Reklama

W styczniu psy zagryzły dziewięć saren

04/02/2011 17:11

— Głodne, bo nie karmione przez właścicieli polują na na leśną zwierzynę. — Wszyscy wiedzą czyje to psy, ale nikt się nie odzywa. Widziałam jak pies rozszarpywał uciekającą sarnę. Chwilę potem konała na moich oczach. Taki dramat zapamiętam na długo — mówi mieszkanka jednej z podpasłęckich wsi.

W podpasłęckich wsiach wieczorami rozgrywa się dramat.
— Gospodarze puszczają psy luzem — mówi jedna z mieszkanek (dane do wiadomości redakcji). — Wszyscy wiedzą czyje to psy, ale nikt się nie odzywa. Widziałam jak pies dosłownie rozszarpywał uciekającą sarnę, która chwilę potem konała na moich oczach. Taki dramat zapamiętam na długo.


Jak zapewnia nas mieszkanka, w styczniu naliczyła dziewięć zagryzionych saren.
— Padały przy żerowisku — mówi kobieta. — Sarny wykopały sobie głębokie rowy i żywiły się rzepakiem, wtedy nie potrzebują pić wody. To głównie przy żerowisku zostały rozszarpywane.


Sprawa wałęsających się psów nie jest obca Zdzisławowi Rutkowskiemu, prezesowi Koła Łowieckiego Bóbr z Pasłęka.
 — W czwartek była interwencja policji, nasza i straży miejskiej na tym terenie — mówi myśliwy. — To jest dość powszechne zjawisko, że sarny padają. Jednak ginęły głównie ze względu na złe warunki atmosferyczne i brak dostępu do wody. 
Myśliwy nie zaprzecza, że zwierzyna jest osłabiona, podchodzi do ludzi i przez to staje się także łatwym łupem dla wolno puszczonych psów. 


— Kilka dni temu byłem z weterynarzem koło Zalesia, gdzie psy zagryzły sarnę — mówi Zdzisław Rutkowski. — Apelujemy, prosimy... Poszliśmy w tej sprawie do burmistrza, mają coś z tym zrobić.
— Pewne kroki zostały podjęte — mówi Sławomir Stando, pełniący obowiązki zastępcy komendanta Straży Miejskiej w Pasłęku. — Będziemy razem z policją raz dziennie patrolowali teren wsi Stegny i Kawki, bo trzeba te psy namierzyć. 


Barbara Zarudzka, inspektor OTOZ Animals twierdzi, że problemem nie są psy tylko ich właściciele.
— Mieliśmy sygnał, że właśnie na wioskach pod Pasłękiem można na łańcuchu spotkać bardzo wychudzone psy — mówi. — Ich właścicielka mówiła, "że wieczorem puści je na zwierzynę, to się pożywią". Czekamy na dokładny adres, by pojechać tam na interwencję. Mieszkańcy wiedzą czyje to psy, tylko przez miejscową solidarność nie chcą powiedzieć, dlatego apelujemy, żeby zadzwonić do Animalsów, albo na policję, by przyspieszyć naszą interwencję.

sw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama