Reklama

Ciężkie życie pielęgniarek. "Nie można oszczędzać na zdrowiu"

25/03/2018 11:28

— Od wielu lat pracujemy w bardzo trudnych warunkach, bez zapewnienia nam bezpieczeństwa, nie mamy właściwych środków pomocowych, dobrego sprzętu i pracujemy na bardzo niskich wynagrodzeniach — mówi Halina Nowik, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Elblągu.

— W trakcie zjazdu po raz kolejny biliście na alarm: sytuacja służb medycznych jest dramatyczna.
— W tej chwili pielęgniarek jest po prostu za mało. Powoduje to niedobory zatrudnienia. Także ogłoszone w 2012 r. rozporządzenie o minimalnych normach zatrudnienia nie spełnia naszych oczekiwań i nie zabezpiecza naszych rzeczywistych potrzeb. W myśl tych zapisów opieka medyczna jest drastycznie niska i dopuszcza np. jednoosobowe dyżury pielęgniarek, na co nie ma naszej zgody. To nigdy nie daje bezpieczeństwa pacjentowi ani pracownikom. Wzrasta także średnia naszego wieku, więc ten stan niedoboru kadrowego w najbliższych latach będzie się pogłębiał. Ta luka pokoleniowa powstała wiele lat temu. Teraz mamy najwięcej osób w grupie wiekowej powyżej 55 roku życia, które w najbliższym czasie odejdą na emeryturę.

— Statystyki pokazują, że na polskich uczelniach kierunki pielęgniarstwo i położnictwo są oblegane. Co zatem powoduje niedobory kadry?
— To są efekty działań sprzed lat i redukcji etatów pielęgniarskich, gdzie w ten sposób szukano oszczędności w służbie zdrowia. Pielęgniarki poszukały sobie zatrudnienia w innych resortach, część wyjechała za granicę, a młodsze pielęgniarki w ogóle nie wstępowały w szeregi naszych korporacji. Bo od wielu lat pracujemy w bardzo trudnych warunkach, bez zapewnienia nam bezpieczeństwa, nie mamy właściwych środków pomocowych, dobrego sprzętu i pracujemy na bardzo niskich wynagrodzeniach. W październiku weszła ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowie, która stawia pielęgniarki na najniższym poziomie, razem z pracownikami, od których nie wymaga się wyższego wykształcenia. To jest katastrofa. Tak być nie może, bo w ten sposób nie zachęcimy młodych do pracy w tym zawodzie.

— Swego czasu głośno było o tzw. „zembalowym”, które gwarantuje pielęgniarkom podwyżki w kolejnych latach, w rachunku 4 razy po 400 zł. Co dalej z tą propozycją?
— Stoi pod znakiem zapytania. Te środki są wydzielone na osobnych kontach podmiotom: wcale nie jest powiedziane, że one w latach następnych również będą zachowane. Powtarzam, jeśli nie będzie dla nas odpowiedniego finansowania, to tego naboru młodych kadr nie będzie. Nikt nie będzie chciał pracować za minimalne wynagrodzenie. Teraz pracę zaczyna ok. 30 procent absolwentów. I to nie jest tak, że każdy szpital wchłonie określoną liczbę absolwentów. A szkoda, bo te osoby powinny mieć zapewniony staż podyplomowy, który mógłby być np. opłacany ze środków funduszy rynku pracy, by mogły nabierać doświadczenia. A jesteśmy kadrami naprawdę świetnie przygotowanymi do pracy i bardzo dobrze wykształconymi.

— Ilu pacjentów w Polsce przypada obecnie na jedną pielęgniarkę?
— To średnio 5,2 etatu pielęgniarskiego na tysiąc pacjentów. To połowa średniej europejskiej. W Szwajcarii jest np. trzy razy więcej pielęgniarek na tę liczbę pacjentów. Do tego dochodzi im personel pomocowy. U nas pielęgniarki w większości podmiotów pracują samodzielnie. Na to nakłada się niedobór lekarzy: pielęgniarki często zostają z lekarzem dyżurującym pod telefonem lub na dwóch oddziałach jednocześnie.

— Trochę chora ta nasza polska służba zdrowia.
— To efekt tych wszystkich reform, które dzieją się od wielu lat. Był czas, kiedy szukano oszczędności kosztem etatów pielęgniarskich. Młody personel medyczny: lekarze, pielęgniarki, to młodzi ludzie świetnie wykształceni. Oni znajdą pracę na zachodzie Europy. Tylko czy o to w tym wszystkim chodzi? Przecież my wkładamy tu potężne pieniądze na kształcenie kadr.

— Mówiąc o kształceniu kadr. Ostatnio pojawił się pomysł utworzenia szkoły średniej asystentek pielęgniarstwa. Jak go oceniacie?
— Pielęgniarka jest zawodem samodzielnym, nie potrzebuje asysty. Tworzenie tzw. „półpielęgniarek” jest niezrozumieniem potrzeb pacjenta. Pacjent nie potrzebuje opieki kogoś przyuczonego do zawodu, on potrzebuje profesjonalisty do zadań medycznych, które dziś muszą nadążać za rozwojem coraz trudniejszych nauk medycznych i procedur wymagających ogromnej wiedzy. Kształcenie pielęgniarek musi pozostać na poziomie wyższym. W naszej ocenie zawody medyczne wymagają też dojrzałości emocjonalnej i psychicznej. Bo to opieka nad pacjentem w jego najtrudniejszych chwilach życia: chorobie czy w umieraniu. Nie można tam stawiać młodzieży.

— Uważa pani, że jest realne, by w budżecie państwa znalazły się większe środki na ochronę zdrowia w Polsce?
— Wszystkie resorty są ważne, ale nasze zdrowie i życie jest najważniejsze. Nie pomoże super wojsko i armia, jeśli sami będziemy się wyniszczać, nie pomoże wsparcie 500 plus, kiedy dziecko nie będzie miało właściwej opieki w szpitalu. Nie wystarczy nawet super specjalistyczny sprzęt na oddziałach, jeśli nie będzie ludzi, którzy będą umieli go obsługiwać. Zdrowie i życie jest najważniejsze, na tym nie można oszczędzać. Bez zwiększenia środków na ochronę zdrowia nie zrobimy kroku do przodu. One po prostu muszą się znaleźć w budżecie.
AS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama