Reklama

Mało nas, mało nas..., a do 2035 roku będzie jeszcze mniej

26/05/2012 17:16

Już jest nas mało, a będzie jeszcze mniej. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego, do 2035 roku na Warmii i Mazurach liczba ludności zmaleje o ponad 111 tys. osób. W całym kraju kraju spadek ma wynieść ok. 2,2 mln.


— Są tego dwa powody — tłumaczy dr Jacek Poniedziałek, socjolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. — Po pierwsze, mniej nas się rodzi, a po drugie, migracja.

Niż demograficzny i migracje najbardziej uderzą w północny pas regionu. W powiecie braniewskim liczba ludności ma stopnieć aż o jedną czwartą. Już dzisiaj w powiecie braniewskim i także elbląskim są miejscowości, które faktycznie istnieją tylko na mapie. 


— Nikt nie mieszka już w Karwitach, Kwitajnach Małych, Marysinie, Kandytach, Niekwitajnach, Nowym Wikrowie — poinformowano nas w Urzędzie Gminy w Godkowie (powiat elbląskim).

— Nie ma pracy. Ludzie wyjeżdżają w jej poszukiwaniu — dodaje Henryk Hrybek, sekretarz Urzędu Gminy w Płoskini (powiat braniewski).
 Ludności ubywa w całej gminie. Według danych na koniec grudnia 2010 roku w Płoskini mieszkało 2747 osób. Dzisiaj jest ich 2739. Ubytek nie jest duży, ale odpływu ludności nie da się raczej zahamować.

Także według Macieja Romanowskiego, wicestarosty elbląskiego, odpływowi ludności z terenów wiejskich nie uda się już zapobiec.


— Na wsiach zaczynają dominować gospodarstwa wielkoobszarowe — wyjaśnia wicestarosta. — Ludzie emigrują więc do dużych aglomeracji. Ważne jest, by stworzyć im takie warunki, by potrafili znaleźć się w tej nowej dla nich rzeczywistości.

W samym Elblągu liczba ludności ma zmaleć o ok. 15 tys. osób. Elblążanie, podobnie jak mieszkańcy, mniejszych miejscowości opuszczają coraz częściej rodzinne pielesze w poszukiwaniu pracy. 
Dane statystyczne o urodzinach nie do końca także pokazują prawdziwy obraz sytuacji.

— Dziecko rejestruje się w miejscu jego urodzenia. A dochodzi do niego zazwyczaj w dużych ośrodkach, gdyż w mniejszych oddziały położnicze zostały wcześniej zlikwidowane. Na przykład w Elblągu zaledwie 30 proc. porodów jest porodami u matek będącymi mieszkankami miasta — wyjaśnia Anna Szocik, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Elblągu.

Dlaczego exodus dotyka najbardziej północne powiaty, które graniczą z obwodem kaliningradzkim?
— Bo to myślenie życzeniowe, że jak się otworzy granicę z obwodem kaliningradzkim, to spłynie na nas bogactwo rosyjskie — mówi dr Poniedziałek. — Jak się spojrzy na osiągi gospodarcze obwodu kaliningradzkiego, to nie zachwycają. I ludzie szukają sobie lepszego miejsca na świecie. Uciekają więc z tego pasa przygranicznego, bo tak naprawdę to jest koniec Europy.

Według socjologa, musimy się pogodzić z tym, że niektóre części naszego kraju, szczególnie Warmii i Mazur, będą pustkowiem. — Rozumiem polityków, że muszą zaklinać rzeczywistość, ale jak się spojrzy na to, co nas otacza, to tak naprawdę niewiele można zrobić — uważa dr Poniedziałek. — Co innego, gdybyśmy za sąsiada mieli choćby bogatą Norwegię.

Według spisu z ubiegłego roku, na Warmii i Mazurach mieszkało 1 399 tys. osób. Dziesięć lat temu, kiedy był przeprowadzony poprzedni spis, w województwie było 1 428 tys. osób. W ciągu ostatnich dwunastu lat z mapy Warmii i Mazur zniknęły miasta wielkości Giżycka i Reszla. Co roku ponad trzy tysiące osób opuszcza Warmię i Mazury.

Dziś gęstość zaludnienia w regionie wynosi 58 osób na kilometr kwadratowy, to najmniej w kraju. Średnia dla Polski to 123 osoby na km kw. Już jest nas mało, a będzie jeszcze mniej. — Ale nigdy nie byliśmy licznym regionem — zauważa prof. Norbert Kasparek, historyk z UWM. — Piaski nie wyżywią, a jeziora i lasy nie zachęcają do osiedlania się stałe. Podobnie jest na Litwie, Łotwie. Tam jest jeszcze mniej ludzi.

Andrzej Mielnicki, wch

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama