Reklama

Czarny czwartek w oczach licealistki: "to film, który się czuje i przeżywa"

04/03/2011 20:25

„Czarny czwartek” to nie jest film, który się tylko ogląda, to film, który się czuje i przeżywa - pisze do nas Adrianna Gronert, uczennica klasy medialnej w II Liceum Ogólnokształcącym w Elblągu.

Od 25 lutego w kinach możemy oglądać chyba najbardziej wyczekiwaną produkcję tego roku. „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”, w reżyserii Antoniego Krauze, jest filmem poruszającym wydarzenia z grudnia 1970 roku, które były prawdziwą tragedią, o której tak naprawdę mało się mówi. Jest to pierwszy film fabularny o 17 grudnia, który jest nazywany najczarniejszym dniem PRL-u.

W roku 70, przed świętami Bożego Narodzenia, polskie władze wprowadziły drastyczne podwyżki cen artykułów codziennego użytku. Oczywiście pominęli jakiekolwiek podwyżki pensji. Tłumaczyli się zniżkami cen sprzętów RTV i AGD, których przecież nikt normalny nie wymienia co tydzień. Nie dość, że sklepowe półki świeciły pustkami, to na zwykłe najpotrzebniejsze rzeczy typu chleb trzeba było wydać fortunę. Ludzie nie mieli pieniędzy.

Głodni stoczniowcy nie zastanawiając się długo wyszli na ulicę, w końcu zbliżała się Wigilia i każdy pragnął zapewnić rodzinie choć odrobinę normalności na ten czas. Pozornie dobry początek – porozumienie i uznanie strajku za legalny. Jednak szybko okazało się, że „z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela” jak powiedział Zenon Kliszko, w którego rolę wcielił się znakomity aktor, Piotr Fronczewski. Pracownicy wezwani do powrotu do pracy 17 grudnia zostali wystawieni na spotkanie oko w oko z oddziałami wojsk. Nie pomogły apele, o odejście spod bramy stoczni. Ludzie krzyczeli, rzucali kamieniami, wojsko strzelało. W konsekwencji tego dramatycznego zajścia życie straciło 18 osób w samej Gdyni. Głównie była to młodzież, w tym tytułowy Janek niesiony ulicami na drzwiach, który tak naprawdę nazywał się Zbigniew Godlewski i pochodził z Elbląga. Stał się symbolem grudniowego morderstwa.

Jest to film niewątpliwie warty obejrzenia. Rodzina Drywów – Stefania(Marta Honzatko) i Brunon(Michał Kowalski) to główni bohaterowie i to z ich perspektywy pokazana jest ta historia. Dodatkowo sceny z ich życia codziennego obrazują warunki egzystencji ludzi z lat 70, które mimo niedużej różnicy czasu, są dla młodych szokujące.

Brunon nie strajkował, a mimo to stracił życie, od niepozornej kuli, która trafiła w nogę. Sceny pogrzebu i momentu, gdy żona dowiedziała się o jego śmierci są wyjątkowo wzruszające, świetną grą aktorską popisała się Marta Honzatko. Najbardziej charakterystyczną postacią jest dobrze znany Gomułka, którego zagrał Wojciech Pszoniak. Jego sposób mówienia i to jak bardzo było to realistyczne, jest niesamowite.

„Czarny czwartek” to nie jest film, który się tylko ogląda, to film, który się czuje i przeżywa. Patrzenie na twarze polityków, którzy bez mrugnięcia mówią o tym, że należy strzelać do ludzi, którzy żądają tylko chleba i dalsze sceny śmierci oraz samego przejścia stoczniowców przez miasto z Jankiem na barkach, wywołuje silne emocje związane z chęcią odwdzięczenia się ludziom, którzy z powodów dla mnie niezrozumiałych dopuścili do tej sytuacji.

Nie ulega wątpliwości, że nawet najmniej wrażliwa osoba, wyjdzie z kina ze łzami w oczach po obejrzeniu tego filmu. Pozostaje pytanie, czy śmierć tylu niewinnych, tak młodych ludzi, walczących o swoje prawa była potrzebna.
Adrianna Gronert, II LO, klasa medialna

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama