Piątek, 14 sierpnia 2020. Imieniny Alfreda, Maksymiliana, Selmy

Zrozumiałam, że muszę pokochać siebie [ROZMOWA]

2020-07-25 15:00:00 (ost. akt: 2020-07-24 14:59:20)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Program Top Model jest zakazany w moim domu — mówi Sonia Wesołowska, którą oglądaliśmy w pierwszej edycji tego show. Udział w nim był jednak ważnym doświadczeniem otwierającym drzwi do jej dalszej kariery. Co słychać u pochodzącej z Elbląga modelki?

— W tym roku mija równo dziesięć lat, odkąd wzięłaś udział w pierwszej edycji programu Top Model...
— Castingi odbywały się pod koniec czerwca. Pamiętam ten dzień… Mama znalazła informację o castingu i to za jej namową pojechałam do Sopotu. Były już wakacje, zaraz po liceum, miałam wszystkiego dosyć i zapierałam się rękoma i nogami, żeby nie jechać, bo chciałam spać. Byłam więc obrażona na cały świat, ale mama dowiozła mnie do celu. Na castingu zrozumiałam, że nic nie wygląda tak, jak widzimy to w telewizji. Podczas pracy na planie było mnóstwo dubli i momentów, w których na zawołanie musieliśmy się śmiać i cieszyć do kamery. Po tym, jak dostałam się do programu i trafiłam do domu modelek, widziałam jednak, że cała ekipa musiała mocno się starać, by wszystko dobrze wyszło. To była pierwsza edycja tego typu programu w Polsce i wszyscy poruszali się trochę po omacku. Nawet producenci i reżyserzy biegali z kartkami, by wszystko było tak, jak w edycji amerykańskiej. Mimo wszystko i tak było dużo potknięć i jestem pewna, że teraz Top Model jest kręcony zupełnie inaczej. Kiedy ja byłam w programie, jeden odcinek kręciliśmy trzy dni. To były trzy dni po niemal dwadzieścia godzin pracy — byłyśmy wykończone. Udało się wytrzymać do drugich eliminacji, ale to wystarczyło, żebym dostrzegła, że Top Model tak naprawdę niewiele ma wspólnego z prawdziwym modelingiem, a show-biznes to jeszcze coś zupełnie innego. Wtedy tego nie czułam, a tego, czym jest modeling i prawdziwa praca w tym w tym zawodzie, nauczyłam się dopiero po kilku latach. Myślę, że gdybym trafiła do Top Model dwa-trzy lata temu, będąc bardziej odporna psychicznie, wyszłabym z tego programu bardziej obronną ręką. Wtedy byłam załamana. Nie oglądałam odcinków ze swoim udziałem ani żadnych innych. Top Model to zakazany program w moim domu.

http://m.wm.pl/2020/07/orig/sonia3-635701.jpg
https://www.instagram.com/remi_dabrowski/?hl=pl

— Jak widziałaś swoją przyszłość przed udziałem w programie? Myślałaś o zostaniu modelką?
— Pierwszy raz przeszło mi to przez myśl, gdy byłam w gimnazjum, ale dosyć szybko te myśli się rozmyły. Przyszedł czas liceum, potem poznałam swojego pierwszego chłopaka — moją pierwszą, wielką miłość i nie widziałam świata poza nim. Poza tym moja kuzynka była swego czasu bardzo wziętą modelką, wyjeżdżała nawet na kontrakty do Francji. Pamiętam jej opowieści, o tym, że każdego dnia wstaje, je tosta, którego zapija kawą, biega, a potem cały dzień ma castingi, ewentualnie jakieś pokazy i sesje. Nie widziałam w takim życiu nic fajnego, wiedziałam, że to harówa.

