Reklama

Całą dobę pomagają zwierzętom

09/04/2021 18:03

Na co dzień pomagają sobie nawzajem, jak mogą. Muszą, ponieważ, jak twierdzą, interwencji jest coraz więcej. Rozmawiamy z kobietami, które całymi dniami opiekują się porzuconymi i chorymi zwierzętami.

[h3]Są dla siebie wsparciem[/h3]
W Jelonkach jest Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt. Jego właścicielka, Anna Kamińska, od 10 lat pomaga najbardziej potrzebującym dzikim zwierzętom. W zeszłym roku przyjęto około 400 zwierząt, z czego połowę udało się przywrócić do naturalnego środowiska. W tej chwili w ośrodku przebywa około 200 zwierząt. — Codziennie mamy po kilka zgłoszeń, ludzie sami przywożą zwierzęta do nas, my jeździmy, dzwoni straż miejska, policja, straż pożarna. Trafiają do nas zwierzęta z całej Polski. Ostatnio na przykład przyjechały do nas małe lisy z Radomia i wiewiórka z Warszawy.

Anna Kamińska, mimo że leczy dzikie zwierzęta, nie odmawia także pomocy zwierzętom gospodarskim i domowym. Ma w swoim ośrodku między innymi koty po wypadkach. Pani Ania współpracuje ze schroniskiem w Pasłęku. Tak było na przykład kilka dni temu. Barbara Zarudzka, kierowniczka schroniska w Pasłęku dostała informację o pogryzionej przez psy sarnie. — Gdy przyjechałam na miejsce, okazało się, że sarna jest w bardzo złym stanie — opowiada pani Barbara. I dodaje: — Zadzwoniłam do Ani, która bez wahania postanowiła ją przyjąć do siebie. To już nie pierwszy raz, kiedy wspólnie pomagamy jakiemuś zwierzęciu.

[h3]One kochają zwierzęta[/h3]
Dla obu pań praca, która zajmuje im całe dnie, jest wynikiem zamiłowania do zwierząt. — To, czym się zajmuję, to pasja i chęć niesienia pomocy zwierzętom — opowiada pani Ania. — Mało jest miejsc, gdzie te dzikie, kalekie zwierzęta mogą żyć. Dla większości lisy i sarny, to szkodniki, które niszczą uprawy i mordują zwierzęta gospodarskie. Teraz na przykład mamy wielki hejt na wilki. A tak naprawdę większą szkodę robią bezpańsko puszczone psy, które biegają po polach, zabijają sarny, albo inne psy. — Zawsze powtarzam, że tą miłość do zwierząt wyssałam z mlekiem ojca — śmieje się z kolei pani Barbara. — Mój tata całe życie pracował jako kierowca taksówki. Nieraz było tak, że zawiózł kogoś na wieś i ta osoba, zamiast płacić pieniędzmi, dawała jajka albo żywą kurę czy kaczkę. Tych zwierząt nikt u nas nie zabijał, one chodziły po podwórku. Mój tata przygarniał bezdomne psy i ja to mam po nim. Teraz świat jest coraz gorszy i coraz więcej jest strasznych przypadków. Nie mogę tego pojąć.

[h3]Jaka jest sytuacja zwierząt w obu placówkach?[/h3]
Zwierzęta, które trafiają do ośrodka w Jelonkach, są pod opieką lekarzy z Elbląga, którzy są gotowi nieść pomoc o każdej porze dnia i nocy. — Część zwierząt na stałe już zostaje w ośrodku — opowiada pani Ania. — Są one trwale kalekie albo częściowo oswojone. Mamy na przykład sarnę, która niedawno trafiła do nas spod Warszawy, gdzie żyła u pani około dwa lata. Zaczęła atakować tą panią, było podejrzenie, że nie widzi i ona raczej zostanie z nami już na stałe.
— W schronisku mamy teraz 260 zwierząt — dodaje pani Barbara. — Mimo to nie zamykamy się na inne, chociaż jest coraz trudniej. Coraz droższe są lekarstwa i utrzymanie tych zwierząt, które mamy.

Zwierzęta w Jelonkach są dzikie. To jednak nie zraża Anny Kamińskiej. — Strach przed dzikim zwierzęciem zawsze jest. Zwierzę jednak widzi, że chcemy mu pomóc i tak naprawdę, przez ostatnie 10 lat prowadzenia ośrodka tylko raz zdarzyło mi się, że ugryzł mnie lis i to tak naprawdę było z mojej winy, bo niosłam go i się przewróciłam. Codziennie zwierzęta dostają zastrzyki, codziennie mam z nimi bezpośredni kontakt, muszę go przytrzymać czy do zabiegu, czy do kroplówki.

[h3]To praca 24 godziny na dobę[/h3]
To nie jest praca etatowa. Obie panie pracują bowiem całą dobę. — Co chwilę dzwoni telefon, teraz mam w domu wiele młodych, które trzeba nakarmić, również w nocy — opowiada pani Ania. — Ludzie do nas dzwonią cały czas — dodaje pani Basia. — Mamy też na przykład sprawę małych borsuków. Wspieramy się z Anią wzajemnie, bo inaczej byłoby o wiele trudniej. Ja w domu też mam kalekie zwierzęta, które po pracy trzeba nakarmić, przebrać pampersy, później jedziemy na interwencje, wracamy i znowu do schroniska na wieczorny dyżur.

Karolina Król

[iframe]https://www.facebook.com/plugins/page.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FDziennikElblaski%2F&tabs&width=340&height=130&small_header=false&adapt_container_width=true&hide_cover=false&show_facepile=true&appId" width="340" height="130" style="border:none;overflow:hidden" scrolling="no" frameborder="0" allowfullscreen="true" allow="autoplay; clipboard-write; encrypted-media; picture-in-picture; web-share"][/iframe]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama