Reklama

Był workiem treningowym i tarczą strzelniczą

18/02/2021 10:00

Do schroniska „Psi Raj” w Pasłęku trafił Wania — pies z Ukrainy, który mimo młodego wieku, ma zaledwie 3-4 lata, w swoim życiu przeszedł bardzo wiele. Strzelano do niego i był wielokrotnie bity. To, że Wania żyje, to prawdziwy cud. Teraz od nowa musi zaufać ludziom.

Wania, to nie pierwszy pies, który został przygarnięty przez pasłęckie schronisko. — Już od dawna, co jakiś czas biorę od Mariny, kierowniczki dużego schroniska na Ukrainie, kalekie psy — zaczyna swoją opowieść Barbara Zarudzka, kierowniczka „Psiego Raju”. — Tam zwierzęta nie mają praw. Czworonoga można zabić, zatruć i nikt nie ponosi za to konsekwencji. Dodatkowo państwo nie pomaga w prowadzeniu schronisk. Marina swoje schronisko prowadzi jedynie z datków.

Pierwsze zwierzęta z Ukrainy przyjechały do Pasłęka około 10 lat temu. — Wtedy zobaczyłam na facebooku zdjęcia z tego schroniska z prośbą o pomoc — wspomina Zarudzka. — Napisałam wtedy, że wezmę dwa kalekie pieski. Nie wiedziałam wówczas, że tam jest tak dużo psów bez tylnych łap. Tam jest inaczej niż u nas. Oni nie usypiają czworonogów, a zamiast leczyć czy rehabilitować, to po prostu ucinają łapki. Wtedy wzięłam dwie suczki, były w strasznym stanie. Na nich jednak nie poprzestałam. Zresztą przez cały ten czas nigdy nie wzięłam od nich psa zdrowego. Mamy od nich na przykład Marco, wypatrzyłam go na filmiku, biegał po ulicy za matką, miał może z pięć miesięcy i powykrzywiane łapki. Okazało się, że łapki nie były wykształcone. Lekarz stwierdził, że matka, jak była w ciąży, głodowała i dlatego nóżki się nie wykształciły.

Jak Wania trafił do Polski? — Parę tygodni temu Marina skontaktowała się ze mną z pytaniem, czy nie przygarnęłabym jakiegoś pieska, bo mają bardzo trudne warunki — opowiada Barbara Zarudzka. — Zgodziłam się, powiedziałam, żeby dała mi największą kalekę, jaką miała. I tak poznałam Wanię — psa, którego ktoś maltretował, strzelał do niego, a na koniec jeszcze go skopał. Nie wiem, kto się nad nim znęcał, ale wiem, że to była bestia, której nie udało się go zabić.

W tej chwili Wania przebywa w domu kierowniczki schroniska. Pies jest bardzo zrezygnowany, nie ma w nim życia, musiał tak wiele przejść, że boi się nawet spojrzeć na człowieka. — Muszę powiedzieć, że takiej biedy, takiego psa ze złamaną psychiką, to ja jeszcze w życiu nie widziałam — opowiada pani Barbara. — To nie to, że on się boi. On jest tak zrezygnowany, że on nawet nie chce patrzeć na człowieka. Marina mi powiedziała, że on jest głuchy, ale to nie prawda. On jest tak zrezygnowany, że nie podnosi głowy ani na wołania, ani na cmokanie.

Co przeżył ten pies, trudno sobie nawet wyobrazić. Obrażenia całego ciała wskazują na to, że jego oprawca nie miał żadnych skrupułów. Jak wylicza Barbara Zarudzka, Wania miał zmiażdżoną łapę, z przemieszczoną kością w udzie. Ukraiński lekarz ją złożył i drutował, ale to się rozpadło, bo choć metoda jest dość dobra, to niezbyt trwała. — Pojechałam z nim do Elbląga do przychodni. Po badaniach okazało się, że miał też małe rany szyte, po wydłubywanych nabojach oraz większą ranę na brzuchu. Okazało się, że prawdopodobnie tak go skopano po brzuchu, że pękła przepona, wątroba przemieściła się w okolice płuc i on nie mógł oddychać. Wania ma także przekrzywioną głowę. Prawdopodobnie pies był też bity w głowę. To cud, że on żyje.

W tej chwili, poza obrażeniami fizycznymi, jest bardzo duży problem z psychiką psa. — On przeprasza, że żyje — zauważa kierowniczka schroniska. — Pierwszego dnia bałam się, że wyskoczy mi przez płot. Chodził przy ogrodzeniu i oceniał, czy da radę. Niesprawna łapka uniemożliwiła mu jednak ucieczkę.

Wania już w Polsce przeszedł poważną operację łapy. Kość scalono mu płytką tytanową. Miał też zrobiony przeszczep szpiku kostnego, żeby ożywić tę kość. Później będzie robiony mu rezonans, żeby zobaczyć, dlaczego głowa jest przekrzywiona.

Jaka przyszłość czeka Wanię w naszym kraju? — Ja myślę, że on w końcu zaufa ludziom. Teraz mam go w domu, ale w końcu będę musiała dać go do schroniska, a to nie będzie dla niego dobre, bo tam psy ujadają i on znowu będzie w napięciu. Marzy mi się dla niego taki ciepły, pełen miłości dom. Mam nadzieję, że taki mu znajdziemy — kończy Zarudzka.

Losy Wani można śledzić na stronie schroniska Psi Raj.

Karolina Król

[iframe]https://www.facebook.com/plugins/page.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FDziennikElblaski%2F&tabs&width=340&height=130&small_header=false&adapt_container_width=true&hide_cover=false&show_facepile=true&appId" width="340" height="130" style="border:none;overflow:hidden" scrolling="no" frameborder="0" allowfullscreen="true" allow="autoplay; clipboard-write; encrypted-media; picture-in-picture; web-share"][/iframe]


[ewydanie=DZEL]
Dziennik Elbląski zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama