Niedziela, 23 lipca 2017. Imieniny Sławy, Sławosza, Żelisławy

Niezwykła Niemka, którą pokochali mieszkańcy

2016-10-08 19:00:00 (ost. akt: 2016-10-08 16:48:44)
Wręczenie tytułu Honorowy Obywatel Tolkmicka. Dora Mross z burmistrzem Andrzejem Lemanowiczem

Wręczenie tytułu Honorowy Obywatel Tolkmicka. Dora Mross z burmistrzem Andrzejem Lemanowiczem

Autor zdjęcia: arch. UMiGw Tolkmicku

Dora Mross musiała opuścić rodzinny dom w Przybyłowie zimą 1945 r. Powróciła do niego po pół wieku. Żyje wśród małej, polskiej społeczności, która przyjęła ją serdecznie, jak swoją, obdarzyła zaufaniem, a teraz nadała tytuł honorowego obywatela Tolkmicka.

Gdy zimą 1945 r. wraz z matką i trzema siostrami musiały opuścić rodzinne Przybyłowo miała dziewięć lat. Dora Mross doskonale pamięta ten dzień.


— Ojca już z nami nie było, zabrali go Rosjanie. Nigdy więcej go widziałam, nigdy też nie dowiedzieliśmy się, co się z nim stało. Został zamordowany, ale czy od razu, czy wywieziono go na Sybir? Nie wiem. Mama została więc z czwórką córek. Najstarsza z moich sióstr miała 19 lat. Zbliżało się Boże Narodzenie, pamiętam silny mróz. Niewiele mogliśmy zabrać ze sobą, a i z tego byliśmy po drodze okradani. W Milejewie, w Bągarcie wygrzebywano nam z kufrów rzeczy. Chociaż i tak nie mieliśmy ze sobą zbyt wiele, bo nasze mieszkania już wcześniej ograbiono. Na dworcu w Elblągu podeszli do nas jacyś mężczyźni i odcięli paski od tobołków, które nieśliśmy na plecach i zabrali je nam. Załadowano nas do bydlęcego pociągu, ale zanim odjechaliśmy do wagonu wpadła grupa młodych mężczyzn, zdarli z mamy płaszcz, zdjęli jej buty — wspomina Dora Mross.


Rodzina Mross trafia do rosyjskiej strefy okupacyjnej w Niemczech
.
— O przestępstwach Rosjan i o naszym wypędzeniu nie można było pisnąć słowa, nikomu. Było nam ciężko, nie miałyśmy przecież żadnych rzeczy, pieniędzy — wspomina.


Przez pięć lat mieszkali w Turyngii (dawna NRD). Potem zdecydowali się na ucieczkę do zachodnich Niemiec. Cały dobytek nieśli w małym kuferku. 

— Tam nasza sytuacja się poprawiła. W zachodnich Niemczech weszła ustawa przydzielająca renty kobietom, których mężowie zginęli podczas wojny. Była to kwota, za którą mogłyśmy się utrzymać — mówi pani Dora.

Ich domem stał się Bickerweg, nieduża miejscowość położona 50 km od Kolonii. 
Ale Dora i jej najstarsza siostra marzyły, żeby wrócić do rodzinnego Przybyłowa (dzisiaj gmina Tolkmicko). 

— Zaczęłam zbierać zdjęcia z Przybyłowa. Mojej, mieszkającej na Żuławach, ciotce udało się uratować przed Rosjanami. Zdążyła też zabrać rodzinne albumy. W 1965 r. zdecydowałam się napisać list do rodziny Michnikowskich, która po wojnie zamieszkała w naszym domu w Przybyłowie. I tak rozpoczął się mój powrót w rodzinne strony — mówi pani Dora. 


Michnikowscy nie tylko odpisali, ale też zaprosili Dorę Mross do Przybyłowa. Pierwszy raz przyjechała tutaj w 1974 r.

— Zaprzyjaźniliśmy się, w Przybyłowie spędzaliśmy wspólnie wakacje — mówi kobieta.

Potem Michnikowscy sprzedali gospodarstwo młodemu mężczyźnie, który gospodarzył w nim do 1991 r. Gdy zdecydował się sprzedać, Dora Mross wraz z synem Joachimem postanowili kupić rodzinny majątek. Dora przeprowadziła się również do niego na stałe. Mieszkańcy Przybyłowa przyjmują ją i jej męża jak swoich.

— Mój mąż Kurt pochodził z Mrągowa. W 1945 r. został w Polsce, uczył się polskiego i doskonale posługiwał się tym językiem. Więc, gdy przyjeżdżaliśmy do Michnikowskich mogliśmy porozumieć się z mieszkańcami Przybyłowa. Świetnie poznaliśmy naszych przyszłych sąsiadów, byliśmy we wsi znani, ludzie nas lubili — mówi. — Mieszkańcy mają do mnie zaufanie, dwukrotnie wybierali mnie na zastępcę sołtysa. Teraz zostałam honorowym obywatelem Tolkmicka. To ogromne wyróżnienie dla mnie.

W rodzinnym domu Dora Mross prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Na brak gości nie narzeka. Książka rezerwacji, to opasły tom. Czy jej ojczyzną są Niemcy czy Polska? — Moja ojczyzna jest w Przybyłowie. Moja rodzina żyła tu od 1740 r. Gdy tutaj wróciłam, to na początek remontu kuzyn zrobił mi przed domem ławeczkę. Gdy tak sobie na niej usiadłam, spłynęło na mnie takie uczucie: tu jestem u siebie, tu jest mój prawdziwy dom. Gdy umrę, chcę być pochowana w Niemczech w rodzinnym grobowcu wraz z mężem. Opuszczę Przybyłowo, ale moja dusza zostanie tutaj na zawsze — odpowiada pani Dora.


Co dzisiaj myśli o dramatycznych wydarzeniach z grudnia 1945 r.?

— Takie były czasy. Nie można ich zapomnieć, ale należy wybaczyć. Gdybyśmy sobie nawzajem tych czasów nie wybaczyli, to nie moglibyśmy żyć w zjednoczonej Europie — mówi.


Dora Mross dopisała też nową historię do gospodarstwa w Przybyłowie. Rozpoczęła hodowlę owiec rasy skudden.

— To najstarsza, licząca ponad dwa tysiące lat rasa. Niezwykłe jest to, że te owce sierścią ogrzewały w 1945 r. dzieci niemieckich uciekinierów z Prus Wschodnich. To rasa, która wywodzi się z tych terenów i była hodowano tutaj do 1945 r — mówi Joachim Mross, syn Dory. — Moja mama, jako pierwsza od tamtej pory, sprowadziła ją tu ponownie

30 sierpnia Rada Miejska w Tolkmicku nadała Dorze Mross tytuł Honorowego Obywatela Tolkmicka. Jej wspomnienia wydane zostaną niebawem w Niemczech. 

Anna Dawid


Dora Mross, siostra Ilse i siostra Edith w Przybyłowie w 1945 roku



Źródło: Dziennik Elbląski

zobacz informacje z ostatnich 24h

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Sołtys #2084733 | 91.94.*.* 10 paź 2016 12:56

    Racja . I piszę to z Przybyłowa .

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. młodzi i starsi #2084432 | 83.6.*.* 10 paź 2016 06:10

    WSPÓLNA EUROPA ! EUROPEJSKICH NARODÓW! dosyć dramatu , dosyć wojen , DOSYĆ ! głupoty !, ZIEMIA, MATKA NASZA , JEST TAKA PIĘKNA .

    Ocena komentarza: warty uwagi (12) ! - + odpowiedz na ten komentarz