Tajemnice osady Truso. Marek Jagodziński o wikingach spod Elbląga [ZDJĘCIA]

2023-07-22 16:45:07(ost. akt: 2023-07-22 06:50:16)
Marek Jagodziński — archeolog i absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, do Elbląga przeniósł się w 1980 roku, a w 1981 zobaczył bursztyn, od którego wszystko się zaczęło...

Marek Jagodziński — archeolog i absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, do Elbląga przeniósł się w 1980 roku, a w 1981 zobaczył bursztyn, od którego wszystko się zaczęło...

Autor zdjęcia: Ryszard Biel

To, co znaleźliśmy w Janowie, jest jednym z największych archeologicznych osiągnięć na skalę światową. Mamy tu do czynienia z prawdziwą historią — mówi Marek Jagodziński. Odkrywca podelbląskiej osady Truso opowiedział nam o szczegółach życia tamtejszych wikingów.
Janów to niewielka miejscowość w powiecie elbląskim, którą zamieszkuje zaledwie 300 mieszkańców. Mimo wszystko wieś jest niezwykle ciekawa — rozciąga się z niej widok na jezioro i rezerwat przyrody Drużno, a jedną z turystycznych atrakcji stanowi zespół pałacowo-parkowy z 1886 roku.

O Janowie zrobiło się jednak naprawdę głośno za sprawą niezwykłego odkrycia, którego dokonał Marek Jagodziński — archeolog i absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, który do Elbląga przeniósł się w 1980 roku.

Zaczęło się od bursztynu


Wiosną 1981 roku byłem akurat na przepustce z wojska i robiłem objazd rowerowy w okolicach Janowa. Właśnie wtedy ujrzałem mieniący się w słońcu bursztyn. Później okazało się, że ten bursztyn już od kilkunastu lat był tam zbierany przez mieszkańców Elbląga i okolic. Mówiło się nawet o podelbląskim zagłębiu bursztynu. Ludzie wiedzieli, że coś tam jest. Pod koniec lat sześćdziesiątych pola zaorano chyba po raz pierwszy od czasów XIX wieku i orka wyrzuciła co nieco na powierzchnię — zaczyna Marek Jagodziński.

Dziś od rozpoczęcia badań mija ponad czterdzieści lat.
— Pamiętam, jak wstępnie oceniłem, że powierzchnia, na której mogła znajdować się osada, to 5 hektarów. Dziś wiadomo już, że zajmowała ich ponad 20. Nie odkryliśmy konkretnych pozostałości zabudowy — te uległy kompletnemu zniszczeniu. Zostały tylko ślady, które pozwoliły nam jednak zrekonstruować zarys osady i odtworzyć życie codzienne jej mieszkańców — relacjonuje archeolog.

Fot. Ryszard Biel


Handel, rzemiosło i… niewolnicy


W okresie wikińskim — który w Polsce jest w tej chwili dopiero rozpoznawany — jednym z głównych portów w basenie Morza Bałtyckiego było właśnie Truso, największym za to ten położony u nasady Półwyspu Jutlandzkiego — Hedeby.

— Wraz z innymi portami tworzyły nadbałtycką strefę gospodarczą. Emporia te powstawały z inicjatywy Skandynawów. W założeniu Truso największy udział mieli prawdopodobnie Duńczycy — wyjaśnia Marek Jagodziński.

I dodaje: — Z moich badań wynika, że od strony lądu osada była otoczona półkolistym wałem drewniano-ziemnym. Od strony wody znajdowała się natomiast palisada obronna, która blokowała wroga przed wpłynięciem do portu.

Fot. Ryszard Biel


Życie osady skupiało się wokół handlu i rzemiosła. Wikingowie z Truso sprzedawali głównie bursztyn, futra i miecze, które sami wytwarzali. Ale to nie wszystko.

Znaleźliśmy kajdany do skuwania rąk — największe profity przynosił bowiem handel ludźmi — niektórzy popadali w niewolę za długi, inni w wyniku różnych niesnasek, kolejni na skutek specjalnie organizowanych zbrojnych wypraw — mówi badacz.

Odnalezione płozy kościane, które przyczepiano do butów i podkładano pod skrzynie pełne ciężkich towarów, świadczą o tym, że handel trwał nie tylko latem, ale i zimą, gdy akweny jeziora Druzno i Zalewu Wiślanego zamarzały.


Płatności dokonywano głównie przy pomocy wykonanych z brązu, odpowiednio oznakowanych i trudnych do podrobienia odważników kubooktaedrycznych i kulistych z płaszczyznami, których w Janowie odkryto ponad tysiąc. Monety arabskie, których znaleziono jeszcze więcej, trafiały za to do osad wikińskich jako surowiec o dużej zawartości srebra. Najpierw trzeba było je jednak zniszczyć — pokawałkować lub ponacinać — by pozbyć się ich obcego przesłania.

Między światem bogów i olbrzymów


Sporą część tego, co udało się znaleźć na terenie dawnej wikińskiej osady, można podziwiać dziś w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Elblągu. Nie brakuje tutaj przedmiotów codziennego użytku i tych wykorzystywanych do pracy. Bursztynowy krzyż i pozostałości naczyń liturgicznych wskazują na to, że w IX wieku w Truso były już odprawiane chrześcijańskie msze.

Najciekawsze są jednak te przedmioty, które nawiązują do wierzeń skandynawskich — zawieszki w kształcie młota Thora, ozdobne aplikacje prezentujące oblicze Odyna i Lokiego i wyjątkowe znalezisko — amulet, w którego wnętrzu ukryto srebrny pierścień.

Fot. Ryszard Biel


— Medalion ozdobiony jest trzema głowami, które symbolizują trzy światy — według wierzeń epoki wikingów były to: świat bogów, ludzi i olbrzymów. Edda poetycka — najstarszy zabytek piśmiennictwa islandzkiego — zawiera fragment, w którym Odyn, zapytany o rzekę, która oddziela kraj bogów od kraju olbrzymów, wymienia nazwę Ifing — mogło chodzić o Ilfing, czyli rzekę Elbląg — mówi Marek Jagodziński.

Truso — Legenda Bałtyku


Okres wikiński jest bardzo ważny, takie emporia jak Truso czy Hedeby były jak okna na świat. A o tym, jak wielki wpływ wikingowie wywarli na cały świat, świadczy chociażby to, że to właśnie oni odkryli Amerykę Północną — zauważa odkrywca osady.

I dodaje: — Nic nie trwa jednak wiecznie i wszystko przemija. Co doprowadziło do upadku wikingów? Powstanie pierwszych państw wczesnofeudalnych i wprowadzenie chrześcijaństwa. Hedeby zostało porzucone, Truso upadło, a jego miejsce przejął królewski Gdańsk, który miał już gotowe zaplecze całego państwa z administracją i kościołem.

Dla nas historia Truso jeszcze się jednak nie skończyła — jest jeszcze sporo do odkrycia. Wszystkie ślady wikingów z Janowa, które już udało się znaleźć, można zobaczyć w elbląskim muzeum, ale — uwaga — wystawa pozostawia dużą ochotę na więcej.