Czwartek, 21 czerwca 2018. Imieniny Alicji, Alojzego, Rudolfa

"Moja rodzina wybrała Pasłęk". Niezwykłe wspomnienia powojennej osadniczki

2018-04-08 14:00:00 (ost. akt: 2018-04-06 13:15:17)

Autor zdjęcia: Anna Dawid

Miała dwanaście lat, gdy w 1945 roku wraz z rodziną dotarli do Pasłęka. Byli jednymi z pierwszych powojennych osadników w tym mieście. Już 16 kwietnia obejrzymy film, który jest zapisem wspomnień Elzy Strzeleckiej.

Elza Liber przybyła z rodziną z Landwarowa do Pasłęka jesienią 1945 r. Byli w tym mieście jednymi z pierwszych powojennych osadników. 16 kwietnia w Kinie Zamkowym w Pasłęku odbędzie się uroczysta premiera filmu „Moja rodzina wybrała Pasłęk” (godz. 17), będący zapisem wspomnień Elzy Gertrudy Liber (obecnie Strzeleckiej). Wywiad z Elzą Strzelecką przeprowadziła Anna Dawid, dziennikarka „Dziennika Elbląskiego”, a nagrali go pasłęczanie Barbara Nowak i Jerzy Miąskowski.

— „Moja rodzina wybrała Pasłęk” opisuje zdarzenia poprzedzające decyzję tej rodziny o przesiedleniu z Wilna do Pasłęka — zapowiada Jerzy Miąskowski.

Film miała okazję obejrzeć młodzież z Zespołu Szkół w Pasłęku podczas specjalnej projekcji.
— Był to dla mnie bardzo wzruszający moment. Ci młodzi ludzie po seansie podchodzili do mnie i pytali o Wilno, o wojnę, o to, co przeżyłam, o ówczesny Pasłęk. Ten film miał nigdy nie zostać pokazany szerszej publiczności, jest bowiem bardzo osobisty i nie brakuje w nim moich łez. Ostatecznie zdecydowałam inaczej — mówi Elza Strzelecka.

Pani Elza ma dzisiaj 85 lat, ale swoją energią, pomysłami i radością życia zawstydza dużo młodszych.
— Jest żywą historią tego miasta i jego dobrym duchem. Wszędzie jej pełno, tryska pomysłami — mówi Jerzy Miąskowski

Miała 12 lat, gdy 3 listopada 1945 r. przybyła z rodziną do Pasłęka.
— Mieliśmy jechać do Polski, której tak naprawdę nie znaliśmy — wspomina. — Nie mieliśmy żadnego adresu, kontaktu. Niczego, na co moglibyśmy się powołać. Ale rodzice mieli powody, żeby skorzystać z możliwości wyjazdu. Dla nich zachód był kuszący, budził nadzieję na lepszy los. Chcieli wyjechać z jeszcze jednego powodu. W 1941 r. wywieziono na Syberię dwie moje siostry wraz z mężami, oficerami wojska polskiego. W dodatku mieli ze sobą dzieciątko, półtoraroczną Krysię. To było dla nas ogromne przeżycie. Przez wiele lat nie znaliśmy ich losu. Moja mama pochorowała się przez to na serce. Wyjazd na zachód miał być więc ucieczką od tego środowiska, od radzieckich władz.
Trafili do Pasłęka i byli tu jednymi z pierwszych osadników.

Pani Elza pamięta doskonale powojenną historię tego miasta.
— Rozpoczęła się masowa rozbiórka zrujnowanych domów. Z dużym zainteresowaniem przyglądaliśmy się, jak robotnicy zakładali liny na stojący mur, rozhuśtali go i kiedy runął, dopiero oczyszczali cegły i przewozili je na dworzec, skąd wywożono je do centralnej Polski — opowiada. — Z dużym zadowoleniem obserwowaliśmy odbudowę naszego Starego Miasta po 1945 r. Szczególnie ważna była odbudowa Ratusza Miejskiego oraz zamku. Kościół został odremontowany dużo wcześniej. Pierwsze nabożeństwa w 1945 r. odprawiane były w kościele pod wezwaniem św. Józefa. Kościół ten przed wojną zawsze służył katolikom. Na ul. Chrobrego z czasem rozpoczęto budowę parterowego budynku z przeznaczeniem na obiekty handlowe. My, jako mieszkańcy miasta, byliśmy przeciwni tej budowie. Ja, osobiście napisałam artykuł do „Gazety Olsztyńskiej”, w którym wykazałam niezadowolenie z powodu lokalizacji tego nader skromnego budynku handlowego w samym centrum zabytkowego śródmieścia. Starałam się uzasadnić, że budynek przetrwa przez długie lata, jak więc wytłumaczymy swoim dzieciom, że nie reagowaliśmy w odpowiednim czasie. Wkrótce mój artykuł ukazał się w „Gazecie Olsztyńskiej” w całości. Wspaniała była reakcja mieszkańców miasta. Otrzymałam szereg telefonów z gratulacjami za odważne poruszenie drażliwego tematu. Od wielu osób otrzymałam podziękowania.

Pani Elza pokochała Pasłęk, ale całe życie miała też drugą miłość Wilno. Jej mama już nigdy nie zobaczyła ukochanej Wileńszczyzny. Ona po raz pierwszy wróciła tam w latach 80., ze sobą zabrała córkę. Ta podróż poruszyła ją do głębi. 


— Powrót do Wilna był dużym przeżyciem. Nie miałam już tam żadnej rodziny. Zaproszenie dostałam od jednej z rodzin z Landwarowa, która przebywała w Pasłęku. My zaprosiliśmy ich na obiad, oni zaprosili nas do Wilna. Cieszyłam się ogromnie. Już, gdy dojeżdżaliśmy do granicy polsko-litewskiej bardzo się wzruszyłam. Najpierw pojechałyśmy do Zatrocza, gdzie pracował mój dziadek. Miał domek z czerwonej cegły, obsadzony winem, nazywaliśmy do domkiem z bajki. Było tam piękne jezioro. Wskoczyłam do niego, nazbierałam pełne garście kolorowych kamyków. Trochę się bałam, co powiem na przejściu granicznym, że je wiozę? Potem pojechaliśmy do domu, w którym ostatnio mieszkał mój ojciec. Rosły tam piękne jabłonie. Przez płot nazrywałam jabłek. W domu je zawekowałam i tak stały przez 50 lat. Nie wolno było ich zjeść — wspomina pani Elza. 

Elza Strzelecka przez ponad 40 lat pracowała w oddziale Narodowego Banku Polskiego w Pasłęku. Jej rodzinie udało się przetrwać na Syberii i dzięki Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi się odnaleźli. Losy jednego z jej szwagrów: porucznika Janusza Siewierskiego można było oglądać w Teatrze Telewizji w 2007 r. w spektaklu „Willa szczęścia”, w jego rolę wcielił się Marcin Bosak.
daw

Na zdjęciu osoby zaangażowane w powstanie filmu od lewej: Jerzy Miąskowski, Barbara Nowak, Ewka Skalij, Elza Strzelecka, Barbara Gołąbek i Halina Szablińska

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB