W święta, jak co dzień, chodziłem po śmietnikach i piłem. Jak się napiłem, to nie myślałem o domu. Przeżyłem okropne rzeczy. Kiedyś obudziłem się w komórce, a na piersiach leżał mi wielki szczur. Był martwy, bo wcześniej wysypano tam trutkę.
— To opowieść o cudzie, który zdarzył się w moim życiu — opowiada pan Grzegorz z Elbląga. Dziś ma 60 lat. — Na początku żyło nam się zwyczajnie, a nawet dobrze — wspomina. — Pieniędzy starczało na dużo. Jestem mechanikiem samochodowym, ale „wziąłem” sobie jeszcze lepszy zawód, robiłem dachy. Potem zaczęło się psuć, nie ukrywam, że „piwkowałem”. To jeszcze nie było poważne „piwkowanie”, takie bez zataczania się. Może awantura jakaś była, ale na żonę nigdy ręki nie podniosłem. Żona po urodzeniu dzieci nie pracowała. Gdy już poszła do pracy, to zapoznała sobie pana, a mi założyła niebieską kartę za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad nią. Ten pan mojej żony dołożył mi potem w prokuraturze. Opowiadał, że chciałem go zabić tasakiem. Śmieszne, w domu nie mieliśmy tasaka. Dostałem wyrok: dwa lata odsiadki za znęcanie, no i pół roku za ten tasak.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!