Reklama

Jan Lemierski - strażak ochotnik z krwi i kości

12/05/2012 15:02

Strażakiem ochotnikiem jest od blisko 30 lat. — Wstąpiłem do OSP, bo chcę nieść pomoc — mówi Jan Lemierski, zwycięzca plebiscytu na najpopularniejszego strażaka ochotnika 2012.

Pan Jan wita nas krótkim, energicznym i zdecydowanym uściskiem dłoni. I prowadzi do garażu, w którym stoi jedyny wóz będący na wyposażeniu Ochotniczej Straży Pożarnej w Lisowie (gm. Elbląg). To... około 30-letni Żuk. 

— Ale nie mamy żadnych kompleksów z powodu naszego Kopciuszka — mówi. — Gdy trzeba dotrzeć na akcję nigdy nas nie zawiódł. Nawet zimą nie mieliśmy problemów z "odpaleniem" silnika. Czasami podczas zawodów strażackich koledzy z innych jednostek przyjeżdżają pięknymi wozami. Nasz wygląda przy nich jak Kopciuszek. Najważniejsze jest jednak to, że nas nie zawodzi.

Pan Jan ma 55 lat. Do OSP w Lisowie wstąpił w 1984 r., chociaż jeszcze tutaj nie mieszkał.
— Zaczynałem od szeregowego strażaka. Później byłem motopompistą, dowódcą sekcji, a obecnie jestem naczelnikiem. Czasami jest i tak, że trzeba za kierownicą usiąść i przy pompie stanąć — mówi. 

Podczas blisko 30 lat służby w OSP pan Jan uczestniczył w wielu akcjach. Były i takie, podczas których razem z kolegami otarli się o duże niebezpieczeństwo. Tak było m.in. podczas gaszenia pożaru w pobliskim Drużnie.

— Paliło się pół domu mieszkalnego. W trakcie akcji gaszenia dowiedzieliśmy się, że w budynku są trzy butle z gazem. Wynieśliśmy je, dwie z nich były już dosyć ciepłe — wspomina. — To był chyba najbardziej niebezpieczny pożar, jaki ostatnio gasiliśmy. Kiedy rozpoczynaliśmy akcję, nie wiedzieliśmy, że wewnątrz znajdują się butle z gazem. Dopiero po akcji zdaliśmy sobie sprawę, jak wielkie niebezpieczeństwo nam groziło.

O tym, że strażacy ochotnicy w swojej miejscowości to prawdziwy skarb przekonali się także mieszkańcy drewnianego baraku w Lisowie, zamieszkałego przez cztery rodzinny.

— Jakieś trzy lata temu w jednym z mieszkań wybuchł pożar. Akurat nie było lokatorów z tego mieszkania. Razem z policjantem wyważyliśmy drzwi i rozpoczęliśmy gaszenie pożaru. Barak udało się ocalić dzięki szybkiej akcji — wspomina pan Jan.

Pan Jan pamięta także dobrze pożar, jaki wybuchł w świniarni w Lisowie ponad pięć lat temu. 

— Ogień pojawił się w nocy. Gdyby nie my, to chyba wszystko by się spaliło. A tak udało się dużo zwierząt uratować — wspomina i dodaje. — Każdy, kto miał do czynienia ze strażą, wie, że w przypadku pożaru najważniejsze są te pierwsze sekundy, minuty od zauważenia ognia.

W pamięci strażaków ochotników są i tragiczniejsze zdarzenia. 

— Zostaliśmy wezwani, żeby zabezpieczać ślady zostawione przez zaginioną dziewczynkę. W trakcie jazdy na miejsce dostaliśmy informację, że mamy wracać. Odnaleziono ciało dziewczynki, która się utopiła. To była córka znajomego. Zatrzymaliśmy żuka, wewnątrz kompletna cisza, tylko wszyscy jak jeden płakali — panu Jankowi na wspomnienie tych tragicznych chwil jeszcze dzisiaj stają łzy w oczach.

Na co dzień pan Jan jest radnym gminy Elbląg.
— Ostatnio w Lisowie założyliśmy klub Honorowych Dawców Krwi, pomagam także żonie w stowarzyszeniu Lisowianka — mówi pan Jan. 
I dodaje. — OSP traktuję jako chęć niesienia pomocy. Dlatego jestem także krwiodawcą. Z taką myślą, by nieść pomoc ludziom, kandydowałem także do rady gminy.
Arkadiusz Kolpert

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama