Niedziela, 22 kwietnia 2018. Imieniny Łukasza, Kai, Nastazji

Strzelali z petard, karbidu i innych wynalazków. Tak przed wojną w Elblągu witano Nowy Rok [historia]

2018-01-06 13:40:00 (ost. akt: 2018-01-06 13:50:51)

Autor zdjęcia: archiwum Czytelniczki

W Nowy Rok koniecznie trzeba było zjeść coś okrągłego, jak groch, soczewica, czy fasola – to miało przynieść szczęście. Na stole musiał znaleźć się też karp. Trzymana w portmonetce łuska z noworocznego karpia zapewniała pełny portfel przez cały rok. O witaniu nowego roku i karnawale w dawnym Elblągu opowiada Juliusz Marek.

„Prywatki, domówki, biesiady” to tytuł kolejnego spotkania z cyklu „Elbląg na dużym ekranie”, które odbyło się w środę w Kinie Światowid. O zwyczajach karnawałowych w dawnym Elblągu rozmawiamy z Juliuszem Markiem, miłośnikiem historii, który swoja wiedzą oraz filmami o naszym mieście dzieli się z bywalcami kinowych spotkań „Elbląg na dużym ekranie”.

— Czy nasze noworoczne i karnawałowe zwyczaje mocno się zmieniły?
Juliusz Marek. — Tylko w szczegółach, choć o wielu zwyczajach już zapomniano, albo ich zaniechano, bo były na przykład zbyt drastyczne. Dla nas wspólne witanie Nowego Roku w Elblągu to młody zwyczaj, bo po raz pierwszy elblążanie spędzali tak sylwestrową noc w 1993 roku. Od tego czasu impreza wędruje po całym mieście, co pewnie nie sprzyja budowaniu trwałych tradycji. Ale pewnie mało kto wie, że podobnie Nowy Rok witano w Elblągu już przed wojną. Tłumy gromadziły się na Starym Rynku lub na Placu Wilhelma (dziś Plac Słowiański) przed ówczesnym ratuszem i z wybiciem północy wznosiły okrzyk: „prosit Neujahr”. Strzelano z petard, karbidu i innych wynalazków i choć hałas był wielki, to żandarmi - zgodnie z zaleceniem Magistratu - przymykali na te wybryki oczy.

— Po co tyle hałasu, czy nie można było bawić się ciszej?
— Dzisiaj to pokaz sztucznych ogni jest główną atrakcją sylwestrowej nocy, więc stąd ten hałas. Ale dawniej również strzelano. Wierzono, że hałas odstrasza złe duchy. Dlatego wszelkim nocnym zabawom poza domem towarzyszyły głośne okrzyki, śpiewy i gra na instrumentach. I choć bano się duchów, to młodzież często w złe duchy się wcielała. Na elbląskiej wsi największe łobuzy - „diabły wcielone” w sylwestrową noc zdejmowały swym sąsiadom okiennice z haków, a tam, gdzie były pozamykane, zabijały je gwoździami. Był zwyczaj wynoszenia i chowania bram i furtek, a nawet drzwi od stodoły. Szabrowano wszelkie ruchomości, chowając je w najciemniejszych zakamarkach. Bywało, że odważniejsi rozbierali na części furmankę lub wóz drabiniasty i następnie składali go na dachu stodoły. Gdy gospodarz rankiem szukał swego dobytku lub nie mógł się nadziwić z mocy „złego”, młodzież miała wiele radości, obserwując to z ukrycia. Z pokolenia na pokolenie opowiadano sobie później te złośliwe przecież, ale niegroźne wygłupy.

— O podobnych zwyczajach słyszałem na Kociewiu.
— Kultury te przenikały się i zwyczaje bywały bardzo podobne. Próbą odwagi dla młodzieńców było trzykrotne obejście podwórza zaraz po północy. Trzeba było zrobić to samotnie, bez rozglądania się. Była to prawdziwa próba odwagi i nie każdy ją przeszedł. Wielu ze strachu widziało dziwne rzeczy, bo śmiałków nieźle straszono. Mówiono na przykład, że jeśli na dachu domu zobaczy się trumnę, ktoś z domu tego w nadchodzącym roku umrze.

— A czy w noc sylwestrową wróżono i przepowiadano przyszłość?
— To była magiczna noc, więc musiały być również wróżby. Używano przy tym zabawek zdjętych z choinki, np. łupin orzechów. W misce z wodą urządzano regaty łódek ze skorupy orzecha włoskiego, którą wcześniej napełniano woskiem i wstawiano knot. Płonące łodzie poruszały się w różnych kierunkach. To przybliżały się, to znów oddalały. Ich właściciele oczywiście próbowali pomóc losowi, niezauważalnie dmuchając, ale płomień natychmiast zdradzał ich podstępne czyny. Wierzono, że zakochani, których statki się zderzą, zawrą wkrótce małżeństwo. A osoba, na której stateczku lampka zgaśnie pierwsza, umrze przed pozostałymi uczestnikami zabawy.

— Nie wiem, czy dziś chcielibyśmy podobnej wróżby...
— Popularna była również inna zabawa. Potrzeba było do niej kilku przedmiotów: sakiewki z pieniędzmi, pierścienia, figurki mężczyzny i kobiety, drabiny, chleba i trupiej głowy, ale bywały również inne figury. Na wsi wycinano je z buraka albo ziemniaka, w mieście można było kupić wszystko w tzw. „woreczku szczęścia” u piekarza albo cukiernika. Po północy na stole kładło się figury, przykrywało filiżankami i przesuwało tak, by nie było wiadomo, gdzie która się znajduje. Każdemu przysługiwały trzy odkrycia. Zabawie towarzyszył okrzyk „hallo” albo jęk, w zależności od tego, co to było - trupia głowa czy pierścień, sakiewka albo drabina.

— A jakie były przesądy, bo na pewno były?
— W Nowy Rok koniecznie trzeba było zjeść coś okrągłego, jak groch, soczewica, czy fasola – to miało przynieść szczęście. Na stole musiał znaleźć się też karp. Trzymana w portmonetce łuska z noworocznego karpia zapewniała pełny portfel przez cały rok.

— To znane jest do dzisiaj i chyba często praktykowane. A inne?
— Pranie w ostatni dzień w roku ściągało śmierć na bliskich. W sylwestrową noc nie można było obcinać włosów ani brody. Nie zawierano ślubów, bo małżeństwo stałoby się nieszczęśliwe. Przesądy te znane były powszechnie i starannie przestrzegane. Sny tej nocy miały szczególne znaczenie. Opowiadano je sobie i szczegółowo tłumaczono.

— A muzyka, przy jakiej muzyce się bawiono?
— W karczmach i licznych wokół miasta lokalach gastronomicznych, gdzie organizowano karnawałowe zabawy, grały mniej lub bardziej znane kapele. Dystyngowane bale w teatrze, restauracjach, klubach i kasynie obsługiwały przygrywające do tańca orkiestry. Wielu radziło sobie samemu – umiejętność gry na jakimkolwiek instrumencie była znacznie powszechniejsza, niż dzisiaj. A gdy w domach pojawiły się patefony, muzyka trafiła również pod strzechy.

— Typowo elbląskim zwyczajem były Adwentowe Mateczki, które przed świętami zbierały datki na przytułki. Czy w karnawale również coś wyróżniało Elbląg spośród innych miast?
— Po Bożym Narodzeniu aż do Trzech Króli na elbląskiej wsi chadzano z burczybasem. Znany również na Kaszubach burczybas to beczułka z napiętą zamiast dna skórą, do której mocowano końskie włosie. Jeden z grajków trzymał beczułkę w rękach, a drugi zmoczonymi rękoma pocierał włosie, jak przy dojeniu krowy. Instrument wydawał nieziemskie dźwięki. Całe grupy starszej młodzieży chodziły od domu do domu, śpiewając stare piosenki i zbierając grosz na późniejszą biesiadę w karczmie.

Organizatorem cyklu Elbląg na dużym ekranie jest Centrum Spotkań Europejskich Światowid i telewizja Truso.tv, a partnerami: Elbląskie Towarzystwo Kulturalne, Polskie Towarzystwo Historyczne o. Elbląg i Stowarzyszenie Polskie Telewizje Lokalne i Regionalne.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB