Czwartek, 14 listopada 2019. Imieniny Emila, Laury, Rogera

Do pełni szczęścia zabrakło niewiele

2019-10-14 15:44:09 (ost. akt: 2019-10-14 15:56:35)

Autor zdjęcia: Marek Lewandowski

Felerna końcówka meczu. Na Agrykola 8 pachniało już zwycięstwem, kiedy to w 88 minucie Paweł Wojciechowski doprowadził do remisu, a wynik do ostatniej minuty nie uległ już zmianie. Musimy zaspokoić się jednym punktem, który biorąc pod uwagę stan dzisiejszej murawy oraz jakość defensorów gości, jednak trzeba brać z otwartymi rękoma.

Pierwsza połowa spotkania nie porwała tłumów. Oglądaliśmy festiwal niecelnych strzałów oraz dużo „kopaniny”. Mimo, że to Górnik Łęczna częściej operował piłką, nie stwarzał zagrożenia bramki Madejskiego, a ich próby najczęściej przelatywały w bezpiecznej odległości od obramowania bramki. Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy faulowany przed polem karnym Rojka został Brychlik, a do wykonania stałego fragmentu podszedł Damian Szuprytowski. W tym sezonie popularny Mały kilka razy udowadniał, że wie co powinno się robić ze stojącą piłką i tym razem było podobnie. Strzał, piłka przelatuje nad murem, ląduje w bramce Zielono-Czarnych, a stadion popada w euforię. Dla Szuprytowskiego była to już 9 bramka biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki sezonu 19/20.

Po zmianie połów gra Związkowych była już dużo lepsza. W 52 minucie bliski pokonania golkipera Dumy Lubelszczyzny był Michał Miller, który otrzymał dośrodkowanie z rzutu wolnego i strzałem głową chciał zaskoczyć
wychodzącego do piłki Rojka. Próbkę swoich sił pokazał również meldujący się z ławki Alex Prytuliak, ale jego strzał z dystansu został skutecznie powstrzymany. Trzeba oddać, że tego dnia bardzo dobrze dysponowani byli defensorzy
Górnika, którzy postawili bardzo ciężkie warunki naszym ofensywnym zawodnikom.

Bardziej konkretnych okazji do zdobycia gola ze strony gospodarzy nie uświadczyliśmy, za to goście na dwie minuty przed regulaminowym czasem gry dali o sobie znać w bardzo bolesny sposób. Po centrze z prawej strony boiska
Arona Stasiaka doszło do zamieszania w polu karnym, gdzie najlepiej odnalazł się Paweł Wojciechowski i technicznym strzałem pokonał z okolicy 10 metra dotychczas bezbłędnego w bramce Madejskiego.

Jeszcze w ostatnich minutach doliczonego czasu akcję lewą anką przeprowadził Demianiuk i skierował futbolówkę w okolice 5 metra na nabiegającego, debiutującego w barwach Olimpii, Dawida Jabłońskiego, lecz zabrakło kilku centrymetrów, by dołożyć nogę i skierować piłkę w stronę bramki.

Niestety wynik spotkania nie uległ już zmianie i obie ekipy musiały podzielić się punktami. Po 13. kolejce Olimpia Elbląg uplasowała się na 5. miejscu z dorobkiem 22 „oczek”. Kolejny mecz (19.10) zagramy w Częstochowie ze Skrą, a na Agrykola 8 spotkamy się dopiero za 14 dni. Wtedy do Elbląga zawita Stal Rzeszów, a transmisję z tego wydarzenia, podobnie jak dziś, przeprowadzi stacja TVP3.



zksolimpia.pl

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB