Reklama

Fetor i rój much. Śmierdzący problem z ul. Fromborskiej?

19/02/2013 15:21

Nieczęsto się zdarza aby mieszkańcy miasta uskarżali się na fetor gnojówki. Z takim problemem borykają się jednak mieszkańcy Fromborskiej. — Smród jest nie do wytrzymania, a gdy tylko robi się cieplej, życie uprzykrzają nam roje much — mówi jeden z nich.

— Ze śmierdzącym problemem zmagamy się od lat — twierdzi mieszkaniec ul. Fromborskiej, który postanowił zainteresować nas tym tematem. 
Jego zdaniem winni tej sytuacji są sąsiedzi. — Oni hoduje trzodę chlewną. To samo w sobie nie jest uciążliwe. Niestety, odchody zwierząt nie trafiają do zakładu utylizacji — oskarża. — Przynajmniej część z nich wylewa bezpośrednio na pola, a co gorsza najprawdopodobniej również do lasu. To sprawia, że fetor jest tu nie do wytrzymania. Taka sytuacja ciągnie się od wielu lat.

Jak twierdzą urzędnicy, aktualnie przepisy prawa nie normują spraw dotyczących odorów. Jednak już stosowanie i przechowywanie nawozów, a więc i gnojówki, to inna kwestia. W tej sprawie właśnie nasz rozmówca interweniował już w 2011 r.

Zwrócił się wtedy o pomoc do elbląskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Ta przeprowadziła w gospodarstwie sąsiada kontrolę. Jej wnioski były niepokojące dla mieszkańców. Okazało się bowiem, że wylewana na pole gnojowica przekracza dopuszczalną dawkę azotu. Hodowcę ukarano wtedy mandatem w wysokości kilku tysięcy złotych.

— To jednak nic nie dało. Nadal żyjemy w smrodzie. Latem fetor jest wyjątkowo uciążliwy. Praktycznie nie daje się oddychać. Do tego jeszcze przecież dochodzą zanieczyszczenia, które przedostają się do wód gruntowych — wylicza mężczyzna.

Sami zainteresowani zaprzeczają, jakoby odchody odzwierzęce trafiały do lasu.
— Hodowlą zajmujemy się od wielu lat. Przez długi czas nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał na smród. Owszem zdarza się, że gnojówkę wylewamy na pole, ale na pewno nie w okresie zimowym. Nigdy nie zdarzyło się, abyśmy wywozili ją do lasu — mówi pani Anna. — Korzystamy z usług firmy, która opróżnia szambo. Zdarza się, że nawet trzy razy dziennie. Jeśli ktoś nie wierzy, to na wszystko mamy papiery. Zresztą przecież już były u nas kontrole.

Ostatnią przeprowadzono we wrześniu ubiegłego roku. Tym razem, na prośbę WIOŚ, zajął się tym elbląski ratusz. Urzędnicy sprawdzili jednak tylko zbiornik na ścieki dla potrzeb budynku mieszkalnego, który znajduje się na terenie gospodarstwa.

— Kontrola wykazała, że właściciele nieruchomości, pozbywając się ścieków bytowych z nieruchomości, wykonują należycie swoje obowiązki — informuje Łukasz Mierzejewski z Biura Prasowego Urzędu Miejskiego w Elblągu. — Zgodnie z obowiązującymi przepisami powstająca podczas hodowli gnojowica zaliczana jest do nawozów naturalnych. Kontrolę przestrzegania przepisów dotyczących warunków stosowania i przechowywania nawozów przeprowadza inspekcja ochrony środowiska.

Co oznacza, że sprawą po raz kolejny powinien zając się WIOŚ.

— Rzeczywiście tą sprawą już się zajmowaliśmy. Pamiętam, bo nieczęsto mamy do czynienia z podobnymi problemami w granicach Elbląga. Wtedy na gospodarza został nałożony mandat — mówi Krystyna Wątroba, dyrektor elbląskiej delegatury WIOŚ. — Skoro problem wrócił, przeprowadzimy kolejną kontrolę — zapowiada.

— Nie chcę, żeby ten człowiek zaprzestał hodowli. Niech jednak przestrzega przepisów — mówi nasz Czytelnik. — My chcemy tylko normalnie żyć, bez duszącego odoru i rojów much, które latem wlatują nam do domu. W czystej okolicy. Przecież wystarczyłoby, gdyby rozcieńczył gnojówkę lub po wylaniu ją na pole przekopał ziemię. Naprawdę można to robić inaczej — kończy.
naj

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama