Wtorek, 18 września 2018. Imieniny Ireny, Irminy, Stanisława

Kiedyś młyn, dzisiaj hotel. Historia Klekotek

2018-04-29 07:00:00 (ost. akt: 2018-04-27 14:56:08)
Młyn Klekotki

Młyn Klekotki

Autor zdjęcia: arch. Hotelu Klekotki

Klekotki to miejscowość położona na południowo-wschodnim skraju dzisiejszego powiatu elbląskiego. Obok przebiegała kiedyś granica powiatów pasłęckiego i morąskiego. Wydawać by się mogło, że Klekotki ze względu na swoje położenie nie miały w swojej przeszłości nic wspólnego z Elblągiem. Ale tak nie jest.

Klekotki to stara osada młyńska w dzisiejszej gminie Godkowo. Do 1945 r. nazywała się po niemiecku Rudolfs-Mühle (Młyn Rudolfa), a krótko po wojnie popularnie „Młyn na Sadzawce”, prawdopodobnie od znajdujących się tutaj stawów młyńskich. Historia tej osady sięga średniowiecza, bowiem na północny-zachód stąd, na prawym brzegu rzeki Wąska, znajdują się resztki dawnego grodziska staropruskiego, zwanego kiedyś „Górą Zamkową”. Historia Klekotek była ściśle związana z dobrami rycerskimi w sąsiednim Markowie, należących w latach 1591-1945 r. do rodu von und zu Dohna z Ławek (Lauck) i Markowa (Reichertswalde) oraz z dziejami wsi Skowrony, których były kolonią. Z 1663 r. pochodzi krótki opis tego młyna: „Rudolphs-Mühle ma dwa biegi, koło wodne jest nasiębierne, młynarz ma 5 świń. Na zakup nowych żarn młynarz pobiera sobie 5. część z dochodu, inne rzeczy, jak sprawy okuć żelaznych, remont głównego wału napędowego pokrywa „łaskawe hrabiostwo” (Dohnowie z Markowa).

Z biegiem czasu wokół młyna powstały zabudowania gospodarcze, spichlerze i domy dla jego pracowników. Do dzisiaj mówią o tym m.in.: kamienna data na elewacji północnej szachulcowego budynku: Anno 1619, kamienna tablica na tym samym murze z napisem: Renovatio 1851 H.P. oraz chorągiewka wiatrowa z datą: 1817. Młyn Klekotki miał zawsze iście sielankowe położenie, toteż nic dziwnego, że w taki „sielankowy” sposób opisał go na początku XX w. historyk z Młynar – Georg Conrad:

„Przy drodze z Godkowa przez Skowrony w kierunku Morąga, ozdobionej dwoma szpalerami starych brzóz, w pięknej, zalesionej dolinie, leży Młyn Klekotki. Odwiedzających młyn wita niespotykana gdzie indziej cisza, która wspólnie z szemrzącą Wąską i szumem pobliskich lasów, tworzy niepowtarzalny klimat tego urokliwego miejsca. Bieg rzeczki Wąskiej, która w pobliżu wsi Gilginie ma swoje źródła, jest tu po raz drugi (po jeziorze Zimnochy) hamowany. Bowiem w miejscu, gdzie jej bieg jest najwęższy, zrobiono spiętrzenie i utworzono Staw Młyński. W otulinie rzeczki stromo do jej nurtu schodzą zalesione zbocza, a wiekowe buki z ciężkimi konarami przeglądają się w lustrze wody i zwłaszcza jesienią można podziwiać ich nieopisanie piękną kolorystykę. Poziom wody w dwóch dużych stawach młyńskich reguluje śluza. Mniejszy staw rozciąga się do dawnej osady Dolina, a większy osiąga folwark – owczarnię, należący do Markowa, gdzie owczarz Starschinski ma swoje królestwo. Stawem Młyńskim opiekuje się rybak z Zimnoch, który dba o właściwe jego zarybianie, toteż są tutaj karpie, szczupaki, sandacze i węgorze. Latem staw jest ulubionym miejscem odpoczynku, zarówno młodych jak i starszych mieszkańców okolicy. Woda ze Stawu Młyńskiego napędza turbinę młyna zbożowego, który znajduje się za wysoką groblą. W zabudowaniach młyńskich mieszkają mistrz młynarski i pomocnik leśniczego z rodzinami. Przy drodze do Markowa znajduje się stodoła, a około dwieście metrów od młyna pobudowano czworaki z małymi zabudowaniami gospodarczymi dla trzech rodzin tu zatrudnionych. W dużej oborze pobudowanej nieco dalej za śluzą, w okresie zimowym obsadza się młode bydło. Całość z zabudowaniami młyńskimi tworzy właściwe gospodarstwo, do którego prowadzi drewniany mostek”.

Po południu 23.1.1945 r. z kierunku Markowa przybyła sowiecka szpica pancerna i zajęła Klekotki bez walki, a następnie skierowała się na odległe o 3 km Skowrony. Zabudowania młyńskie w Klekotkach wyszły z II wojny światowej praktycznie bez szwanku. Prawdopodobnie pierwszym Polakiem, jaki się tutaj po wojnie pojawił, był niejaki Mieczkowski, ale nie „zagrzał tu długo miejsca”. Wkrótce przybyli inni, a wśród nich zza Buga niejaki Iwaszkiewicz z żoną i córką. Był on „duszą towarzystwa”, ciągle w dobrym nastroju, grał na akordeonie i integrował przybywających tu z różnych stron osadników, także tych z Akcji „Wisła”. Każdy mógł liczyć na jego pomoc, dobrą radę i nie miało znaczenia skąd przybywał. Iwaszkiewicz wziął się szybko do pracy i uruchomił młyn w którym nie mielono wprawdzie zboża na mąkę, ale śrutę dla zwierząt. Zagospodarował miejscową kuźnię i w jej kominie przysposobił ogólnie dostępną łaźnię (banię), cieszącą się powodzeniem u pierwszych osadników. Uruchomił również piłę napędzaną wodą z młyna. Jeszcze długo potem wspominano te ciężkie czasy z rozrzewnieniem i nostalgią, jako przykład wzorowej, dobrosąsiedzkiej koegzystencji.

W latach 60. i 70. młyn stał już opuszczony i dopiero w okresie 1975-1979 r. został odbudowany przez PGM w Elblągu. Remont objął budynek młyna i Dom Młynarza oraz rekonstrukcję jazu z bystrzem, przepustów i zbiornika dawnego Stawu Młyńskiego oraz wykonanie szamb. Rozpoczęto też pod nadzorem konserwatora zabytków remont budynku gospodarczego z przeznaczeniem na stołówkę oraz na cele szkoleniowo – wypoczynkowe. Remontu jednak nie ukończono, a wykonano tylko nadbudowę murów obwodowych z gazobetonu i dokonano skomplikowanego podziału wnętrza za pomocą ścianek działowych z cegły dziurawki. W wyremontowanych obiektach zlokalizowano tzw. wojewodówkę - ośrodek szkoleniowy UW w Elblągu. W związku z tym teren ten był niedostępny dla przeciętnego użytkownika. Od 1990 r. zachowane obiekty młyna były wykorzystywane przez UM w Elblągu. W 1995 r. obiekt został sprzedany prywatnej spółce TIRSPED z Warszawy, która przeprowadziła pod nadzorem konserwatorskim gruntowny remont oraz dokonała przebudowy, adaptując obiekt na cele wypoczynkowo – szkoleniowe. Od tego czasu funkcjonuje tutaj niezwykle urokliwy hotel, chętnie odwiedzany przez amatorów ciszy i pięknych krajobrazów z wielu stron Polski.

A tak na marginesie. W dawnych czasach młynarze cieszyli się szacunkiem i znaczną wolnością. Nierzadko byli członkami elity finansowej wsi. Ranga wykonywanego przez nich zawodu była więc wysoka, o czym świadczą choćby ludowe porzekadła i wiersze: O! - Nie ma jak młynarzom, bo na słońce nie wychodzą,
tylko sobie siedzą w chłodzie, każą robić na się wodzie.Taki sobie młynarz dobry jak i wojewoda, wojewodzie robią ludzie, młynarzowi woda. Gdzie jest ważenie, a waga uczciwa Tam dobre ziarno i takież są żniwa. Gdy wolne od pleśni i sporyszu ziarno młynarz sprzedaje, wtedy swemu młyństwu szacunku przydaje.
Lech Słodownik

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. novak #2493986 | 178.235.*.* 29 kwi 2018 20:43

    droga z Godkowa do Klekotek jest jak zaorane pole .

    ! - + odpowiedz na ten komentarz