Czwartek, 13 grudnia 2018. Imieniny Dalidy, Juliusza, Łucji

Na takie domy porywają się tylko "szaleńcy"

2018-08-18 08:00:00 (ost. akt: 2018-08-17 15:01:13)
Maja Pietrasik

Maja Pietrasik

Autor zdjęcia: Marek Lewandowski

O takich ludziach, jak Maja Pietrasik, mówi się często „romantyczni szaleńcy”. Bo co myśleć o kimś, kto w tydzień podejmuje decyzję o kupnie domu, wprawdzie z duszą i uważanego za perełkę architektury, jednak będącego w totalnej ruinie?

Słysząc te słowa, Maja Pietrasik z Gdańska jedynie się uśmiecha.
— Sentyment do starych siedlisk mam od dzieciństwa — mówi. — Wychowałam się w mieście, ale mieszkaliśmy w starym, poniemieckim drewnianym domu, w dużym ogrodzie. Ostatnio doszłam do wniosku, że po prostu lubię stare, drewniane rudery. Moja przygoda z tego typu starymi domami zaczęła się od kupna zabytkowej zagrody w Drewnicy, która niestety w 2009 r. spłonęła w pożarze. To był dla mnie ogromny dramat. To właśnie wtedy zaczęłam stopniowo odkrywać Żuławy i ich odchodzące dziedzictwo materialne, w tym piękne domy podcieniowe. To z kolei zaowocowało licznymi wędrówkami tropem zabytków osadnictwa holenderskiego i szerzej pojętej zabytkowej architektury drewnianej w innych regionach Polski, w tym na Powiślu i na Wysoczyźnie Elbląskiej. Myślę, że poprzez te działania tak naprawdę, choć nieświadomie, szukałam takiego właśnie domu dla siebie.

Jak mówi, swoje miejsce na ziemi, znalazła w 2016 r.
— Interesuje się ceramiką. Kilka lat temu trafiłam do Kadyn na plener ceramiczny. Historia tej miejscowości i okolicznych cegielni, którymi Wysoczyzna Elbląska była dosłownie naszpikowana, bardzo mnie urzekły. Któregoś dnia w Internecie natknęłam się na ogłoszenie o sprzedaży domu podcieniowego w Kamionku Wielkim wraz z oborą z 1772 roku. W ciągu tygodnia podjęłam decyzję o jego kupnie — mówi.

W ten sposób została posiadaczką budynku uważanego za perełkę architektury barokowej. Przepiękna zagroda holenderska posiada wysunięty, okazały pięciosłupowy podcień, czyli wstawkę spichlerzową, który znajduje się przy ryglowym budynku mieszkalnym. Przylega do niego ceglana obora. Za domem rozciąga się ogromny sad, w którym w sierpniu dojrzewają już soczyste jabłka. Obrazek jest piękny, ale ten medal ma dwie strony. Bo dom, jak większość tego typu drewnianych zabytków, jest w totalnej ruinie. Zachował się już tylko podcień, reszta została złożona i czeka na odtworzenie. W nieco lepszym stanie jest obora, ale ją też trzeba pilnie wyremontować.

Maja Pietrasik nie jest jednak przypadkowym nabywcą takiego zabytku. Posiadła o nim wiedzę i zna jego potencjał. Zgłębiła także jego historię, która jest niezwykła.

— To najstarszy, datowany dom podcieniowy na Wysoczyźnie Elbląskiej. Rok 1772, jako data budowy domu, zachował się bowiem w inskrypcji wyrzeźbionej w nadprożu drzwi wejściowych. Jego pierwszym właścicielem był Peter Schönsee, którego inicjały również znajdują się w inskrypcji nad drzwiami. Kiedy nabyłam dom, podczas pierwszych prac renowacyjnych, znalazłam w ścianie podcienia zamurowany w skrytce dziecięcy bucik. Zaczęłam szperać w źródłach i odkryłam, że w 1772 r. zmarła najmłodsza z córek Petera Schönsee, 7-letnia Anna Regina. Najprawdopodobniej to jej bucik ojciec wmurował w podcień. Takie były kiedyś przesądy. To najstarsza rzecz, jaka zachowała się w tym domu — opowiada.

Przez wieki dom miał wielu mieszkańców. W ich poczet wchodził m.in. Otto Lühlow związany z założoną w 1881 r. cegielnią Hopehill: cegły z jego stemplami zachowały się w ścianach obory. W latach 20. XX wieku cały majątek przeszedł na wdowę Albertynę Lühlow, a trzy lata później prawie 35 ha ziemi wraz z cegielnią i domem otrzymała bratanica Erna Hehboldt, postać skądinąd kontrowersyjna. To ona bowiem swoje dobra odsprzedała w całości Niemieckim Zakładom Gliny i Kamienia. Niespełna miesiąc później w Kamionku została utworzona filia obozu koncentracyjnego Stutthof. Erna, choć była formalną właścicielką domu, nigdy jednak w nim nie zamieszkała. W tym okresie dom był wynajmowany. Prawdopodobnie również jako dom letni lub letnie kwatery, o czym może świadczyć wymalowana gotykiem na podcieniu nazwa „Haus Elfriede” oraz fakt, że rozciągający się tuż za domem teren zwany Szwajcarią Próchnicką, był w tamtym czasie chętnie odwiedzany przez turystów i wędrowców.

— Jako ostatnia, od 1935 do 1945 roku, dom zamieszkiwała mennonicka rodzina Kurta Lemke. To dzięki jego synowi, panu Heinrichowi Lemke i przekazanym mi przez niego dokumentom, dowiedziałam się najwięcej o historii domu i upewniłam się, że w czasie wojny nie stało się w nim nic złego — mówi pani Maja. — Pozwoliło to też w końcu na ostateczne zweryfikowanie wcześniejszych błędnych tropów i przypuszczeń dotyczących przedwojennych właścicieli domu. Ciągle jest jednak wiele do odkrycia i wyjaśnienia. Tak, po tych ruinach krąży wiele duchów. Ja jednak wierzę, że to są duchy przyjazne — dodaje ze śmiechem.

Na razie gdańszczanka musi jednak walczyć z najgorszym duchem, jaki nawiedza dom. To upływ czasu. Podcień postoi być może jeszcze cztery lata i runie. To będzie oznaczało koniec dla tego miejsca. Dlatego niezbędny jest gruntowny remont domu. W pierwszym etapie trzeba będzie postawić na nowo jego drewnianą konstrukcję. W prace renowacyjne pani Maja włożyła wiele pieniędzy i już wie, że bez wsparcia zewnętrznego sama nie udźwignie finansowej strony remontu. Dwa razy składała wnioski o dofinansowanie do programów ratujących podcienie. Bez skutku, bo dom jest nisko oceniany za tzw. znaczenie tego miejsca po docelowym wykonaniu remontu dla lokalnej społeczności i regionu.

— A tego nie rozumiem. Na tych terenach, gdzie wszystko budowano na czerwonej glinie, a ziemia „cegielniami stała”, wartość tego domu i jego historia są bezsprzeczne. Myślę, że moje działania w ratowanie domu zaczynają także znajdować odzew wśród okolicznych mieszkańców — mówi Maja. — Sąsiedzi przynoszą mi np. fragmenty dawnej ceramiki, w tym nawet ceramiki kadyńskiej, na którą natykają się np. podczas spacerów w lesie, czy po plaży. Zauważają rzeczy, których wcześniej nie dostrzegali. Moi sąsiedzi to także potomkowie tych ludzi, którzy pracowali w tych cegielniach. W Kamionku wciąż mieszka ostatni chyba garncarz z terenu Wysoczyzny Elbląskiej. Obecnie tematu ceramiki na tych terenach po prostu nie ma. Jeżeli zaś jest, to ogranicza się go głównie do ceramiki kadyńskiej. A to tylko fragment ceramicznych tradycji tego regionu. Uważam, że ten dom byłby idealnym miejscem, by o tej historii przypominać, nie tylko z uwagi na jego położenie i materiał, z jakiego jest zbudowany, ale i zamieszkujące ten dom w przeszłości osoby. One były blisko związane z powstającą na tych terenach ceramiką i cegielniami. W moim odczuciu te czynniki składają się w spójną całość i właśnie z tych względów uważam, że mój dom mógłby stać się symbolem naszego regionu. Nie poddaję się i w tym roku złożę kolejny wniosek do ministerstwa.

Ostatnie tygodnie pokazały także, że dom w Kamionku Wielkim ma wielu przyjaciół. W Internecie została bowiem zorganizowana zbiórka „Zabytkowi na ratunek.” Udało się już zebrać 8 tys. zł. Na drewnianą konstrukcję to ciągle za mało, ale właścicielka jest wdzięczna za każdą sumę.

— Zbiórka trwa, a ja zapewniam, że zebrane pieniądze na pewno zostaną dobrze spożytkowane. To jest dla mnie bardzo ważne, bo w tym roku, gdy będę składała wniosek do ministerstwa, będę mogła wpisać, że pozyskałam także środki z innych źródeł, co będzie znaczyło, że jest społeczne zainteresowanie tym miejscem i dzięki temu wniosek może zostać wyżej oceniony — mówi.

Bo pani Maja ma już wizję tego, jak dom mógłby na nowo żyć po remoncie. W przyszłości w pomieszczeniu gospodarczym przylegającym do domu chciałaby stworzyć pracownię ceramiczną, a w samym domu małe muzeum naszego regionu.

W tej historii niewątpliwie romantyzm miesza się z pragmatyzmem. Bo ten dom to bez wątpienia miejsce piękne i warte zachowania, ale z praktycznego punktu widzenia to ruina budowlana.

— Moim zadaniem jest to, by nie dać się ponieść tej romantycznej wizji, ale też i nie załamać się tą faktyczną ruiną. Ja się tu odnalazłam i chciałabym w przyszłości mieszkać tu i pracować, choć mam świadomość, że zanim do tego dojdzie minie jeszcze mnóstwo lat. Ale nie poddam się, bo mam też i wizję tego domu: znam i rozumiem jego potencjał — kończy pani Maja.

Informacje na temat domu podcieniowego można odnaleźć także na Facebooku "Dom podcieniowy do renowacji w Kamionku Wielkim".
as

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB