Reklama

Pierwszy więzień w Elblągu z bransoletką



25/02/2011 14:12

— Dla wszystkich w areszcie to było coś nowego, nikt nie wiedział zbytnio, jak to wygląda. Inne osadzone widząc nas mówiły: o, to te dwie co dostały bransoletki, jak Polański. Byłyśmy tam jakąś atrakcją — opowiada pani Małgorzata. Jest pierwszą elblążanką, która odbywa karę więzienia w domu, pod nadzorem elektronicznym.




Bransoletkę z nadajnikiem GPS skrywa nogawka spodni. Stojący na półce przekaźnik, przypomina budzik z radiem. Myląca może być jedynie zamontowana na nim słuchawka telefoniczna. Jeszcze do 11 lipca elblążanka będzie w ten sposób odbywać karę więzienia.





— Pracowałam w firmie, ale pracodawca zalegał od miesięcy z wypłatami — kobieta opowiada nam swoją historię. — Musiałam pożyczać od ludzi. I wtedy zdarzyło się, że przyszła do mnie przedstawicielka handlowa sprzedająca drogie urządzenie kuchenne. Skusiłam i wzięłam to.


Urządzenie kosztowało ponad 3,5 tys. złotych. Pani Małgorzata kupiła je na raty, licząc na to, że raty jakoś spłaci, a jeszcze tego samego dnia urządzenie sprzedała. Za połowę wartości.



— Z tą myślą to wzięłam. Potrzebne mi były pieniądze, nie gar. Dzień, czy dwa później przyszła do mnie przedstawicielka tej firmy. Powiedziała, że nie mam zdolności kredytowej i muszę oddać urządzenie... Ale miałam długi, pieniądze się już częściowo rozeszły i tak wpadłam.

 Kobieta początkowo miała wyrok w zawieszeniu. Warunkiem była spłata termomiksu. Spłaciła 2,5 tys. zł, pozostało jej nieco ponad tysiąc. 




Pani Małgorzata wcześniej nie była karana (to jeden z wymogów stawianych osobom, które ubiegają się o nadzór elektroniczny).

Pani Małgorzata odbywając karę w domu, może normalnie żyć. Pracuje chałupniczo, opiekuje się dziećmi, domem.
— Tak bym nie zarobiła, kokosy to nie są, ale parę groszy więcej w budżecie domowym. O opiece nad dziećmi nawet nie wspominam. Nie jest nam lekko, ale gdybym siedziała, byłoby jeszcze gorzej — stwierdza. — Mogę normalnie wychodzić z domu na 8 godz. dziennie od 10 do 18, jedynie w niedzielę mogę wyjść tylko na trzy godziny. Jakieś zasady muszą przecież być.


Kobieta nie może zdejmować bransoletki z nadajnikiem z nogi. 
— Ale ona jest lekka i nie czuje się tego. Można się w niej kąpać, to dobrze, ja lubię z dziećmi chodzić na basen. Nawet wymyśliłam jak: będę bransoletkę owijać bandażem, żeby wyglądało tak, jakbym miała skręconą kostkę.
 Raz w miesiącu rodzinę pani Małgorzaty odwiedza kurator, który następnie pisze sprawozdanie do sądu, z tego, jak się kobieta sprawuje. Jak dotąd nie miał żadnych zastrzeżeń. I mieć nie będzie. 
— Gdybym pozwoliła sobie na jakiś wybryk, to mógłby skierować wniosek do sądu o cofnięcie nadzoru. No, ale ja nie będę się wygłupiać.


Rafał Maliszewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama