Reklama

Niewybuchy wciąż niebezpieczne

29/01/2013 09:23



Zawsze istnieje ponad 90 procent prawdopodobieństwa, że niewybuch lub niewypał może wybuchnąć. Dlatego, oprócz wykrywania i usuwania niewybuchów, prowadzimy również profilaktykę, pogadanki w szkołach. Uczymy dzieci, jak mają się zachować, co mają zrobić, kiedy znajdą taki przedmiot — mówi chorąży Krzysztof Miszta, dowódca patrolu rozpoznania nr 8 w Elblągu.



— Wydawać by się mogło, że wszystkie niewypały i niewybuchy, pozostałości po II wojnie światowej, powinny być już dawno odkryte, zebrane i zniszczone...


— Zdarzają się nie tylko z II wojny światowej, ale również z pierwszej. Są to głównie pociski artyleryjskie, granaty moździerzowe. Odkrywane są również bomby lotnicze, chociaż w mniejszej ilości.


— Niewypały i niewybuchy kryją się nie tylko w ziemi?


— Ciekawym miejscem dla nas było Mikoszewo. Współpracowaliśmy tam z nurkami z Gdyni. To oni wydobywali z Wisły pociski, a my je zabieraliśmy, transportowaliśmy do miejsca niszczenia. To było na przełomie kwietnia i maja ubiegłego roku. W sumie z rzeki Wisły, na wysokości starej przeprawy promowej, wydobyto 200 pocisków artyleryjskich i granatów moździerzowych oraz ponad 4 tys. sztuk amunicji. To było największe znalezisko. Współpraca z nurkami była dla nas czymś nowym. 


— Trzeba pamiętać, że takie znaleziska wciąż są niebezpieczne? 


— Są nadal aktywne, niebezpieczne. Istnieje ponad 90 procent prawdopodobieństwa, że taki przedmiot może wybuchnąć. Dlatego, oprócz wykrywania i usuwania niewybuchów, prowadzimy również profilaktykę, pogadanki w szkołach. Uczymy dzieci, jak mają się zachować, co mają zrobić, kiedy znajdą taki przedmiot. 


— Właśnie, co powinniśmy zrobić, jeśli znajdziemy niewybuch lub niewypał?



— Najważniejsze jest to, żeby tego przedmiotu nie dotykać. W żadnym wypadku nie przenosić. Kiedy niewybuch leży w ziemi, to nic się z nim nie dzieje, ale dotknięty w jakikolwiek sposób może zadziałać. Dzieci powinny zapamiętać miejsce i zawiadomić kogoś z dorosłych. O znalezisku należy powiadomić najbliższy posterunek policji, straż miejską, gminną, jakiegokolwiek przedstawiciela władz terenowych.


— Jaka była najbardziej niebezpieczna operacja, w której miał Pan okazję uczestniczyć?



— To było w 2011 r. w rejonie Gdańska. Sytuacja była bardzo nietypowa, bo pocisk utknął w kruszarce, maszynie budowlanej służącej do kruszenia skał. Kruszarka się zablokowała. Trzeba było sprawdzić ten materiał, podjąć decyzję i wyciąć palnikiem. 
Stacjonujemy w Elblągu, ale rejon naszego działania to pięć powiatów woj. pomorskiego: tczewski, nowodworski, malborski, słupski, gdański oraz miasto Gdańsk.
kr

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama