Pracujemy na granicy życia i śmierci [ROZMOWA]

2020-08-07 18:00:00(ost. akt: 2020-08-07 10:25:40)

Autor zdjęcia: pixabay

Dziś obchodzimy dzień opiekunów osób starszych. Choć każdy o nich słyszał, nie wszyscy wiedzą, na czym tak naprawdę polega ich praca. Dzięki naszym rozmówcom poznajemy codzienność opiekunów osób starszych.

Lucjan spod Elbląga cztery lata temu postanowił zmienić swoje życie. Skończył kierunek opiekuna medycznego i wyjechał do pracy za granicą.


Obrazek w tresci

— Jakie cechy przydają się w tym zawodzie?
— Na pewno cierpliwość i duże pokłady empatii. W tej pracy, jak w każdej, spotyka się osób z powołaniem i bez. Pracuję w Niemczech i nie do końca umiem posługiwać się językiem moich gospodarzy, ale nie przeszkadza mi to w rozmawianiu z moimi podopiecznymi, bo uważam, że komunikacja w relacjach międzyludzkich jest niezbędna. Zdarzało mi się spotykać opiekunów, którzy nazbyt rzeczowo podchodzili do swoich obowiązków, zapominając chyba czasami, że mają do czynienia z drugim człowiekiem. To prawda, opiekujemy się osobami słabymi i bezbronnymi. Na ścianach wiszą jednak ich zdjęcia, na których są młodzi, uśmiechnięci i pełni życia. W swojej pracy poznaję naprawdę ciekawych ludzi, ale, żeby nawiązać z nimi kontakt, trzeba włożyć serce w to, co się robi.
Kontakt z podopiecznymi jest bardzo ważny, wyjeżdżając, zajmuję się nimi tak, jak zająłbym się własną matką lub ojcem. Inaczej nie potrafię, oczywiście jest między nami jakiś dystans, ale staram się wejść w ich życie, jak członek rodziny.
Dobrego opiekuna musi cechować łatwość, z jaką potrafi dostosować się do sytuacji. Czasem nawet takich, które nie do końca są dla niego samego komfortowe.

— Czyli jakie?
— Aktualnie mieszkam z małżeństwem, w którym mężczyzna jest moim podopiecznym, a jego żona to prawie 80-letnia kobieta, która jest sprawna fizycznie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to jej dom i muszę przystosować się do jej rytmu i zasad. Chociaż to ja jestem opiekunem, to ona ma czasami potrzebę zaopiekowania się mną. Gotuje i podaje do stołu, towarzyszy nam też podczas wspólnych spacerów. Mam wrażenie, że po prostu chce mieć namiastkę rodziny i chociaż nie do końca odpowiada mi taki stan rzeczy, staram się i jej pomóc w spełnianiu tych potrzeb. Gorzej, gdy nieświadomie działa na niekorzyść swojego męża, upierając się na przykład przy tym, że powinien wychodzić na zewnątrz nawet podczas upałów, kiedy ja, jako opiekun medyczny, wiem, że taka pogoda nie jest dla niego dobra.

— Zajmowanie się osobami w podeszłym wieku wiąże się z przykrymi sytuacjami. Czego uczą takie chwile?
— Jestem tak naprawdę towarzyszem w cierpieniu i niedoli. W tym trudnym czasie, kiedy człowiek jest na granicy między życiem a śmiercią. Udało mi się już zauważyć, że rodzina chorych często nie rozumie, że ich bliski może odejść w każdej chwili i potrzebuje znacznie więcej bliskości niż zwykle.
Kiedy jedna z moich poprzednich podopiecznych była już umierająca, położyłem na jej dłoni rękę jej wnuczki. Tak, by babcia czuła bliskość drugiej osoby. W takich trudnych momentach rodzinom zdarza się zapominać o tym, że to właśnie ta bliskość jest w tych chwilach najbardziej potrzebna, a wystarczy usiąść bliżej i potrzymać za rękę. I co najważniejsze — nie bać się.
Ta praca uczy szacunku do życia. Czasem, kiedy jesteśmy młodzi, zapominamy, że też będziemy kiedyś w takim stanie, w jakim są osoby, którymi się zajmuję. Ja jestem już z tą myślą oswojony. Naturalne jest, że ludzie się rodzą i umierają, dlatego warto wykorzystać czas, który jest nam dany.

--------

Ewa Karolak już od 2013 roku prowadzi w Elblągu centrum usług opiekuńczych.


Obrazek w tresci

— Kto może zajmować się seniorami?
— Rekrutując pracowników, zwracam uwagę nie tylko na stronę merytoryczną, ale także na ich cechy charakteru. Nasze opiekunki to panie, o wysokiej kulturze osobistej, które po prostu lubią innych ludzi, a tego nie da się nauczyć, czy wyszkolić. To cecha wrodzona, tak, jak empatia, uważność i szacunek do drugiego człowieka.
To trudna praca, która wymaga również siły fizycznej. Często trzeba kogoś podnieść, przełożyć na łóżku, pomóc w codziennej toalecie osobie leżącej i niewspółpracującej, bo jest na przykład sparaliżowana. Mam takie poczucie, że moje pracownice to heroski o anielskich sercach, kobiety silne i mądre, które nie tylko zrobią to, co do nich należy, ale także obdarzą dużą ilością ciepła i życzliwości.

— Na czym polega opieka nad osobami starszymi?
— Często pomocy potrzebują nie tylko osoby starsze. Również ludzie młodsi dotknięci przez poważne choroby stają się zależni od pomocy innych. Są osoby, które na skutek choroby zostały przykute do wózka inwalidzkiego, a dużą radością było dla nich zwyczajne zrobienie zakupów, których teraz samodzielnie nie mogą zrobić. Podobnie z odwiedzinami bliskich na cmentarzu. Opiekunki w tych codziennych działaniach pomagają. Ktoś inny nie może czytać, bo ma słaby, więc to opiekunka czyta książki, wyjdzie z podopiecznym na spacer, do kawiarni, czy też do teatru lub kina. Mamy na przykład wśród podopiecznych pana, dla którego gra w karty jest prawdziwym szczęściem i kompana do gry znalazł w swojej opiekunce.
Opiekunki pracują także na oddziałach szpitalnych, gdy rodzina chorego rodzina mieszka poza miastem i nie może codziennie go odwiedzać. W takich sytuacjach opiekunka sprawdza się jak ktoś bliski, kto nie tylko odwiedzi, przyniesie coś smacznego, ale też pościeli łóżko, nakarmi, pomoże wziąć prysznic. Czasem jest tak, że rodzina, która na co dzień zajmuje się chorym, wyjeżdża na wakacje i na czas nieobecności bliskich przychodzi opiekunka. Wiele jest sytuacji, które dla nas, osób samodzielnych wydają się oczywiste, a okazuje się, że dla chorych te same czynności są niewykonalne bez pomocy drugiej osoby.

— Dłużej żyjemy, ale też wiąże się to z różnymi chorobami?
— Udary, zawały, czy wylewy często spadają jak tak zwany grom z jasnego nieba. Rodziny nie są przygotowane pod żadnym względem na to, co spotyka ich bliskich. Pobyt w szpitalu ogranicza się najczęściej do 9 dni po wydarzeniu i należy zabrać chorego do domu. Nikt nie jest przygotowany na rewolucję rodzinną związaną z zapewnieniem opieki i rehabilitacji. Często słyszę, że jesteśmy ostatnią deską ratunku.
Opiekujemy się też osobami z chorobami onkologicznymi, ale największą grupą naszych podopiecznych są seniorzy, którzy potrzebują pomocy w codziennych czynnościach, bo w wieku np. 97 lat, a tyle ma nasz najstarszy podopieczny, wiele spraw jest zbyt męczących.
Sporo młodszych osób wyjechało z Elbląga, pozostali tu ich dziadkowie, rodzice, często więc dzwonią z Polski, czy z zagranicy i proszą o zorganizowanie pomocy dla swoich bliskich. To dowód zaufania, którego nie możemy zawieść.

— Czy opiekunowie stają się czasem przyjaciółmi swoich podopiecznych?
— Spotykają się dwie osoby, jedna potrzebuje drugiej i na odwrót, łączy je codzienność i często pomoc w intymnych czynnościach. Takie sytuacje nierzadko sprawiają, że nawiązuje się więź, która z czasem przechodzi nawet w przyjaźń. Starsze osoby bardzo lubią opowiadać o swoim życiu, doświadczeniach, dawnych czasach i ludziach, których już nie ma. My lubimy słuchać i wszystko się zazębia.
Nie można tego powiedzieć o relacji opiekunki z podopiecznym będącym na etapie głębokiej demencji. W tym przypadku poziom reakcji jest całkiem inny, ale widzimy swego rodzaju przywiązanie ze strony podopiecznego. Czasem wydaje się, że rozpoznaje swoją opiekunkę, uśmiechnie się. To są krzepiące chwile.

— Jakie są najtrudniejsze momenty w pracy opiekuna osoby starszej?
— Na pewno są to chwile pożegnań ostatecznych. Widzimy, gdy ten czas się zbliża, organizm daje znaki.
Gdy opiekunka długo zajmuje się osobą, to nawiązuje się bliska więź. Te pożegnania są więc bardzo bolesne. Uczestniczymy w pogrzebach, wspominamy naszych podopiecznych, którzy odeszli, czasem na rękach swoich opiekunek. To są najtrudniejsze przeżycia.


Kamila Kornacka
k.kornacka@dziennikelblaski.pl


Czytaj e-wydanie
Dziennik Elbląski zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Zofia 87 lat #2957427 | 31.0.*.* 8 sie 2020 07:13

    Szkoda że autorka tekstu pominęła "wielki wkład" jaki pozostawili założyciele domów pomocowych Helper.Państwo Kaczmarek oddali całe swoje życie by pomagać osobom z ch.Alzcheimera,starszym i schorowanym.Najsłynniejsi wolnotariusze ostatniej Dekady.Czekam na rozmowę z olsztyńskimi bohaterami.Miłego wypoczynku sobotnio-niedzielnego.

    odpowiedz na ten komentarz

  2. Mary queen #2957424 | 77.255.*.* 8 sie 2020 06:51

    Opiekunka to jest bardzo odpowiedzialny zawód i też trudny. Nigdy nie korzystałam z takiej pomocy, ale wyobrażam sobie jak ciężko musi być przebywać codziennie z chorymi. Szacunek dla tych osób, którzy tak ciężko pracują i nie gorzknieją, ale ciągle mają empatię i życzliwość.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz

  3. Beata #2957337 | 77.255.*.* 7 sie 2020 19:36

    Korzystałam z Pomocnej Dłoni i bardzo miło zobaczyć na Waszej stronie Panią Ewę, Wszystko co powiedziała jest prawdą, opiekunki Pomocnej Dłoni i organizacja opieki są na najlepszym poziomie. Dwa lata zajmowałam się chora mama i byłam wykończona, nie miałam swojego życia.Dopiero współpraca z Mocną Dłonią dała mi wytchnienie. Polecam, a wszystkim opiekunkom i Pani Ewie składam serdeczne życzenia.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz