Sobota, 14 grudnia 2019. Imieniny Alfreda, Izydora, Zoriny

Wielki pożar w Pasłęku

2018-09-30 08:00:00 (ost. akt: 2018-09-28 09:40:14)

Autor zdjęcia: arch. Lecha Słodownika

Pożar, który wybuchł w lutym 1922 roku w Pasłęku, pochłonął barokową wieżę kościoła św. Bartłomieja. Oto relacja jednego z naocznych świadków tamtych wydarzeń.

Oglądając stare kartki pocztowe czy też zdjęcia Starego Miasta w Pasłęku, na których widoczna jest wieża kościoła św. Bartłomieja, bez wielkiego trudu można określić ich datację. Jeżeli wieża ma stary, barokowy hełm, to zdjęcia pochodzą sprzed 1922 r., a jeżeli ma neogotycki dach, to zdjęcia zostały wykonane po 1922 r.
Wynika to ze zgoła prozaicznego faktu. W 1922 r. stara wieża tego kościoła spaliła się w wyniku pożaru. Zobaczmy więc, jak ten pożar opisuje pewien pasłęczanin, urodzony w 1898 r., który w czasie pożaru miał 24 lata.
(
...) W 1922 r. panowała niezwykle sroga zima. Było mroźnie i dużo śniegu. Jeszcze pod koniec lutego 1922 r. wszystkie drogi były tak mocno zasypane śniegiem, że można było je pokonać tylko saniami, i to zaprzęgniętymi w mocne konie. Odczułem osobiście ten fakt, gdy po odwiedzinach u mojego znajomego na wsi, po trudach pieszego marszu, wreszcie osiągnąłem Pasłęk. Ta wędrówka tak mocno mnie zmęczyła, że bardzo szybko zasnąłem w rodzinnym domu, który znajdował się opodal hotelu Cesarski Dwór. Ale długo nie pospałem.

Niespodziewanie zostałem obudzony przez mojego brata, który mi oznajmił, że słyszy sygnał alarmowy straży pożarnej. Brat ubrał się szybko, gdyż chciał zobaczyć, gdzie jest ten pożar. Ja natomiast nie byłem członkiem ochotniczej straży pożarnej i mało mnie to interesowało. Ale nagle z łóżka wyrwały mnie odbijające się na ścianach pokoju jasne, pulsujące płomienie ognia. Błyskawicznie się ubrałem i wybiegłem na ulicę. I tu zostałem zszokowany rozmiarem ognia i płomieni pożaru znajdującego się około kilkunastu metrów od nas!

Płomienie rozchodziły się na wszystkie strony, a wiejący południowo-zachodni wiatr wzmacniał je niczym kowalski miech. Na górze, na trzeciej kondygnacji hotelu Cesarski Dwór, w zniszczonym oknie wył niesamowicie duży buldog, któremu płomienie odcięły drogę ucieczki. Właściciel hotelu pchnął psa, który śmiertelne przestraszony spadł na ziemię, omijając szczęśliwie przewody elektryczne, które dosyć gęsto tu przebiegały. W międzyczasie pojawiła się straż pożarna. Jednakże już wkrótce strażacy przekonali się, że będą mieli duże problemy z wodą, ponieważ ciśnienie w hydrantach było za małe, by skutecznie walczyć z ogniem.

Z tego powodu strażacy rozpoczęli walkę z ogniem w ten sposób, by nie przeniósł się on na przylegającą cukiernię Krügera (obecnie ul. Chrobrego - dop. LS), co zresztą im się udało. Ale jednocześnie nie udało im się ochronić przed ogniem drogerii Grimma, leżącej po przeciwległej stronie ulicy. I wkrótce padła ona łupem płomieni, a eksplodujące materiały łatwopalne poleciały na znajdujący się około 30 metrów dalej kościół św. Bartłomieja i jego wieżę dzwonniczą. I nagle wszyscy przyglądający się pożarowi spostrzegli, że ze szczytu kościelnej wieży wydobywa się dym, następnie iskry i płomienie ognia. W tym momencie kierujący akcją gaszenia pożaru dostrzegli wielkie niebezpieczeństwo. Ówczesny kaznodzieja Jablonski oraz wielu młodych ludzi, między innymi również ja, zaczęliśmy wciągać strażackie węże na górę wieży kościoła, aż do jej barkowego nakrycia. Stamtąd krzyknęliśmy na dół, że można otworzyć hydrant z wodą. Ale żadna woda tu nie dotarła. Prawdopodobnie było za małe ciśnienie lub zamarzł hydrant. A tu nagle nad nami zrobiło się jasno i na nas zaczęły spadać ołowiane krople, bowiem dach wieży i wspierające go kolumny były pokryte ołowianą blachą.

Nad nami wisiał w wieży dzwon zegarowy z brązu, który miał wagę ok. 5-6 centnarów. Gdy zaczął palić się szczyt wieży, wycofaliśmy się, bowiem było duże prawdopodobieństwo, że ten dzwon spadnie na dół. A on tam na górze po prostu się przetopił! Powstało realne niebezpieczeństwo, że ciężka wieża zwali się na nawę główną. A przecież jej strop był drewniany i wspierały go cztery solidne bele drewniane, które z łatwością mogły paść łupem ognia.

Dach wieży kościoła koronowała chorągiewka wiatrowa zbudowana z żelaznego gryfu (sztangi), kuli i tabliczki z datą 1625. Ale gdy spadła na dół, na stojący dom kupca Linka, została szybko polana wodą i uratowana. Dużo wcześniej wezwano na pomoc zawodową straż pożarną z Elbląga. Niestety, droga z Elbląga do Pasłęka była tak zasypana śniegiem, że elbląscy strażacy dotarli dopiero po godzinie, ale mimo tego skutecznie zwalczyli pożar. W sumie ogień zniszczył górną część wieży i kolumny wspierające jej dach. Jednakże duże dzwony kościelne całkowicie się stopiły. I właśnie ten pożar stał się przyczynkiem do całkowitego przeorganizowania straży pożarnej w powiecie pasłęckim (...).

Dzisiaj kościół św. Bartłomieja w Pasłęku ma gotyckie nakrycie wieży kościelnej, które z pewnością lepiej pasuje do zewnętrznego wystroju tej świątyni.
Lech Słodownik

Źródło: Dziennik Elbląski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB