Reklama

Ktoś truje dzikie ptaki, czy to tylko konflikt sąsiadów?

17/02/2017 14:25

Andrzej Bohuszewicz twierdzi, że ktoś truje ptaki na działkach przy ul. Łęczyckiej. O swoich podejrzeniach zawiadomił policję. Funkcjonariuszom nie udało się potwierdzić tych informacji, ale zapowiadają, że będą się sprawie przyglądali.

Andrzej Bohuszewicz ma działkę na ogrodach przy ul. Łęczyckiej. Uprawia tu warzywa i owoce, ma także kilka kur. Nie ukrywa, że to właśnie kury stały się kością niezgody między nim a jednym z jego sąsiadów.

— Wiosną ubiegłego roku zacząłem znajdować na alejce przy mojej działce kromki chleba. Dziwnie wyglądały, jakby polano je siwym płynem, równie dziwnie pachniały, a raczej śmierdziały — mówi. — Później zacząłem znajdować padnięte ptaki: sikorki, kosa, a z siwych kromek zostawały jedynie skórki. Zorientowałem się, że w tym chlebie może być jakaś trucizna, która zapewne przeznaczona była dla moich kur, które sąsiadowi przeszkadzają. Ta sytuacja trwa do dzisiaj — dodaje.

Jak twierdzi mężczyzna, w styczniu tego roku znalazł nieopodal kromek chleba dwie martwe sikorki.

— Zabrałem te dwie „sztywne” sikorki w woreczek foliowy i zaniosłem do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przy ul. Jaszczurczego. Poprosili mnie, abym przechował je w lodówce, by można było następnego dnia zrobić sekcję zwłok i zbadać, co było przyczyną padnięcia ptaszków. Tak też zrobiłem, ale gdy żona zajrzała do lodówki, zdenerwowała się i wyrzuciła je — mówi działkowicz.

Pan Andrzej zaalarmował również Związek Działkowców Polskich.
— Kazano mi skontaktować się ze stowarzyszeniem zajmującym się prawami zwierząt. Zadzwoniłem też do dzielnicowego. Ten mnie wysłuchał, ale powiedział, że najlepiej będzie, gdy sprawę zgłosi policji jakaś instytucja i żebym poszedł do Referatu Ochrony Środowiska w Urzędzie Miejskim w Elblągu — dodaje mężczyzna. — Czułem się zbywany, bo przychodzę z błahą sprawą. Żona powiedziała, żebym sobie odpuścił. Ale na alejce znów znalazłem kromki, dziobał je kos. I tak trafiłem do redakcji — kończy.



Dzielnicowy, po telefonie od Andrzeja Bohuszewicza, zrobił rozeznanie w sytuacji.

— Rozmawiał z panem Andrzejem i został on pouczony. Policjant rozmawiał także z prezesem działek, jak również z mężczyzną, który miał „rzekomo truć ptaki”. Kontaktował się także z jednym ze stowarzyszeń ochrony zwierząt. Żadna z tych informacji, które przekazał zgłaszający, nie potwierdziła się. Wiemy, że obaj panowie są w konflikcie, co może mieć znaczenie w tej sytuacji. Nie przesądzamy i ostrożnie podchodzimy do podobnych zgłoszeń — mówi Jakub Sawicki z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Elblągu. 


[media=z8]367078[/media]

— Oczywiście, że będzie zaprzeczał, że to robi. To jest rzecz, którą trudno udowodnić — mówi pan Andrzej. — Rozumiem, że policja nie może cały czas pilnować na działce, czy on rzuci ten chleb, czy nie. Ale jakieś rozwiązanie tej sytuacji musi chyba być? 10 lutego poszedłem do Komendy Miejskiej Policji w Elblągu, by oficjalnie zgłosić sprawę. Funkcjonariusz powiedział jednak, że muszę mieć dowody. Gdy znajdę martwego ptaka, to mogę go odnieść do badania laboratoryjnego i w zależności od wyników tego badania policja może interweniować — dodaje.

Według Adama Zbyryta z Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków policja ma obowiązek przyjąć zgłoszenie od pana Bohuszewicza i sprawdzić, czy nie zostało złamane prawo.

— Niezależnie od tego, czy panowie są w konflikcie, czy nie, policja ma obowiązek przyjąć zgłoszenie od mieszkańca, gdy podejrzewa on popełnienie przestępstwa. W tym przypadku mogłoby być to złamanie ustawy o ochronie przyrody, która w art. 52 zakazuje umyślnego zabijania dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową. Sikorka taką ochroną jest objęta. Grozi za to kara nawet do dwóch lat więzienia — mówi Zbyryt. — I nieważne jest, czy ptaki trute są z powodu kłótni, czy z innego powodu. Niestety, tego typu sprawy nie są wyjątkowe i uczestniczyłem już w kilku podobnych.

Elbląska policja zapewnia, że będzie przyglądała się rozwojowi sytuacji.
— Monitorujemy sprawę i konfliktowi działkowców będziemy się przyglądali. Jeżeli dojdzie do wykroczenia lub przestępstwa, to będziemy reagowali — obiecuje Jakub Sawicki. 


Przestrzega jednocześnie przed karą, jaka może spotkać osoby, które trują dzikie zwierzęta.

— Grozi za to odpowiedzialność karna z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt. Kto zabija, uśmierca zwierzę, albo dokonuje uboju zwierząt z naruszeniem przepisów, albo znęca się nad nim podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Jeżeli sprawca czynu działa ze szczególnym okrucieństwem podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo więzienia do lat 3 — wyjaśnia.
daw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama