Reklama

Mąż pije, a żonę boli wątroba. Jublileusz Al-Anon

25/05/2012 13:38

Ania, piękna blondynka przed czterdziestką siedzi przy stole w przytulnej salce kościoła Bożego Ciała i wraz z kilkudziesięcioma innymi osobami śpiewa: „Dziś w Al-Anon serce leczę i z każdego dnia się cieszę”. Ania była żoną alkoholika, ale odkąd trafiła do Al-Anon jej życie nie kręci się już wokół butelki. 



— Mąż od zawsze lubił sobie wypić. Ale wielu facetów lubi przecież sobie popić. Na początku, to nie wydawało się groźne. Pił raz w tygodniu, potem było to dwa razy w tygodniu. Potem było już z górki. Gdy nie wracał z pracy, stałam godzinami w oknie. Myśli rozsadzały mi głowę. Gdzie on jest? Co z nim się dzieje? Czy jest trzeźwy, czy pijany? Gdy wrócił pijany spał. Gdy wstał, był skacowany. I tak w koło. Życie całej rodziny legło w gruzach. Zniszczyło nas. Butelka wciągnęła także mnie. Oczywiście nie dosłownie. Moje życie kręciło się wokoło pijącego męża. To było ciągłe zamartwianie się o niego. Ja nie byłam ważna. Ciągle myślałam: on pije, bo ze mną jest coś nie tak, czułam się winna. Rodziny alkoholików przychodzą przez te same etapy choroby. Łącznie z fizycznymi dolegliwościami. Mąż pije, a żonę boli wątroba. Pani mi nie dowierza? Proszę więc spytać lekarza, potwierdzi. Ale do końca nie miałam świadomości, że mój mąż jest alkoholikiem. Teraz już wiem, że nim był — opowiada Ania.



— Mąż pił, ale jakby tego było mało był agresywny. W domu była przemoc. Od lekarza usłyszałam, że nie on, ale ja mogę tego nie przeżyć. Kiedy mąż zacznie mieć alkoholowe omamy, to może być różnie. Różnie oznaczało groźnie dla mnie i dla dzieci. Lekarz wprost powiedział mi, że mogę stracić życie. Zaczęłam szukać pomocy. Ale nie dla siebie, dla męża. Sądziłam, że jak on przestanie pić, to wszystkie problemy znikną. Dzisiaj już wiem, że to nie prawda. Problem tkwi w nas, członkowie rodzin są współuzależnieni. Pewnego dnia wzięłam dzieci za ręce i wyszłam z domu. Zrozumiałam, że nie muszę żyć życiem męża alkoholika — mówi Katarzyna.



Żyjąc kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt lat z alkoholikiem można wyuczyć się roli ofiary. Można tkwić w tej roli nawet wtedy, gdy mąż, czy żona przestaną pić, porzucą rodzinę czy umrą. Najpierw samemu trzeba wyzdrowieć - wiedzą już o tym osoby, które znalazły pomoc w grupie Al-Anon.



Spotykają się często przez 20 lat i dłużej. Rozmawiają, dzielą się doświadczeniami, dają nawzajem siłę i nadzieję. Nadzieję na to, że to nie koniec, że można żyć pełną piersią, czerpać garściami z życia i uśmiechać się do ludzi, nawet gdy mąż czy żona są alkoholikami. Razem przechodzą kolejne etapy terapii rodzin alkoholików, czyli metody dwunastu kroków. Spotkania Al -Anon są anonimowe. Przyjść na nie może każdy, kto czuje taką potrzebę. Wspólnota Al-Anon istnieje od 57 lat. Elbląski Al-Anon 12 maja obchodził swój srebrny jubileusz. 


— Tu spotkałam ludzi, którzy mnie rozumieją. Żadna koleżanka, sąsiadka, nikt z rodziny nie zrozumie mojego problemu. Dlatego, że albo bagatelizują go albo nie wiedzą o czym mówią. To zasada: syty głodnego nie zrozumie. W Al-Anon znajduję pełne zrozumienie. Gdy ktoś opowiada o sobie, to mam wrażenie, że mówi o mnie. Nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy - to, że mój mąż pije nie jest moją winą. Al-Anon zmienił moje życie. Nie płaczę po kątach, zdobyłam siłę by odejść od męża, zyskałam siłę. Zaczęłam żyć swoim życiem — mówi Katarzyna, która na pierwsze spotkanie Al-Anon przyszła 20 lat temu.



Dla wielu osób pierwszym krokiem w leczeniu jest przyznanie się przed samym sobą, że w ich rodzinie jest problem alkoholowy. 


— Zasady, które tu poznaję wcielam w domu. Pierwsza to przyznać się, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu. Ja nie mam wpływu na to, że mój mąż pije. On jest chory, a ja nie reaguję na jego zachowanie. Kiedyś żyłam życiem męża. Teraz mam własne życie. Otworzyłam się na ludzi. Zrozumiałam, że nie mogę się wstydzić za drugą osobę — mówi Jadwiga. 
— Na pierwsze spotkanie zostałam zwabiona podstępem przez sąsiadkę. Sądziłam, że idę obejrzeć przedstawienie jej córki. I tak trafiłam do Al-Anon. Kiedy przyszłam na spotkanie, poczułam że działa jakaś magia. Oczekiwałam zrozumienia i miłości, i tu je otrzymałam. Na początku spotkania były moją odskocznią od rzeczywistości. Spotkałam ludzi, którzy mnie zrozumieli. Poznałam samą siebie i zmieniłam swoje nastawienie do życia, do ludzi i świata. Teraz tę radość mogę oddać innym — mówi Ania.


Anna Dawid

Imiona bohaterek reportażu zostały zmienione




Tu znajdziesz grupy Al-Alanon:

Spółdzielczy Dom Kultury Zakrzewo, ul. Robotnicza 246, spotkania w każdy czwartek o godz. 17.

Parafia Świętej Rodziny, ul Odrodzenie 13, spotkania w każdy piątek o godz. 18.

Parafia Trójcy Świętej, ul. Kielecka 16, spotkania w każdą środę o godz. 17.30

Plebania Parafii Królowej Polski, ulica Robotnicza 69, spotkania w każdy poniedziałek o godz. 17.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama