Reklama

Kajakiem z Elbląga do Ostródy. To nie będzie turystyczna wyprawa

07/06/2012 20:12

Daje sobie dziesięć godzin na przepłynięcie kajakiem 80 kilometrów z Elbląga do Ostródy. — Nikt tego jeszcze nie dokonał w takim czasie, a ja lubię pływać na długich dystansach — mówi Sławomir Ciężkowski z Elbląga o wyprawie, którą zaplanował na najbliższą sobotę.

Sławomir Ciężkowski trenuje kajakarstwo od trzech lat w Parafialnym Klubie Sportowym Korona w Elblągu. — Zawsze ciągnęło mnie do wody. Treningi zaczynałem jako dziecko. Później miałem kilka lat przerwy, po których trafiłem właśnie do Korony. Zaczęło się od tego, że pływałem w kajaku turystycznym, a później zaproponowali mi kajak wyczynowy. Po trzech tygodniach pojechałem na zawody, wygrałem i tak się to zaczęło. Od tamtego czasu nie odpuszczam i trenuję systematycznie — opowiada 24-letni elblążanin.

W kajaku spędza wiele godzin. Rocznie przepływa w ten sposób ok. 5-6 tys. km. Na swoim koncie ma sukcesy, m.in. w 2010 r. wygrał klasyfikację generalną cyklu Maratony Kajakowe.

Pomysł jak najszybszego przepłynięcia trasy z Elbląga do Ostródy narodził się w głowie młodego elblążanina w ubiegłym roku. — Nikt jeszcze tego nie dokonał w takim czasie, a ja lubię pływać na długich dystansach — mówi.

Sławek wystartuje w sobotę o godz. 8 z Bulwaru Zygmunta Augusta. Szacuje, że dotarcie do Ostródy nie powinno zająć mu więcej niż 10 godzin. Popłynie m.in. Kanałem Elbląskim. Tam na pochylniach będzie przenosił kajak. W wyprawie towarzyszyć mu będzie tata, który do Ostródy dotrze samochodem. — Będziemy w stałym kontakcie telefonicznym — wyjaśnia kajakarz.

Jak sam mówi, jest przygotowany na wszystko. Obawia się tylko dużych fal na jeziorach, które będzie musiał przepłynąć. — Teraz na dodatek kwitnie woda i glony będą się przyczepiały do steru — mówi Sławek.
24-latek starał się jednak i na to przygotować. — Podczas treningów wrzucałem do kajaka cegły, ciężarki - tak z 10 kg, żeby czuć obciążenia i być na to przygotowany — mówi.

— Podczas wyprawy będą się starał co 10-20 km trochę przebiec, żeby odciążyć kręgosłup. W kajaku turystycznym można sobie usiąść wygodnie, wyciągnąć nogi, a w kajaku wyczynowym mięśnie są cały czas napięte — tłumaczy. — Dlatego czasami zdarzają się momenty zwątpienia. Ja takie kryzys mam zazwyczaj po przepłynięciu 5, a później 30 kilometrów. Trwają chwilę, a wtedy zazwyczaj sobie myślę - dalej, do mety.
AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama