Reklama

Psy zagryzły jałówkę. "Boimy się, że pogryzą kogoś z nas"

22/05/2012 18:34



Stado psów od prawie dwóch lat jest naszym utrapieniem — twierdzą mieszkańców Kępin Wielkich w gminie Elbląg. Zwierzaki wchodzą na teren gospodarstw, obszczekują przejezdnych i żywią się czym popadnie. W połowie maja zagryzły jałówkę pasącą się na pastwisku. — Czy musi dojść do tragedii, aby ktoś wreszcie zrobił porządek z tą sforą? — pyta Mirosław Taś, właściciel zagryzionej krowy.




— Zadzwoniła do mnie sąsiadka, która z okna widzi łąkę, na której pasły się moje krowy. Powiedziała mi, żebym tam poszedł, bo w nocy coś się tam działo, a teraz zauważyła, że kreci się tam sfora psów — opowiada Mirosław Taś, gospodarz z Kępin Wielkich. — Poszedłem sprawdzić. Okazało się, że jedna z moich jałówek została zagryziona. Ta sfora, od prawie dwóch lat daje się nam we znaki. Mamy już tego naprawdę dosyć. Po prostu boimy się, że może dojść do tragedii, że pogryzą kogoś z nas.



O całym zdarzeniu zawiadomiona został policja i władze gminne. 

Gmina ma obowiązek zająć się bezpańskimi psami. Okazuje się jednak, że w tym przypadku sprawa nie jest taka prosta.

— Psy należą do dwóch rodzin, zamieszkujących w tym samym domu — mówi Hanna Nowicka, inspektor ds. ochrony środowiska i gospodarki komunalnej w Urzędzie Gminy w Elblągu. — O całej sprawie wiemy, jednak niewiele jesteśmy w stanie zrobić. Po tym zdarzeniu, wezwaliśmy pracownika schroniska dla zwierząt z Glincz, z którym mamy podpisaną umowę, aby przyjechał zabrać psy. I wtedy okazało się, że psy mają właścicieli, którzy są za nie odpowiedzialni. Czy nie boimy się, że może dojść do tragedii? Owszem, boimy się. Też jesteśmy ludźmi i rozumiemy obawy mieszkańców. Jednak mamy związane ręce. Sprawą powinna zająć się policja. 



Właścicielka psów twierdzi jednak, że choć zwierzakom zdarzało się uciekać, nie było to normą. 
— One cały czas nie biegają po wsi — mówi pani Aneta Górzyńska, właścicielka sześciu czworonogów. — Nie wiem z jakiego powodu doszło do tego ostatniego zdarzenia. Nie wiem również, czy na pewno były to moje psy. Oczywiście nie zarzekam się, że to nie one, ale dowodów nie ma.



Ostatnią nadzieją dla mieszkańców, aby pozbyć się kłopotu, może być Ryszard Zagalski - właściciel nieruchomości, w której mieszkają opiekunowie psów. Ten o całej sytuacji został powiadomiony i chce pomóc.
— To nie są zbyt duże psy, zwyczajne kundelki. Trudno mi sobie wyobrazić jak atakują tak duże zwierze. Wszystko jest jednak możliwe, a mnie w tej chwili zależy przede wszystkim na rozwiązaniu tego problemu — twierdzi Zagalski. — Rozumiem, że to jest sprawa kłopotliwa dla mieszkańców Kępin. 
Zagalski wyjaśnia, że choć dom należy do niego, nie jest właścicielem psów. 
— Trudno więc wymagać ode mnie odpowiedzialności za to, co one robią, czy odszkodowania. Mogę jednak nakazać właścicielom psów, aby się ich pozbyli i tak też zrobiłem — zapewnia.

Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama