Reklama

Aga Zaryan: W wierszach Miłosza znalazłam wiele olśnień

09/10/2011 09:38

W poezji Miłosza i trzech wyjątkowych kobiet odnalazłam treści, które są mi bliskie, takie, które trafiają do mojej wrażliwości — mówi Aga Zaryan, znakomita wokalistka jazzowa, której najnowsza płyta, "Księga Olśnień", pojawiła się w tym tygodniu na rynku. Z artystką rozmawia Jarosław Grabarczyk.

— W połowie września wróciła Pani z tournée po Japonii i Chinach, gdzie w ramach programu polskiej prezydencji zaprezentowała Pani publiczności repertuar z poezją Miłosza. Jak było, jest Pani zadowolona z tego tournée?

— Zacznę od tego, że jestem szczęśliwa, że moja płyta została wydana w Japonii pod szyldem wytwórni Blue Note Records. To były moje pierwsze koncerty w Japonii i Chinach. Ostrzegano nas, że publiczność w Japonii nie jest zbyt wylewna, słuchacze "cieszą się w środku, nie okazując tego na zewnątrz". Rzeczywiście skupienie na koncercie było ogromne, ale nie zgodzę się co do reakcji publiczności. Reagowali na muzykę żywo, kilka osób nawet wstało z miejsc, a owacje na stojąco to jak wiadomo pokazanie najwyższej aprobaty dla muzyków. Podróż do Azji to wspaniałe doświadczenie kulturowe, po raz kolejny potwierdzające, że jazz to muzyka uniwersalna, którą można grać na całym świecie i znaleźć zrozumienie wśród odbiorców. Oprócz świetnego doświadczenia grania w prestiżowych miejscach, takich jak Cotton Club, miałam ogromną przyjemność delektowania się przepysznym sushi. 


— W miniony wtorek swoją premierę miała płyta "Księga Olśnień" - polska wersja albumu “A Book of Luminous Things” z anglojęzycznymi interpretacjami wierszy Czesława Miłosza i jego ulubionych poetek. Proszę powiedzieć coś więcej o tym krążku, o artystach, których zaprosiła Pani do współpracy...

— "Księga Olśnień" to pierwszy album, który nagrałam w dwóch językach. Najpierw została wydana płyta " A Book of Luminous Things" po angielsku, żeby przybliżyć i uhonorować postać Miłosza na świecie, a teraz specjalnie dla polskich słuchaczy "Księga Olśnień", na której zaśpiewałam wiersze Miłosza w oryginale. To album nagrany z moim polsko-amerykańskim zespołem, z którym współpracuję od lat. Wspaniały gitarzysta Larry Koonse - znany ze współpracy z plejadą gwiazd, m.in. z Natalie Cole, Munyungo Jackson - perkusjonista, który występował i nagrywał m.in. z Milesem Davisem, Stingiem czy Stevie Wonderem, Darek Oleszkiewicz - wybitny polski kontrabasista mieszkający w Los Angeles i robiący od lat międzynarodową karierę i Michał Tokaj - pianista towarzyszący mi od debiutanckiej płyty " My Lullaby", wyjątkowy muzyk, kompozytor, który w tym roku otrzymał Fryderyka w kategorii najlepszy polski kompozytor jazzowy.
Do nagrań, oprócz kwartetu, zaprosiłam Radiową Orkiestrę Smyczkową, która dodała muzyce splendoru, ubarwiła ją i podkreśliła wagę wybranej poezji. Oprócz wierszy Miłosza na płycie znajdują się wiersze ulubionych poetek naszego noblisty, których twórczość przekładał na polski lub angielski. Nowocześnie i odważnie pisząca Anna Świrszczyńska i dwie kalifornijskie poetki Denise Levertov i Jane Hirshfield, każda jedyna w swoim rodzaju.
W poezji Miłosza i trzech wyjątkowych kobiet odnalazłam treści, które są mi bliskie, takie, które trafiają do mojej wrażliwości. Śpiewanie po polsku brzmi zupełnie inaczej niż angielskie wersje językowe. Mimo że muzyka jest ta sama, wiersze i muzyka nabierają innych odcieni. Do jednej z piosenek na polskojęzyczną wersję płyty zaprosiłam Grzegorza Turnaua.
Wiersz Miłosza "To jedno", zinterpretowany przez kobietę i mężczyznę, jest również ciekawym zabiegiem i brzmi inaczej. Dla mnie ta współpraca to ważne doświadczenie, ponieważ po raz pierwszy zdecydowałam się na nagranie duetu. 


— Co było dla Pani motywacją do nagrań po polsku? Czy poezja Miłosza w jakimś sensie Panią olśniła?...

— Miłosz był poetą wybitnym, pisał od wczesnej młodości do końca życia, cały czas się doskonaląc. Miał niezwykłą wrażliwość na otaczający nas świat, na piękno przyrody, pisał o małych sprawach w wyjątkowy sposób, miewał swoje lęki egzystencjalne, zastanawiał się, co nas czeka po naszej ziemskiej wędrówce. Był wrażliwcem, a nie groźnym myślicielem, spoglądającym na nas spod krzaczastych brwi.
 Na płycie znajduje się sześć wierszy Miłosza. Wyczuwa się w nich zachwyt światem, dużą dozę pokory. Miłosz zadaje pytania, które sami sobie zadajemy, ale nie odpowiada na nie, nie poucza nas, daje nam czas do zastanowienia się, odpowiedzenia na nie sobie samemu. To mnie w poezji Miłosza urzeka. Znalazłam w zaśpiewanych na albumie wierszach wiele olśnień i teraz się nimi z Państwem dzielę. W połączeniu z muzyką wiersze zaczynają żyć własnym życiem. Poezja naszego noblisty jest niezwykle barwna i każdy może się w niej przejrzeć i czegoś więcej się o sobie dowiedzieć.


— Krytycy mówią, iż swój sukces Aga Zaryan zawdzięcza niezwykłej barwie głosu, znakomitym umiejętnościom wokalnym i charyzmie scenicznej. Czy to rzeczywiście wystarcza do tego, by odnieść sukces?

— Droga do sukcesu jest inna dla każdego. Trudno podać tu jakąś jedyną sprawdzoną receptę. Wiem jedno - trzeba wierzyć w swoje projekty, cały czas się rozwijać, nie poddawać się w trudnych chwilach, które czasem wcale nie są tak krótkie, trzeba być konsekwentnym w swojej drodze i nie liczyć na sukces, ponieważ on, przynajmniej w moim przypadku, przyszedł po wielu latach śpiewania i w sumie był dla mnie miłą, długo oczekiwaną niespodzianką. Poza tym niezwykle ważne jest spotkanie na drodze ludzi, z którymi się tworzy muzykę i ludzi, którzy pomogą tę muzykę wypromować. Od dziesięciu lat śpiewam z tą samą grupą wybitnych instrumentalistów, nie idziemy na skróty i tworzymy spójne projekty. Publiczność ceni tę konsekwencję. 


— Przypomnijmy naszym Czytelnikom, jak zaczęła się Pani przygoda z muzyką?

— Jazz śpiewam od 1996 roku, czyli od 15 lat. Debiutowałam koncertem w nieistniejącym już warszawskim klubie jazzowym Akwarium. Jestem absolwentką szkoły muzycznej II stopnia im. Fryderyka Chopina w Warszawie i Policealnego Studium Jazzu. Studiowałam też muzykoterapię na Akademii Muzycznej w Łodzi, bo oprócz muzyki interesuję się psychologią. Kiedy zaczęłam poznawać tajniki wokalistyki jazzowej, wybrałam się do Stanów na warsztaty jazzowe. Udawało mi się na nie zdobyć stypendia. Podróż do Kalifornii była przełomem. Po warsztatach zaczęłam odwiedzać Nowy Jork i chodzić na koncerty oraz jamy do klubów, uczyłam się u bardzo wymagających i szczerych do bólu wokalistek jazzowych, które dały mi wiele cennych wskazówek. Wróciłam do Polski, mając wiatr w żaglach. Od tamtych dawnych wizyt podążam swoją jazzową drogą, wydałam właśnie siódmą płytę i cały czas wiem, że najlepsze przede mną. 


— Elbląska publiczność miała już okazję posłuchać Panią na żywo. Czy planuje Pani kolejne koncerty w tym mieście?

— Planuję w najbliższych miesiącach zaprezentować "Księgę Olśnień" po polsku w kilku miastach. Mam nadzieję, że do Elbląga również wrócimy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama