Reklama

Przed sąd za znęcanie się nad psami. Śnieżka przeżyła, Psotka nie miała tyle szczęścia

05/08/2016 09:28

Odbyła się kolejna rozprawa dwójki mężczyzn oskarżonych o znęcanie się nad Śnieżką i Psotką. Ggdy psy były odbierane jedna z suczek nie mogła ustać na nogach, bo ze skrajnego wychudzenia doszło do zaniku mięśni. Druga skatowana leżała w krzakach.

[ewydanie=DZEL] O tym, że na posesji Radosława M. znajdują się skrajnie wycieńczone psy inspektorzy ds. ochrony zwierząt z Pasłęka zostali poinformowani anonimowym telefonem. Do Zielonki Pasłęckiej inspektorzy pojechali razem z policją. — W domu trwała akurat libacja alkoholowa. Rozpoczęliśmy poszukiwania psów. Jako pierwszą inspektorzy znaleźli suczkę leżącą w kojcu przy oborze. Nie mogła wstać, taka była wychudzona i słaba. Potem zaczęliśmy szukać drugiego psa. Początkowo właściciel twierdził, że on nie żyje. Przymuszony przez nas jednak "pękł" i zaprowadził na pole za domem. Tam w krzakach pod stertą gałęzi leżała skatowana suczka. Miała zakrwawiony pysk. Cicho zaskamlała na nasz widok. Konkubina mężczyzny zdziwiła się, że pies jeszcze żyje — mówiła w czwartek (4 sierpnia) Barbara Zarudzka, inspektor ds. ochrony zwierząt z Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Obrońców Praw Zwierząt w Pasłęku, podczas rozprawy sądowej.

Inspektorzy odebrali od Radosława M. w sumie trzy psy: samca wykazującego oznaki dużego zaniedbania i dwie suczki będące w najcięższym stanie. Trafiły one pod opiekę lekarza weterynarii. Diagnoza była wstrząsająca.
Obie suczki były skrajnie wygłodzone, skutkiem czego nastąpił u nich zanik mięśni. Policjanci szybko zatrzymali podejrzanego o pobicie psa, 34-letniego Przemysława K. Na początku nie przyznawał się do winy. W trakcie konfrontacji z właścicielem psów, który jest jego kolegą, opowiedział o wszystkim.
— Dzień wcześniej Radosław M. miał zadzwonić do Przemysława K. z prośbą o zabicie psa. Jak twierdził właściciel zwierzę źle się czuło i do niczego już nie nadawało — przypomina Jakub Sawicki z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Elblągu.
Przemysław K. nie odmówił koledze. Przyznał, że bił psa łopatą i porzucił w krzakach. Nie wiedział, że pies jeszcze wtedy żył. Grozi mu teraz do trzech lat więzienia. Właściciel psów usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami i podżegania do zabicia jednego z nich. Jemu także grożą trzy lata więzienia.

Inspektorzy ds. zwierząt mówią, że Radosława M. znają od dawna.
— Niekoniecznie z dobrej strony. Interweniowałam u niego trzy razy, próbowałam m.in. odebrać mu szczeniaki. Raz zabraliśmy od niego psa z wybitym okiem. Swoje psy trzymał w małych, brudnych od odchodów i błota kojcach, często na krótkim łańcuchu. Nigdy nie zastosował się do naszych próśb, by zadbał o zwierzęta, dawał im do jedzenia odpowiednią karmę, zapewnił im opiekę weterynaryjną i godziwe warunki. W stosunku do nas był wrogo nastawiony, agresywny, nie raz kazał nam się wynosić ze swojej posesji. Odgrażał się także, że jak dowie się, kto zadzwonił do nas z prośbą o tę interwencję, to on podpali mu za to dom — mówiła przed sądem Barbara Zarudzka.
Mężczyzna zaprzeczał w sądzie, jakoby wygrażał inspektorom i zachowywał się agresywnie. — Ta pani kłamie — tylko tyle powiedział w czwartek (4 sierpnia).

Ta historia szczęśliwie zakończyła się tylko dla jednej z uratowanych suczek. Śnieżka znalazła nowy dom pełen miłości w Gdyni. Teraz w tym łagodnym, zadbanym piesku trudno rozpoznać tego sprzed miesięcy, który został znaleziony na posesji w Zielonce Pasłęckiej. 
Psotka nie miała już tak wielkiego szczęścia, podobnie jak i samiec, który został odebrany od Radosława M.

Proces obu mężczyzna jest w toku. Kolejna rozprawa odbędzie się 11 października.
as

[b]• W piątek w Dzienniku Elbląskim: Mistrzyni karate z Tolkmicka, Jedenaście lat Sasanek z Suchacz, Rowerowa podróż dla Jagody i wiele innych informacji z Elbląga i okolic.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama