Reklama

90-latka z Elbląga: Uczciwość receptą na długie życie

31/03/2012 14:45

Maria Karamucka dyktuje z pamięci numery swoich telefonów: stacjonarnego i komórkowego. Robi zakupy, gotuje obiady, myje okna, szyje na maszynie. Udziela się w stowarzyszeniu kościelnym i należy do Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jest najlepszym przykładem, że w wieku 90 lat wciąż można być aktywnym.

Przez dwadzieścia kilka lat pracowała w elbląskim przedszkolu nr 6.
— Pracowałam jako intendentka — mówi Maria Karamucka. — W 1979 r. przeszłam na emeryturę.
Z okazji jej 90. urodzin członkowie elbląskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego zorganizowali pani Marii przyjęcie nie uprzedzając jej wcześniej o tym. Nie zabrakło toastów i śpiewów "Sto lat, to za mało, sto pięćdziesiąt by się zdało".

Pani Maria była wzruszona. Miała łzy w oczach. — Bardzo miła niespodzianka — mówi. — Szybko zleciało mi to życie.

Urodziła się na terenie obecnej Ukrainy. Pani Maria zawsze jednak podkreśla, że urodziła się w Polsce. W Złoczowie ukończyła gimnazjum, a w Brodach pracowała jako pielęgniarka w tamtejszym szpitalu. Tam zastała ją wojna. Podczas jednego z jej dyżurów Rosjanie wywieźli jej rodzinę na Syberię: rodziców i trzy siostry. Rodziców już nigdy więcej nie zobaczyła. Koniec wojny zastał ją w Czechosłowacji. Transportem zorganizowanym przez Amerykanów wróciła do Polski. Po wojnie mieszkała u ciotki w powiecie nowosądeckim. Następnie los rzucił ją do Górowa Iławeckiego, gdzie pracowała tam w miejscowym szpitalu.

Pewnego dnia odwoziła chorą do szpitala psychiatrycznego w Kocborowie. Pociąg przejeżdżał przez Elbląg. Pani Maria zwróciła uwagę na przystojnego młodzieńca, który podziwiał krajobraz za oknem. Rozmawiając z nim później dowiedziała się, że ów młody człowiek miał nakaz pracy w Elblągu. Jak się później okazało, to był jej przyszły mąż.

Jeszcze tego samego roku wzięli ślub i zamieszkali w Elblągu. Przeżyli szczęśliwie prawie 40 lat. Dochowali się dwójki dzieci. Syn pozostał w Elblągu, córka zamieszkała w Pradze. Potem urodzili się dwaj wnukowie, następnie czworo prawnuków.
— Od 21 lat jestem wdową — wzdycha pani Maria.

Maria Karamucka mieszka w Elblągu od 1950 r. Wspomina dawne lata, kiedy pracowała w przedszkolu. Minęły jej bardzo szybko. Jako intendentka musiała bardzo się starać, by zaopatrzyć przedszkole we wszystko co było potrzebne. Najbardziej utkwiły jej w pamięci problemy z papierem toaletowym.
— Papier toaletowy trzeba było zamawiać — wspomina.

Problemy były także z mięsem. — U rzeźnika zajmowałam kolejkę, pomagała mi woźna. Przeważnie sprzedawali kiełbasę, rarytasem był schab.

Owoce, szczególnie te z ciepłych krajów, też były rarytasem.
— Gdy udało mi się kupić banany, to każde dziecko dostawało po pół banana — wspomina Karamucka. — Starałam się, żeby posiłki były kaloryczne, żeby dzieci dobrze wyglądały. A jak zostawało mi pieniędzy, kupowałam dzieciom słodycze. Przychodziły do przedszkola kontrole, a ja zawsze wypadałam dobrze.

— Na emeryturę przeszłam w 1979 r., ale do dziś pamiętają tam o mnie, oferują wczasy pod gruszą, z socjalnego dostaję od nich — mówi Maria Karamucka.

Obecnie pani Maria, mimo sędziwego wieku, radzi sobie bardzo dobrze. Po mieście podróżuje komunikacją miejską. Odwiedza cmentarze na Dębicy i na Agrykola. Jeździ też na działkę, którą oddała synowi i teraz jedynie obserwuje, co się tam dzieje. Udziela się w kościelnym stowarzyszeniu. Z poznanymi tam koleżankami spotyka się też prywatnie, w domach.
— Lubię towarzystwo — mówi.
Wciąż także szyje na maszynie. — Nie jestem krawcową, ale szyć lubię — wyznaje. — Koleżanki przynoszą mi ubrania do przeróbki: to podłożę, to zmienię.

Ma też czas na czytanie. — Mam dużo wybranych, nieprzeczytanych książek. Teraz nadrabiam zaległości — przyznaje.

Starsza pani ma w domu kotkę. Przyniosła ją znajoma. Powiedziała, że zwierzę ktoś wyrzucił. Znajoma też jej nie chciała, bo miała już w domu kota. Pani Maria zlitowała się i przyjęła zwierzę.
— Kotka jest bardzo ładna, biało-szara. Musiał ją ktoś skrzywdzić, bo bardzo się boi — opowiada pani Maria. — Kotka jest u mnie już cztery lata, ale nadal boi się dać pogłaskać. Chyba, że podczas jedzenia, wtedy mogę ją głaskać.

Pytamy panią Marię o receptę na długowieczność. Starsza pani zastanawia się. — Uczciwość — mówi. — Uczciwość daje satysfakcję w pracy, pomaga w wychowaniu młodszych.

Przyznaje, że nie stosuje żadnej diety, nie uprawia żadnych ćwiczeń.
— Koleżanki namawiają mnie, żebym chodziła z laską, bo wtedy szybciej się chodzi — mówi Maria Karamucka. — A mnie laska do tej pory nie jest potrzebna. Może kiedyś zdecyduję się na nią. Pamięć też mam dobrą, nie narzekam na sklerozę, choć zdarza mi się, że idę po coś i nie pamiętam po co idę.

— Mimo tak zaawansowanego wieku jest przemiłą, pełną życia osobą, o uroczym uśmiechu i fenomenalnej wręcz pamięci — mówią o niej emerytowani nauczyciele.
kr

Fot. Karolina Krajewska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama