Reklama

Rodzina o wielkich sercach pomaga dzieciom z Afryki [ZDJĘCIA]

09/10/2019 19:04

200 paczek, około 2 ton pluszaków, ponad 400 obrazków narysowanych przez dzieci na paczkach, 14 punktów w Kamerunie, do których dotrą pluszaki i tyle akcji charytatywnych, że trudno je zliczyć to sukces Bożeny Lemierskiej z Lisowa koło Pasłęka i jej rodziny.

Bożena i Jan Lemierscy mają mały sklepik w niewielkiej miejscowość Lisów. I w tym niepozornym miejscu dzieją się rzeczy wielkie. Kiedy próbowaliśmy ustalić, którą akcję charytatywną przez nich zorganizowaną można uznać za pierwszą, mieliśmy nie lada problem. Było ich tyle, że co któreś z nich opowiadało, od czego się zaczęło, to drugie mówiło: „A wcześniej jeszcze…”. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu zastanawiać się, co było pierwsze, bo akcji było tyle, że trudno je zliczyć, a nie liczy się przecież ich liczba, a efekty.

Najbliższa akcja, której zwieńczenie odbyło się we wtorek, nosi tytuł „Pluszaki dla Afryki”. Właśnie paczki załadowane pluszakami ruszyły w drogę, której celem jest Kamerun. Ale od początku.

- Zaczęło się od tego, że usłyszałam o tym, jak nieżyjący prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zostawił swoje dzieci adopcyjne. Szukałam, w jaki sposób mogę dotrzeć do adopcji. Tak znalazłam w internecie Ruch Maitri z Gdańska – opowiada Bożena Lemierska.

Ruch Maitri zajmuje się pomocą ubogimi z Trzeciego Świata, w tym akcją „Adopcja serca”. Polega ona na tym, że adoptuje się na odległość afrykańskie dziecko i wysyła się co miesiąc 13 euro (około 60 zł, zależy od kursu). Dzięki tym pieniądzom dziecko ma zapewnioną naukę, leczenie i wyżywienie. Pani Bożena wraz z mężem takie dziecko adoptowali – 5-letnią dziewczynkę z Kamerunu.

- Kiedy usłyszałam o tej „Adopcji serca”, postanowiłam, że ja też to muszę zrobić. Jak przyszły dokumenty z Kamerunu, to od razu je otworzyliśmy. Był tam kwestionariusz osobowy tego dziecka, opisana jego rodzina i oczywiście zdjęcie. Ktoś przyszedł do sklepu i mówi: „A co wy tacy zaczytani”, a mój mąż mówi: „To jest nasza córeczka”.

Małżeństwo było tak zachwycone tą akcją, że postanowiło rozpowszechnić ją w szkołach. Pani Bożena prowadziła prelekcję wśród najmłodszych, bo – jak mówi – dziecko wpływa bardzo mocno na rodziców. Po spotkaniach w szkołach przychodzili do niej rodzice i pytali: „Pani Bożeno, jak to wygląda? Bo Kaśka marudzi mi, żebym ja wzięła sobie czarną dziewczynkę”.

Jednak pani Bożena chciała zrobić coś więcej, bo – jak się śmieje – nie potrafi siedzieć spokojnie. Zaczęła, więc akcje zbierania sukien ślubnych dla kobiet z Afryki. Zebrała ich aż 18! Polegało to na tym, że kobiety polskie, które ofiarowały swoje suknie ślubne, dołączały do nich swoje zdjęcia, na których są w nie ubrane. Misjonarki były zobowiązane, żeby nagrać ceremonię zaślubin kobiety afrykańskiej w tej samej sukni i przesyłać je darczyńcy. Ale dla kobiety o tak wielkim sercu to dalej było mało. Chciała pomóc nie tylko kobietom, ale i dzieciom. I tak powstała akcja „Pluszaki dla Afryki”.

Na początku pani Bożena napisała post na swoim Facebooku, że zbiera pluszaki. Podkreśliła, że mogą być brudne czy porwane, ona je już sama zaszyje i upierze. Gdy informacja się rozniosła, nie odchodziła od telefonu. Cały czas ktoś dzwonił, nikt nie spodziewał się takiego odzewu. Każdy chciał oddać pluszaki. W akcję włączyły się również szkoły i przedszkola, które oprócz tego, że dołączyły się do zbiórki, to rysowały też rysunki, które zostały później naklejone na paczki.

Z akcją wiązały się zarówno piękne, jak i smutne historie. Pewna para młoda chwilę przed ślubem obdzwaniała jeszcze gości, że nie chcą w prezencie kwiatów, a pluszaki, które będą mogli przekazać dzieciom z Afryki. Zgłosiła się też pewna rodzina z południa Polski, która straciła swoje 2-letnie dziecko i nie potrafiła wyrzucić jego zabawek. Ta kobieta mówiła, że bardzo długo trzymali te pluszaki w domu, ale gdy tylko natknęła się na tę akcję, coś jej mówiło, że to jest ten czas i że właśnie tym dzieciom chce je oddać. Pewnego dnia przyjechała też rodzina z dwoma córeczkami z Iławy. Dziewczynki koniecznie chciały zobaczyć adoptowaną córeczkę pani Bożeny. Kiedy zobaczyły fotografię, jedna z dziewczynek zapytała, czemu dziewczynka ze zdjęcia jest taka brudna i czemu ma taki fartuszek. Ale gdy usłyszały odpowiedzi, dziewczynki wyciągnęły swojego ulubionego pluszaka, z którym do niedawna jeszcze spały, i powiedziały pani Bożenie, żeby podarowała go swojej córeczce.

Po wielu dniach ciężkiej pracy: liczeniu, pakowaniu i adresowaniu paczek, we wtorek 7 października pluszaki zapakowane na ciężarówkę ruszyły w drogę. Najpierw jadą do magazynów do Kątów Wrocławskich, gdzie zostaną zapakowane do kontenera i w połowie listopada statkiem dopłyną do Kamerunu.

[gallery]116564[/gallery]

Zapytaliśmy panią Bożenę skąd w niej taka chęć niesienia pomocy.

- Z serca po prostu. Jak jest odzew dobroci ludzi, to tym bardziej mnie to inspiruje, podnieca do dalszego działania. Słuchaj, robisz dobrze, rób to dalej. To w środku siedzi. Te pomysły, które wychodzą podczas akcji, one same przychodzą do głowy – mówi.
I dodaje: – Wszyscy pracujemy na to dzieło, bo wiadomo, sama nie dałabym rady tego zrobić. Potrzebny mi jest ktoś bliski, a przede wszystkim, żeby ktoś akceptował to, co robię. Musi być wsparcie.

- Adopcja serca to akcja, w której każdy pełnoletni człowiek, a także instytucja może wziąć udział. Prelekcje były po to wygłaszane w szkołach, żeby pokazać dzieciom, młodzieży, dorosłym, jak żyją dzieci afrykańskie oraz kobiety i poprzez to będziemy teraz robić następną akcję – wernisaż, który odbędzie się 14 listopada w Elblągu. O życiu kobiet i dzieci afrykańskich, a przede wszystkim o tej adopcji, żeby zarażać. Gdyby każda rodzina adoptowała jedno dziecko, to na pewno Afryka by wyglądała inaczej – podsumowuje pani Bożena.

Joanna Meryk

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama