Reklama

Dlaczego zmarła Paulinka? Czy Adaś mógł żyć?

25/05/2012 11:37

Czteroletnia Paulinka od początku nie miała łatwego życia. Mieszkała w domu dziecka. Do dziewczynki uśmiechnęło się szczęście. Znalazła się rodzina, która chciała ją adoptować. Iskierka radości zgasła w ciągu jednego dnia. Dziecko zmarło - niewykluczone, że w wyniku reakcji na podane leki. Sprawę bada prokuratura.


Paulinka początkowo wychowywała się w domu dziecka, a ostatnie dwa tygodnie swojego życia spędziła w rodzinie zastępczej. Była zdrową, wesołą czterolatką.

— Zabezpieczyliśmy historię chorobową dziecka z ostatnich dwóch lat — informuje Jolanta Rudzińska z Prokuratury Rejonowej w Elblągu. — Na jej podstawie można stwierdzić, że przechodziła typowe choroby wieku dziecięcego.


Dla dziewczynki zaświeciło słońce, gdy znalazło się małżeństwo pragnące ją adaptować. 
— W połowie marca, w trakcie badania okresowego, u dziewczynki wykryto zespół nerczycowy (objawem choroby jest utrata dużych ilości białka wraz z moczem - red.) — opowiada Jolanta Rudzińska.


Dziecko trafiło do szpitala. Zespół nerczycowy leczony jest zwykle lekami sterydowymi. Taką terapię zastosowano również u Paulinki. Po podaniu sterydów stan zdrowia czterolatki gwałtownie się pogorszył. Pojawiły się problemy z oddychaniem. W ciągu doby dziecko zmarło. 
— Nie wiadomo, co było przyczyną zgonu — mówi prokurator Rudzińska. — Lekarze, z którymi rozmawiałam, przyznają, że w wyjątkowo rzadkich przypadkach może dojść do tak gwałtownej reakcji na podanie sterydów, choć żaden z nich wcześniej się z tym nie spotkał. 
Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie 19 marca. Jak dotąd żaden z lekarzy nie usłyszał zarzutu popełnienia błędu w sztuce i nie wiadomo, czy ktokolwiek je usłyszy.

— Decydujące będą wyniki sekcji zwłok dziewczynki, na które cały czas czekamy — wyjaśnia rzeczniczka prokuratury.




Również w marcu w szpitalu wojewódzkim zmarł 1,5-miesięczny Adaś. Chłopiec przyszedł na świat w szpitalu miejskim, w trakcie porodu doszło do komplikacji. 
Śledztwo w tej sprawie zostało przekazane do Prokuratury Rejonowej w Braniewie.


— Śledztwo ma wykazać, czy doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci w wyniku błędu lekarskiego — informuje Rajmund Kobiela, prokurator prowadzący tę sprawę. 
Tej tragedii nic nie zwiastowało. Ciąża mamy dziecka przebiegała prawidłowo, kobieta w terminie zgłosiła się do szpitala. Problemy zaczęły się, gdy doszło do akcji porodowej.


— Lekarze stwierdzili zbyt wysokie położenie główki płodu i chwilowe wahnięcia tętna — opowiada prokurator Kobiela. — Lekarz próbował "wyciągnąć" dziecko za pomocą specjalnej pompy. Kiedy to się nie udało, zdecydował o cesarskim cięciu. 


Noworodek przyszedł na świat w bardzo ciężkim stanie. Po reanimacji został przewieziony na oddział intensywnej opieki medycznej dla noworodków w szpitalu wojewódzkim. Tam zmarł.
Zawiadomienie do prokuratury złożyła matka dziecka. Jej zdaniem Adaś mógłby żyć. Gdyby lekarz od razu zdecydował się na zabieg, nie doszłoby do komplikacji.
 Szpital miejski nie chce komentować tego zdarzenia do czasu trwania postępowania prokuratorskiego. A śledztwo szybko się nie skończy. Prokurator w najbliższym czasie ma powołać biegłych z zakresu medycyny, którzy ocenią postępowanie elbląskich medyków.

Rafał Maliszewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama