Poniedziałek, 6 lutego 2023. imieniny: Amandy, Bogdana, Doroty

Anna jest już kłębkiem nerwów

2020-05-09 19:00:00 (ost. akt: 2020-05-12 08:25:54)
zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Autor zdjęcia: pixabay

Zdalne nauczanie wydawało się trafionym pomysłem, mającym uchronić dzieci przed gromadzeniem się zaległości. Zdaniem naszych rozmówczyń to istny horror. I zarówno dla nich, jak i dla ich dzieci. Z jakimi problemami mierzą się dziś rodzice?

Jak twierdzi Anna, nauczyciele obarczają dzieci bardzo dużą ilością materiału. — Co mają powiedzieć rodzice trójki czy czwórki dzieci w wieku szkolnym? — pyta Anna. — Odrabianie lekcji nawet z pierwszoklasistą zajmuje mi ponad cztery godziny. Nauczyciele przeprowadzają zdalne zajęcia, ale i tak pod koniec każą opracować dzieciom cały temat i dodatkowo zlecają pracę domową, która jest zwykle bardzo złożona. Mam wrażenie, że nie liczą się z sytuacją rodziców, którzy mają też inne obowiązki lub młodsze dzieci, które również wymagają uwagi — zauważa kobieta.

I dodaje: — Przecież to nie my jesteśmy nauczycielami. Nie wiem, czyja to wina: nauczycieli czy Ministerstwa Edukacji, ale po pięciu tygodniach jestem kłębkiem nerwów. To przecież nie jest wina rodziców, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji, a to na nas przerzucono odpowiedzialność. — Anna nie ma co do tego wątpliwości. — Jestem mamą czwórki dzieci, troje z nich jest w wieku szkolnym. Ze wszystkim zostaję tak naprawdę sama, bo mąż od rana do wieczora pracuje. Od kilku tygodni pełnię funkcję nie tylko matki, ale i nauczyciela, pedagoga i psychologa. Jedno z moich dzieci ma stwierdzoną nadpobudliwość psychoruchową, ciężko jest mu się skupić przez 20 minut, a co dopiero mówić o tylu przedmiotach dziennie! Pojawia się płacz, stres i zniechęcenie — zarówno u dzieci, jak i u mnie.

Beata jest mamą dwóch dziewczynek: 13-latka jest uczennicą siódmej klasy, a 7-latka pierwszej. — Prawda jest taka, że rodzice mają teraz nawał pracy. Pracujemy na jednym sprzęcie, kiedy trwają lekcje online, muszę wybierać, która córka będzie w nich uczestniczyć. Wówczas ta druga dostaje uwagę w dzienniczku elektronicznym za brak zadania — opowiada Beata. — Poinformowałam nauczycieli, że nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, bo niektórych programów komputerowych zwyczajnie nie mamy. Mam wrażenie, że ich to nie obchodzi — dziecko ma mieć zrobione i koniec, jak nie ma, to wpisują „brak zadania” lub minusa — opowiada Beata.

— Są dni, kiedy siedzę z córkami przy lekcjach do wieczora. A gdzie czas na sprzątanie, ugotowanie obiadu, wyjście do sklepu? — pyta sfrustrowana matka. — Jestem zmęczona, nie jestem w stanie nauczyć dziecka tego, co nauczyciel. Ile razy bym nie tłumaczyła, dziecko nie rozumie, buntuje się i płacze, mówi, że ma dosyć. Rozumiem, że wszystko zostało odgórnie ustalone i nauczyciele w taki sposób muszą przeprowadzać lekcje, ale czy ktokolwiek brał zdanie rodziców pod uwagę? Czy ktokolwiek zapytał nas, czy damy sobie radę? Przecież nie chodzi tylko o odrabianie lekcji, trzeba też dziecku wszystko wytłumaczyć, a my nie jesteśmy wykształceni w tym kierunku. Myślę, że kiedy dzieci wrócą do szkoły, to i tak na nowo będą musiały przerabiać te wszystkie tematy, których rodzice nie są w stanie wytłumaczyć wystarczająco dokładnie — puentuje Beata.

Angelika jest pracującą matką dwójki dzieci, które wychowuje samotnie. — Sytuacja, w której się znalazłam, jest dla mnie bardzo trudna — zaczyna. — Nadmiar problemów związanych ze zdalną nauką jest naprawdę przytłaczający. Po pracy spędzam z dzieckiem przy lekcjach 5-6 godzin. Wydaje mi się, że program, który powinien zostać zrealizowany jeszcze wtedy, kiedy szkoły normalnie funkcjonowały, jest dopiero teraz nadrabiany — przypuszcza. — Nie mamy w domu drukarki, dzieci muszą więc ręcznie przepisywać zadania, co jest bardzo czasochłonne. Ogrom materiału, którym są obarczani i rodzice, i dzieci sprawia, że uczniowie szkół zniechęcają się do nauki. Zauważyłam, że dzieci stały się nerwowe, a kiedy proszę, by przygotowały się do lekcji, boją się i płaczą — przyznaje Angelika.

Nasze rozmówczynie zgodnie przyznają, że są już wyczerpane obecną sytuacją. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że do końca roku szkolnego pozostały niecałe dwa miesiące. Wszystkie mają nadzieję, że już we wrześniu zarówno one, jak i ich dzieci, wrócą do „normalnej” rzeczywistości.

Trzy matki, trzy poruszające historie, a w tle dramat i rodziców, i dzieci, którzy nie radzą sobie ze zdalnym nauczaniem. Z różnych powodów, np. braku sprzętu lub oprogramowania. Dlatego będziemy ten temat kontynuować. Opowiedzcie nam swoje historie, pisząc na adres k.kornacka@dziennikelblaski.pl

Kamila Kornacka


Czytaj e-wydanie
Dziennik Elbląski zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. nauczyciel #2918439 | 83.25.*.* 9 maj 2020 22:31

    Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. weźcie się w końcu odczepcie od nauczycieli, większość z nich robi dużo, żeby to zdalne nauczanie przynosiło efekt, chyba redakcji chodzi o ilość wejść na stronę.