— Okazuje się, że odnalazłaś się w tym świecie.
— Tak, ale po Top Model byłam tak załamana, że przytyłam 15 kilogramów, a to przy moim wzroście sprawiło, że wyglądałam na dość dużą. Na szczęście, kiedy zaraz po maturze przeprowadziłam się do Warszawy, zainteresowała się mną agencja modelek plus size. To wtedy tak naprawdę poznałam zupełnie inne oblicze modelingu. Zobaczyłam, że praca na planie może być miła, nie musi być stresująca, a wokół są ludzie, którzy dbają o mój komfort. To wtedy też odbyłam wszystkie szkolenia dotyczące pracy ze światłem, pozowania i chodzenia. Zrozumiałam, że by być dobrą modelką, muszę poznać swoje ciało — wiedzieć, który profil jest lepszy i jak się ustawiać — to były godziny stania przed lustrem. Ta agencja odbudowała moją wiarę, wszystkie stresy szybko odeszły, schudłam i właściwie nie było już tam dla mnie pracy. Wówczas zaczęła się ta właściwa droga i kiedy byłam już obeznana z pracą na planie, wiedziałam, co jest dozwolone, a co absolutnie niedopuszczalne — pomyślałam, że to może być zawód na dłużej.

— W 2014 mogliśmy oglądać cię w programie Kuby Wojewódzkiego. Jak wspominasz rolę wodzianki?
— Miałam wtedy zaledwie 22 lata, ale szłam tam w konkretnym celu. Wiem, jaka była moja rola, że wodzianka była po prostu miłym przerywnikiem w programie, ale bardzo dużo wyniosłam z pracy na planie. Mogłam obserwować Kubę i jego warsztat dziennikarski, poszłam tam właśnie po tę wiedzę. Swoją funkcję potraktowałam na chłodno. Stwierdziłam, że to po prostu rola, którą trzeba odegrać, a po programie byłam normalną dziewczyną, która nie wychodziła w gorsecie wynieść śmieci. To sprawiło, że ani nie poczułam się zaszufladkowana, ani nie płakałam po nocach, czytając negatywne komentarze na swój temat. Swoją drogą bawią mnie one, śmieszy mnie, że ludzie, którzy je piszą, wierzą, że mogą mnie zaboleć ich słowa. Jedyne moje refleksje na temat udziału w programach to takie, że zarówno uczestnictwo w Top Model, jak i pojawienie się u Kuby Wojewódzkiego, mogłabym dziś dużo lepiej wykorzystać. Wtedy nie było jednak takich możliwości, jakie dziś dają social media.

http://m.wm.pl/2020/07/orig/sonia2-635700.jpg
https://www.instagram.com/remi_dabrowski/?hl=pl

— Kolejny krok w twojej karierze, o którym nie można zapominać, to pamiętna okładka w magazynie Playboy. Jak było na planie zdjęciowym?
— Szczerze? Zimno! A moja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałam się o sesji? O nie, będę musiała się rozebrać! Wtedy już było w miarę dobrze z moją samoakceptacją, ale nadal nie do końca miałam wspólny język z własnym ciałem. Poza tym wcześniej, robiąc zdjęcia w bieliźnie, by młode modelki czuły się bardziej komfortowo, cała ekipa była kobieca. Gdy dowiedziałam się, że jedynymi kobietami na sesji w Playboyu są wizażystka i stylistka, której roli notabene do dziś nie rozumiem, był stres. Dla młodej dziewczyny, której rozbieranie kojarzy się tylko z momentami bliskości z jedną osobą, a nagle musi zrzucić ciuchy przed kilkoma obcymi mężczyznami, było to trudne. Bałam się też reakcji rodziców i dziadków. Zdjęcia nie były jednak bardzo odważne, zależało mi na tym, by były to fotografie ze smakiem. Chyba się udało, bo „mojego Playboya” mają w szufladzie i dziadkowie, i rodzice.

— A jaka jest teraz relacja między tobą a twoim ciałem? Dogadujecie się?
— Pokonałam długą drogę, by zrozumieć, że muszę pokochać siebie, by móc pracować, ale też, by móc naprawdę pokochać drugą osobę. Z czasem zauważyłam, że jeżeli wkładasz dużo wysiłku w pracę nad ciałem, to ono się odwdzięcza. Widzę teraz, że jestem szczęśliwsza po treningu i pomału osiągam harmonię. Pracuję w takim świecie, w którym niestety ocenia się mnie na podstawie wyglądu. Wymusza to myślenie o swoim ciele i naturalne jest też porównywanie się z innymi. Kiedy jestem na pokazie i widzę wokół siebie naprawdę piękne dziewczyny, to siłą rzeczy się z nimi porównuję. Uświadamiam sobie jednak, że wszystkie jesteśmy tam po to, by zrobić dobre show, którego ja też jestem częścią, a skoro mnie wybrali, to przecież muszę coś w sobie mieć. Nadal miewam ukłucia zwątpienia, ale zaraz przychodzi makijaż, przymiarki, praca i tak naprawdę w ciągu tych ośmiu godzin nie mam czasu o tym myśleć, a potem już zwyczajnie nie mam na to siły. Wiem po prostu, że warto doskonalić się każdego dnia. Nie popadam jednak w skrajności, kiedy mam ochotę na pączka, to go kupuję i na przykład, tak jak dziś, zjadam go z rodzicami na spółkę. Nie dajmy się zwariować, fajnie jest dbać o ciało, ale w drugą stronę też nie należy przesadzać.

http://m.wm.pl/2020/07/orig/32486456-1996957753671821-3444567392049430528-n-638170.jpg
https://www.instagram.com/remi_dabrowski/?hl=pl

— Jesteś w branży już dziesięć lat. Czy kanony piękna jakoś się przez ten czas zmieniły? Czy dziewczyny mogą pozwolić sobie na bardziej krągłe sylwetki?
— Oczywiście, że mogą, przyszła przecież rewolucja w postaci Kim Kardashian. Pisałam nawet pracę magisterską na ten temat, nosiła tytuł „Studium przypadku celebryctwa — Klan Kardashian-Jenner”. Rynek plus size zaczynał się kiedyś w modzie od rozmiaru 38, teraz to raczej 44 i wyżej. Zmiany są naprawdę dostrzegalne, wystarczy spojrzeć na wybiegi. Do kampanii angażowane są teraz przeróżne modelki — z zespołem Downa, z bielactwem, czy o większych gabarytach — wszelkie tzw. defekty ludzkiego ciała przestały być piętnowane, a stały się czymś gloryfikowanym. To jest bardzo dobre, bo przecież nie tylko zdrowi ludzie chcą się ubierać. Świat mody bardzo poszedł do przodu.

— Mieszkasz w Warszawie, często znajdujesz czas, by odwiedzić swoje rodzinne miasto?
— Jestem w Elblągu regularnie, właściwie co miesiąc. To tu spotykam się z najbliższymi i odpoczywam od świata. Warszawa non stop tętni życiem, jest tam wiele możliwości, ale ciągle trzeba się spieszyć, a jednocześnie dbać o to, by mieć czas dla drugiej osoby. Chociaż Warszawa to też już takie moje miasto, ale to właśnie Elbląg daje mi spokój i relaks.

— Gdzie widzisz swoją przyszłość, czego ci życzyć?
— Cały czas dokształcam się w kierunku bycia prezenterką telewizyjną i to w tym medium widzę siebie. Stale biorę też udział w sesjach zdjęciowych. Wiem, że mój moment jeszcze nie nadszedł, ale wierzę, że nadejdzie. A czego mi życzyć? Pracy, jeszcze więcej pracy!

Kamila Kornacka


Czytaj e-wydanie
Dziennik Elbląski zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ludzie, ale kogo to wali ?! #2952854 | 188.146.*.* 26 lip 2020 13:06

    jakaś wodzianka.......

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz