Helgi Tödt zatytułowana „Krupowie Wschodu”, mówiąca o dziejach elbląskiej przemysłowej dynastii, która była do 1929 r., a wiec przez 92 lata, właścicielem największego prywatnego zakładu przemysłowego w Niemczech. Zawartość książki wyjaśnia dodatkowo jej podtytuł: „Schichau i jego następcy. Przemysłowa dynastia nad Morzem Bałtyckim”. Wprawdzie jej autorka urodziła się w 1946 r. w Berlinie, ale ma elbląskie korzenie, bowiem jej pradziadkiem był inżynier Carl Ziese, zięć i następca Ferdynanda G. Schichau w największym zakładzie przemysłowym w dziejach Elbląga.

Dr Helga Tödt nie jest z wykształcenia historykiem, lecz stomatologiem (sic!) pracującym niegdyś w Berlinie i Hameln-Pyrmont. Jednak jej opracowanie z pewnością zasługuje na uwagę. Dotarła przecież do wielu nieznanych materiałów, źródeł, kilkuset listów, jak również do żyjących świadków wydarzeń przedstawionych w swojej książce, m.in. do praprawnuczki Ferdynanda Schichau – Elisabeth von Scherpenberg, mieszkającej pod Monachium. Ta ostatnia odwiedziła w 2001 r. rodzinny Elbląg, a Arkadiusz Jachimowicz wręczył jej honorową statuetkę „Ferdynanda”.

Książka dr Helgi Tödt składa się z dziewiętnastu rozdziałów opisujących powstanie firmy w 1837 r., działalności jej poszczególnych właścicieli, profilu produkcji, trudności i problemów wynikających z wojen i inflacji, po prywatne życie członków rodziny F. Schichaua, C. Ziese, Carla F. Carlsona i Eberharda Westphala. Czytelników z pewnością zainteresują niektóre epizody z prywatnego życia „Kruppów Wschodu”, a przede wszystkim następców Ferdynanda Schichau, ponieważ jego życie osobiste jest na ogół znane. Jeszcze długo po wojnie w Parku Modrzewie stały ruiny willi inż. Carla Ziese, której umiejscowienie i wygląd nawiązywało w pewnym sensie do willi Alfreda Kruppa, wybudowanej w 1873 r. w Essen. Inż. Ziese też chciał zamieszkać z dala od wielkomiejskiego zgiełku, by móc regenerować siły na łonie przyrody i wśród rodziny. W tym celu kupił w 1903 r. duży teren na Modrzewinie, na którym zlecił berlińskiemu architektowi Bodo Ebhardt’owi wybudowanie obszernej willi. Architekt ten znany był z budowy wielu „zamkowych posiadłości”, jak również ich renowacji.

Zbudowana w elbląskim Parku Modrzewie willa była więcej niż pałacem ziemiańskim i nic dziwnego, że wkrótce przez elblążan została nazwana „zamkiem”. Jej wnętrze urządziła żona inż. Ziese – Elisabeth, jedyna córka F. Schichau. Była więc tutaj duża sala muzyczna z organami, oczko w głowie Elisabeth Ziese. Wnętrze uszlachetniały malowidła ścienne wykonane przez Brytyjczyka mieszkającego w Alpach - Edwarda Th. Compton’a (1849-1921). Była to sytuacja niecodzienna, ponieważ ten malarz odrzekał się konsekwentnie od jakichkolwiek dalekich podróży, ale jednak zrobił wyjątek i przyjechał do Elbląga. Wkrótce w sali muzycznej willi C. Ziese pojawiła się panorama alpejska i ulubiony motyw E. Th. Compton’a – góra Matterhorn.

Życie towarzyskie w gościnnej willi Ziese’go od początku było niezwykle aktywne, dość powiedzieć że jadalnia obliczona była tutaj na 80 osób. Na wielkich uroczystościach dania serwowano na najlepszej porcelanie i rodzinnych srebrach. Całość uzupełniały efektowne dekoracje z kwiatów. Od 1913 r. nowym szefem od służby i gastronomii w wilii był Oswin Böhm, który swoje bogate doświadczenie zdobywał na książęcym dworze starego rodu Esterhazy i na innych węgierskich dworach arystokratycznych. Jego żona nie czuła się dobrze na Węgrzech, ale w Elblągu odnalazła się i była „w kursie dzieła”. U małżeństwa Carla i Elisabeth Ziese spotykali się więc nie tylko znani elbląscy ludzie kultury i sztuki, ale również artyści przybywający z odległych zakątków Europy. Dosyć często urządzano przejażdżki konne, gdyż inż. C. Ziese był wytrawnym jeźdźcem, a do tego jeszcze często polował.

W 1912 r. w Elblągu w willi C. Ziese gościła wybitna pianistka romantyczna tamtego okresu Elly Ney (1882-1968). Zresztą sama Elisabeth Ziese była uznaną pianistką i dawała koncerty w domach bogatych mieszczan elbląskich i regionalnej arystokracji. Między innymi gościła w pałacu w Kamieńcu k. Susza (niem. Fincekenstein), gdzie dała koncert na zaproszenie rodu von und zu Dohna. Prasa muzyczna z tamtego okresu podkreślała jej wzorowe wykonanie koncertu C-Moll Ludwika van Beethovena, czy koncertu fortepianowego J. Brahmsa D-Moll. Podczas swoich muzycznych wojaży poznała również wybitnego kompozytora Feliksa Mendelssohna-Bartholdy.

Gdy 15 grudnia 1917 r. inż. Carl Ziese zmarł nagle w Elblągu, Elisabeth zagrała mu na organach jego ulubioną pieśń kościelną Ludwika van Beethovena „Die Himmel rühmen des Ewigen Ehre”. Ciężko przeżyła śmierć swojego męża. W Elblągu ogłoszono żałobę, a flagi na masztach opuszczono do połowy. Mówiono, że 16 tysięcy robotników wzięło udział w uroczystościach żałobnych, a wkrótce Aleję Kasztanową przemianowano na ulicę C. Ziese (dzisiaj Browarna). To właśnie za rządów inż. C. Ziese w elbląskiej stoczni zwodowano 4 sierpnia 1917 r. tysięczny wyprodukowany tutaj statek. W pierwszej dekadzie XX wieku inż. C. Ziese mieścił się w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi Niemiec…

Z książki dr Hildy Tödt dowiadujemy się, że już podczas I wojny światowej rozważano produkcje łodzi podwodnych, słynnych U-Boot’ów, w elbląskiej stoczni F. Schichaua. Jednak ostatecznie od tego odstąpiono, ponieważ inne stocznie niemieckie realizowały te zadania bezbłędnie, a przede wszystkim należąca do rodziny Krupp stocznia „Germania” w Kilonii. Do tej koncepcji wrócono podczas II wojny światowej. Jeszcze przed 1945 r. Elbląg nazywano „Die Schmiede des Ostens” (Kuźnia [niemieckiego] Wschodu).

Dzisiaj założyciel dynastii „Kruppów Wschodu”, Ferdynand G. Schichau, zwany również „Rockefellerem Wschodu” ma w sumie bardzo skromne upamiętnienie. Jego następca, inż. Carl Ziese nie istnieje w przestrzeni memorialnej powojennego Elbląga. Szkoda. Można mieć też znaczną pewność, iż książka dr Hildy Tödt o dziejach największej - elbląskiej przemysłowej dynastii, nie zostanie przetłumaczona na język polski. Ale dla znających język niemiecki jest dostępna, napisana łatwym w odbiorze tekstem i bogato ilustrowana.
Lech Słodownik

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. art #2072867 | 88.156.*.* 25 wrz 2016 11:35

    Szkoda że osoby zasłużone dla miasta nie mają swoich ulic.A postacie które tak naprawdę nic nie zrobiły dla danego miasta i kraju mają swoje ulice.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz