Poniedziałek, 12 kwietnia 2021. Imieniny Juliusza, Lubosława, Wiktoryny

Porody w pandemii

2021-02-27 18:00:00 (ost. akt: 2021-02-27 16:25:18)

Autor zdjęcia: unsplash

Kiedy żona zaczęła rodzić, udało jej się jeszcze wysłać kilka wiadomości. Czytałem, że boli, że brak skurczy, że jest ciężko i… nie mogłem nic z tym zrobić, choćby złapać ją za rękę — relacjonuje Paweł, który został ojcem w kwietniu 2020 roku.

Rodzące w czasie pandemii często nie mają możliwości wyboru, czy chcą być w tym czasie same, czy wolą mieć przy sobie kogoś bliskiego. Oddziały położniczo-porodowe są zamknięte i nikt, poza przyszłą mamą nie ma na nie wstępu. Po porodzie, gdy kobieta potrzebuje czegoś z zewnątrz, najbliżsi mogą przekazać rzeczy przez położną. Kontakt jest zabroniony aż do wyjścia mamy i dziecka ze szpitala.

Paweł jest jednym z wielu rodziców, którzy swoje pociechy przywitali w tych nietypowych okolicznościach. I, choć porody rodzinne są w Polsce normą dopiero od niedawna, bo od połowy lat 90., to nasi rozmówcy żałują, że nie mogli dzielić tych trudnych, ale wzruszających chwil w komplecie.

Co ciekawe, zdarzają się też pozytywne głosy na temat samotnego pobytu rodzących w szpitalu.

— Mam porównanie, bo w 2019, kiedy wszystko było jeszcze normalne, rodziłam pierwsze dziecko. Tym razem, mimo że nie było obok mnie nikogo bliskiego, widzę wiele plusów tej sytuacji — mówi Paulina, której kolejny poród przypadł na styczeń 2021.

I wylicza: — Na oddziale panuje większy spokój — nie ma odwiedzin, drzwi nie otwierają się co chwilę, a co za tym idzie, rodzące mają więcej czasu na odpoczynek i szybciej dochodzą do siebie, bo wiedzą, że muszą migiem stanąć na nogi.

Takich głosów jest jednak niewiele, większa część naszych rozmówców negatywnie wspomina brak bezpośredniego kontaktu ze swoją drugą połówką.
— Mój partner nie mógł być ze mną podczas porodu, a jedynie towarzyszyć mi na izbie przyjęć, kiedy czekaliśmy przed gabinetem — wspomina Agnieszka. — Przyjście na świat naszego dziecka było dla nas bardzo wyczekiwaną chwilą… Wydaje mi się, że wsparcie partnera podczas porodu jest niezwykle ważne i jestem pewna, że byłoby mi o wiele raźniej, widząc go stojącego obok mnie — przyznaje nasza rozmówczyni.

Paweł, który powitał swojego pierwszego syna w kwietniu minionego roku, mówi, że poród był dla niego wielką niewiadomą, mimo że, według początkowych planów, miał w nim uczestniczyć.

— Cały czas nie wiedziałem, co się dzieje i czy wszystko przebiega prawidłowo. Moja żona zaczęła rodzić o szóstej rano. Udało jej się nawet wysłać do mnie kilka wiadomości. Czytałem, że boli, że brak skurczy, że jest jej ciężko i… Nie mogłem nic z tym zrobić. Siedziałem sam w domu i czekałem — przypomina sobie elblążanin.

Co było w tym wszystkim najtrudniejsze?

— Po kilku godzinach przestała pisać — to było najgorsze — odpowiada Paweł. — Później dowiedziałem się, że żona po prostu nie miała już sił. O 19 zacząłem wydzwaniać do szpitala, dzięki czemu udało mi się chwilkę z nią porozmawiać. Miała bardzo zachrypnięty głos, mówiła, że już nie daje rady, miał przyjść lekarz i zdecydować, co będzie dalej — relacjonuje mężczyzna.

Okazało się, że nie obędzie się bez cesarskiego cięcia.

— A wtedy telefon — około 20:30 żona zadzwoniła do mnie i poinformowała, że zostałem tatą — opowiada Paweł z uśmiechem na twarzy. — Co ciekawe, później nie pamiętała nawet tej rozmowy. A ja? Byłem bardzo szczęśliwy, ale niewiele wiedziałem, a ta niewiedza była bardzo trudna do zniesienia. Dopiero rano dostałem zdjęcie syna — cudowna chwila. Z żoną porozmawiałem jednak dopiero wieczorem, dopiero wtedy poczuła się na tyle dobrze, by zadzwonić. Poprosiła o kilka rzeczy, kupiłem je i pojechałem do szpitala. Pani z oddziału wzięła torbę i na tym moja wizyta się skończyła. Dopiero po trzech dniach, odbierając ich ze szpitala, po raz pierwszy zobaczyłem syna na żywo — przekazuje świeżo upieczony tata.

Kontakt telefoniczny był dla wielu par zbawienny, ale nie był w stanie zastąpić obecności bliskiej osoby.

— Rozmowy przez kamerkę nijak się mają do tego, jak powinien wyglądać pierwszy kontakt dziecka z rodzicami — zauważa Natalia, której również przyszło rodzić bez męża trzymającego ją za rękę. — Po porodzie przychodzą kolejne trudne dni, a przynajmniej dla mnie takie były, bo matką zostałam po raz pierwszy. Nie mogłam liczyć na pomoc położnej przy karmieniu piersią. Przyszła do mnie raz, po kilku prośbach i na szybko pokazała mi, jak przystawić małego do piersi. Synek denerwował się, ja nie wiedziałam, co robić i po prostu płakałam razem z nim… Rozumiem, że pacjentek jest sporo, czułam więc, że muszę jakoś radzić sobie sama i wiem, że gdyby ktoś mógłby mnie jednak odwiedzić, byłoby mi dużo łatwiej — przyznaje kobieta.

I dodaje: — Jedyne, czego jestem w stu procentach pewna, to to, że nie chcę przeżywać kolejnego porodu w pandemii — w maseczce, utrudniającej oddychanie i bez wsparcia rodziny w tych pierwszych najważniejszych dniach.

Podobne spostrzeżenia ma Milena.
— Jestem pewna, że byłoby mi dużo łatwiej, gdyby mąż mógł być obecny zarówno przy porodzie, jak i w pierwszych dniach po narodzinach. Nasza córeczka, w odróżnieniu od większości noworodków, które odsypiają poród przez kilka godzin, nie chciała spać. Nie dawała się odłożyć przez cały pierwszy i drugi dzień pobytu w szpitalu — wspomina nasza rozmówczyni.

Milena urodziła nad ranem, poród był ciężki, więc kobieta była po nim bardzo osłabiona. — Nie spałam kolejny dzień i noc, nie miałam czasu, żeby cokolwiek zjeść, nie mówiąc już o tym, że personel zalecał pić jak najwięcej wody i często chodzić do toalety. Ale jak miałam zostawić rozkrzyczane dziecko? Do tego 30-stopniowy upał i rwące szwy. Po dwóch dniach byłam wykończona, a sam poród był tylko mglistym wspomnieniem — opowiada elblążanka.

Bezsilność — to uczucie towarzyszyło mężowi Mileny.
— Wiedziałem, że żona jest umęczona, a ja nawet nie mogłem przyjść jej wyręczyć, pomóc, wesprzeć… Nie mogłem przeżyć, że została tam zdana na siebie. Cieszę się, że to już za nami, chociaż inaczej wyobrażałem sobie te chwile. Dziś nie wspominamy już tego złego, ale cieszymy się, że jesteśmy razem zdrowi i szczęśliwi — przyznaje Patryk.


Jak czytamy w artykule naukowym „Alternatywa porodów rodzinnych w opiniach kobiet”, w Polsce pierwszy poród z udziałem ojca odbył się 10 czerwca 1983 roku w Łodzi w Klinice Perinatologii Akademii Medycznej. W Klinice Położnictwa i Ginekologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Tychach porody rodzinne zaczęły odbywać się od 1987 roku. Sześć lat później w Warszawie odbył się z kolei Międzynarodowy Kongres „Jakość narodzin – jakość życia”, na którym przedstawiono zalecenia dotyczące sposobu prowadzenia porodów rodzinnych. Mówiono wówczas, że obecność ojca dziecka przy porodzie jest jednym z najcenniejszych aspektów w sprawowaniu opieki nad rodzącą. Od tego czasu porody rodzinne powoli zaczęły stawać się normą.

Z badań przeprowadzonych przez Annę Jenczurę i jej współpracowniczki wynika, że najczęstszym powodem (45 proc.) decyzji o porodzie rodzinnym jest chęć wspólnego przeżywania narodzin dziecka. Co piąta z ankietowanych kobiet powiedziała z kolei, że chodziło o potrzebę bezpieczeństwa, nieco mniej badanych mówiło natomiast o tym, że zadecydowała miłość do partnera. Dwa proc. kobiet obawiało się nieprzychylności zespołu medycznego, a jedna pacjentka podjęła decyzję o wspólnym porodzie na skutek własnego lęku.


17 lutego 2021 Wojewódzki Szpital Zespolony w Elblągu poinformował, że dopuszcza już możliwość obecności osoby towarzyszącej przy porodzie. W przekazanej poprzez media społecznościowe wiadomości placówka wyjaśniła, że tamtejszy oddział położniczo-ginekologiczny spełnia kryteria wypracowane przez konsultantów krajowych w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz perinatologii, a także rygorów bezpieczeństwa wdrożonych przez sam szpital.
Osoba towarzysząca będzie musiała zastosować się do następujących zaleceń:
1) osoba towarzysząca może uczestniczyć od I okresu porodu i powinna opuścić oddział w ciągu 2 godzin po porodzie (dotyczy fizjologicznego porodu),
2) osoba towarzysząca jest zobowiązana do:
- wypełnienia ankiety epidemiologicznej,
- noszenia przez cały czas pobytu w szpitalu maseczki, rękawiczek i fartucha, który zapewnia szpital,
- posiadania i użycia środka dezynfekcyjnego dedykowanego do wnoszonego przez siebie sprzętu nagrywającego (telefon komórkowy, aparat, kamera itp.),
- w przypadku posiadania ujemnego testu antygenowego lub PCR w kierunku antygenu SARS-CoV-2 do przedstawienia go personelowi (test jest nieobowiązkowy i nie jest warunkiem dopuszczenia osoby towarzyszącej)
Osoby towarzyszące pozostające w kwarantannie lub w trakcie izolacji nie mogą uczestniczyć w porodzie i wchodzić na teren szpitala.
Ostateczną decyzję o możliwości odbycia porodu w towarzystwie bliskiej osoby podejmuje lekarz oddziału.

Kamila Kornacka, Karolina Król



Czytaj e-wydanie
Dziennik Elbląski zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB