Bartosz od 15 lat mieszka w Anglii. Rok temu dołączyła do niego Edyta. Dziś oboje są zdrowi, ale podejrzewają, że zarazili się koronawirusem. Mężczyzna opowiada, jak do tego doszło i wspomina reakcję brytyjskiej służby zdrowia.
Cała ta sytuacja z koronawirusem w naszej rodzinie zaczęła się od mojej teściowej, która była u nas w styczniu. Najprawdopodobniej zaraziła się na lotnisku w Birmingham, wracając do Polski — zaczyna Bartosz. — Kiedy była już w domu, dostała intensywnego kaszlu i duszności. Zgłosiła się z tym do lekarza, ale przez brak gorączki nie została skierowana na badania. Przez około dwa miesiące miała kaszel, który utrudniał jej oddychanie. Nie pomagał jej żaden antybiotyk. W lutym odwiedziła nas ponownie i wtedy zaraziła moją partnerkę. Edyta miała identyczne objawy przez ponad miesiąc. Była bardzo osłabiona, miała kaszel, wymioty, duszności. Nie miała jednak gorączki. Po mniej więcej dwóch tygodniach objawy pojawiły się też u mnie. Ciągle byłem zmęczony, miałem suchy kaszel, biegunkę i wysoką gorączkę. Trwało to około dwóch tygodni — wspomina Bartosz.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!