Reklama

Agnieszka Podolecka: Afryka to fascynujący kontynent

19/02/2011 20:30

"Żar Sahelu" jest przede wszystkim książką o miłości, wolności, dojrzewaniu do dania sobie prawa do szczęścia — mówi o swojej nowej powieści Agnieszka Podolecka. Autorka ostatnio spotkała się z czytelnikami w Bibliotece Elbląskiej im. C. Norwida w Elblągu.

— W ubiegłym roku gościła Pani w Elblągu, promując swoją debiutancką książkę "Za głosem Sangomy". Teraz zawitała Pani do tego miasta, by zaprezentować swoją nową powieść zatytułowaną "Żar Sahelu". Jak w kilku zdaniach zarekomendowałaby Pani czytelnikom tę książkę?
— "Żar Sahelu" jest przede wszystkim książką o miłości, wolności, dojrzewaniu do dania sobie prawa do szczęścia. Dorastamy, wchłaniając nawyki i poglądy naszych rodziców, jedne są dobre, inne złe. Ważne, by umieć zadać sobie pytanie "czego ja oczekuję od życia i jak mogę to zrealizować". To właśnie czynią bohaterowie mojej nowej książki – poszukują odpowiedzi na najważniejsze dla siebie pytania, poszukują szczęścia jak każdy z nas. Przy okazji pakują się w problemy, na ich drodze stają niekoniecznie przyjaźni szamani, czeka ich przeprawa przez piaski Sahelu i Sahary. Czemu akcję umieściłam w Afryce? Bo tam Europejczyk ma najcenniejszą rzecz, jakiej nie ma tutaj – czas. A czas, jak wiadomo, sprzyja refleksji. Poza tym to fascynujący kontynent i chciałam pokazać jego różne oblicza polskim czytelnikom.

— Jak to się stało, że kilka lat spędziła Pani w Afryce?
— Firma mojego męża potrzebowała go w RPA. Decyzję podjęłam w ciągu godziny i była to dobra decyzja. Wiele mnie ten wyjazd nauczył, miałam szansę spotkać niezwykłych ludzi, poznać piękny zakątek świata.

— Sama przyznaje Pani, że Afryka to dziwne miejsce, a bycie kobietą w Afryce to sport ekstremalny. Czy w takiej sytuacji możliwe jest zakochanie się w Afryce?
— Śmieję się, jak słyszę to pytanie. Najchętniej odpowiedziałabym, że trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Gdy mieszkałam w RPA, wiele rzeczy doprowadzało mnie do szału, na przykład to, że pan w ichniejszej telekomunikacji nie chciał ze mną rozmawiać i kazał zadzwonić mężowi. Bo on akurat nie lubi rozmawiać z kobietami! Ale jak człowiek zrozumie, że każda kultura ma swoje prawa, nabiera dystansu. Jeśli komuś nie podoba się obyczajowość innego kraju, nie powinien tam mieszkać. Gdy to zrozumiałam, spojrzałam na afrykańską kulturę – a raczej kultury, bo jest ich mnóstwo – zupełnie inaczej. I znalazłam w nich fascynujące rzeczy. Na tyle fascynujące, że zakochałam się w tym miejscu i piszę doktorat na afrykanistyce UW.

— Pod wpływem swoich przeżyć napisała Pani "Za głosem sangomy". Czy już wcześniej myślała Pani o tym, by zostać pisarką?
— Kiedyś chciałam być dziennikarką, dlatego poszłam na orientalistykę – chciałam specjalizować się w problematyce indyjskiej. Ale w ciągu roku od upadku komunizmu, czyli momentu, gdy dostałam się na studia, z rynku zniknęły magazyny podróżnicze. Kilka lat trwało, nim powróciły, w tym czasie postanowiłam robić karierę w międzynarodowej korporacji. Pobyt w Afryce i w jego następstwie pisanie to powrót do moich marzeń. Tyle, że zamiast reportaży piszę powieści. Z dodatkiem wiedzy o Afryce.

— W swojej powieści "Żar Sahelu" zabiera nas Pani w podróż po Afryce Zachodniej. Tło dramatycznych wydarzeń i losów głównych bohaterów stanowią szamani, duchy przodków, tajemna wiedza niedostępna białemu człowiekowi. Swój doktorat również przygotowuje Pani o szamanizmie południowoafrykańskim. Skąd u Pani zainteresowania takimi właśnie sprawami?
— W RPA trafiłam na ludzi, którzy medytują, również pod opieką szamana. Te medytacje pomagały mi, gdy mój tata w Polsce umierał na raka, a ja byłam rozdarta, czy być z mężem i dziećmi w Afryce, czy z tatą w Polsce. Widziałam też, jak praca z szamanem pomaga innym ludziom. Poza tym to najstarsza forma religii na świecie. Szamani byli zawsze i pewnie zawsze będą. W Afryce pełnią rolę uzdrowicieli, kapłanów, psychologów i psychoterapeutów – wszystko w jednym. Są mocno osadzeni w swojej kulturze i środowisku, wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, dlatego mogą tak skutecznie pomagać. Choć oczywiście i wśród nich nie brakuje tych, co oddają się ciemnej stronie życia.

— A jakie są inne Pani pasje, poza Afryką i pisaniem książek?
— Uwielbiam czytać, zwłaszcza tzw. fikcję historyczną. Odpoczywam, dbając o mój ogród i pływając. I oczywiście pasjami uwielbiam podróżować i w rzeczywistości, i w marzeniach, "palcem po mapie".
Jarosław Grabarczyk

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama